Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: 16 przecznic
Średnia ocena z 3 recenzji
(Dodaj własną)
- Reżyseria:
-
Richard Donner
- Tytuł oryginału:
- 16 Blocks
- Produkcja:
-
USA
, 2006
- Dźwięk:
- Dolby Digital 5.1: angielski, polski lektor
- Strefa:
- 2
- Występują:
-
Mos Def
,
David Morse
,
Bruce Willis
- Sprawdź inne tytuły:
-
Richard Donner
- Dystrybucja:
-
Monolith Video
- Napisy:
- polskie
O 8:02 skacowany detektyw Jack Mosler dostaje pozornie proste zadanie. Niegroźny przestępca Eddie Bunker ma zostać przetransportowany z aresztu do oddalonego o 16 przecznic sądu, gdzie o 10:00 będzie zeznawać jako świadek. Cała droga oraz powrót do domu powinna zająć policjantowi 15 minut. Czysta formalność. Ale kiedy Jack zatrzymuje się przy sklepie, żeby zaspokoić rosnące pragnienie, pozostawionemu w samochodzie Eddiemu ktoś przystawia do głowy pistolet. Jackowi cudem udaje się zapobiec zabójstwu więźnia, ale w tej krótkiej chwili ich krótka przejażdżka zmienia się w najgorszy koszmar. Policjant i przestępca rozpoczynają wspólny wyścig z czasem, w którym na każdej z 16 przecznic kryje się śmiertelna pułapka.
- 16 przecznic
- Reżyseria:
-
Richard Donner
Są powody, by obejrzeć ten film. Jest ich co najmniej 16
(2007-03-24)
Błażej
Bierczyński
Więcej o recenzencie
Po pierwsze: Bruce Willis, odchodzący od ekranowego wizerunku twardziela, jako detektyw Jack Mosley, pies, który zszedł na psy, stary wyga, któremu doskwiera codzienność, suche gardło, ból nogi i pusta flaszka. To z jednej strony bohater, a z drugiej anty-bohater. Postać wielobarwna mimo szarości życia, jakie wiedzie. Zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego na prezentowanej tu okładce Bruce Willis jest bez wąsów (w filmie je przecież ma)?
Po drugie: David Morse, aktor, który nie tylko fizycznie świetnie sprawdza się w roli filmowych glin, kolejny raz potwierdza, że jest bardzo dobry, w tym, co robi jako Frank Nugent, były partner Mosleya.
Po trzecie: Mos Def jako Eddie Bunker, drobny przestępca (choć nie dla wszystkich taki drobny), oryginał w kategorii nawijki filozoficzno-kulinarnej, którą jednych irytuje, drugich rozśmiesza. Jedno jest jednak pewne, facet daje się zapamiętać.
Po czwarte: porządna gra ogółu aktorów (plus bardzo dobra charakteryzacja) i brak „papierowości” postaci, które są po prostu ludzkie. Nie ma tu podziału na dobry i zły, czerń i biel, granice się zacierają.
Po piąte: dobre dialogi i sugestywne znaki będące zapowiedzią przyszłych wydarzeń, jak choćby plakat na ścianie komisariatu, na który patrzy Mosley na chwilę przed odebraniem Eddiego z policyjnego aresztu.
Po szóste: prosta, ale ciekawa fabuła, która pozwala na pokazanie czegoś więcej niż tylko pościgów i strzelanin, choć nie da się ukryć, na wysokim poziomie.
Po siódme: bardzo dobrze zaplanowane zwroty akcji. Są one tam, gdzie powinny nastąpić i potrafią nierzadko zaskoczyć oraz zupełnie zmienić wizję zakończenia.
Po ósme: wyważone tempo, które nie pozwoli ani przysnąć, ani się pogubić i dostać oczopląsu. Brak tutaj jakichkolwiek dłużyzn czy przegadanych, lub naciąganych scen.
Po dziewiąte: realizm przedstawienia sytuacji. Jack Mosley to nie John McLane ze „Szklanej pułapki”, nie ma tu kuloodpornych, superwytrzymałych herosów, do których można się przyzwyczaić, oglądając hollywoodzkie produkcje.
Po dziesiąte: motyw filmu drogi i podróży. Choć główni bohaterowie muszą porzucić samochód, to jednak każdy z nich przechodzi pewną metamorfozę w drodze do budynku sądu, bo „ludzie się zmieniają” (cytując Eddiego).
Po jedenaste: pozornie stereotypowe zestawienie białego gliny i czarnego przestępcy, pozwalające spojrzeć inaczej na relacje rasowe między ludźmi o różnych kolorach skóry i przełamać stereotypy.
Po dwunaste: bardzo dobre zdjęcia różnych nowojorskich zaułków, knajp, podziemnych przejść, ciasnych klatek schodowych i jeszcze ciaśniejszych mieszkań oraz zatłoczonych ulic.
Po trzynaste: wejście w policyjny światek „New York’s Finest”, w światek nie zawsze „czystego” rozwiązywania spraw i nie do końca „czystych” policjantów, zmów milczenia i wzajemnego krycia siebie nawzajem.
Po czternaste: ukryty między wierszami subtelny humor, drobne mrugnięcia okiem w kierunku widza, komizm postaci i sytuacyjny.
Po piętnaste: muzyka, która nie narzuca się, lecz pojawia tylko tam, gdzie rzeczywiście jest potrzebna, gdzie jej obecność coś może podkreślić.
Po szesnaste: zakończenie filmu, które nie jest ani banalne, ani łatwe do przewidzenia.
To właśnie 16 powodów, których warto obejrzeć „16 przecznic”.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Ludzki twardziel
(sierpień 2006)
Wojtek Kałużyński
"Dziennik"
Więcej o recenzencie
Zmęczony życiem Bruce Willis eskortuje do budynku sądu drobnego złodziejaszka, który za dużo wie o grzeszkach policyjnych szych. Niby to wszystko już było, ale film ogląda się naprawdę nieźle.
Willis jako zmęczony życiem gliniarz przed emeryturą bardziej niż siebie samego przypomina .rozrachunkowe. kreacje Roberta Duvalla z .Upadku. albo Jacka Nicholsona z .Obietnicy.. Sama fabuła przywodzi na myśl .Wyzwanie. Clinta Eastwooda . innego twardziela na emeryturze. Tyle że w 1977 roku Eastwood jeszcze wierzył w sprawiedliwość i dopiero w toku akcji został z tej wiary odarty. Willis jako policjant z przeszłością, Jack Mosley, nie wierzy już w nic. Ma eskortować więźnia z posterunku policji do gmachu sądu na przesłuchanie. Odległość do przebycia to tytułowe 16 przecznic. Jej pokonanie normalnie zabrałoby nie więcej niż pół godziny. Normalnie. Ale sytuacja szybko przestaje być normalna, bo okazuje się, że na niepozornego czarnoskórego złodziejaszka (grający z irytującą manierą Mos Deff) rozpoczynają polowanie umoczeni w nielegalne interesy koledzy Jacka . starzy policyjni wyjadacze, za wszelką cenę starający się nie dopuścić, by świadek zaczął sypać.
Za .16 przecznic. wziął się weteran hollywoodzkiej sensacji Richard Donner, ten sam, który kiedyś serią .Zabójczych broni. podarował drugie hollywoodzkie życie Melowi Gibsonowi. Dziś na radosną beztroskę tamtych filmów nie ma miejsca. Mamy więc w .16 przecznicach. ciekawie skleconą fabułę, intrygującą klaustrofobiczną przestrzeń nowojorskiej ulicy, zaaranżowane z rozmachem sceny akcji. Wszystko to jednak jest jakoś naznaczone rutyną, mozolne, pozbawione wigoru. .16 przecznic. to dekadenckie kino akcji, w którym ciekawsze od samej akcji staje się śledzenie wzajemnej relacji między parą głównych bohaterów . zapitym gliniarzem bez złudzeń i źle urodzonym naiwniakiem wierzącym, że w przyszłości czeka na niego bezpieczny fach piekarza. Donner, przeprowadzając obu przez piekło, zbliża ich do siebie aż do zaskakującego finału. Podskórnie czuje się w jego filmie nostalgię za dawną prostą sensacją, czytelnymi podziałami na dobrych i złych. Dzisiejsze kino (i dzisiejszy świat) stracił wiarę w szlachetnych policjantów, co Donner przyjmuje nie tyle z aprobatą, co potulnym zrozumieniem.
Willis też coś na boku manifestuje. Nieefektowną łysiną, ciągłą zadyszką i zbolałą miną demonstruje zmierzch hollywoodzkiego twardziela. Zarazem anachronicznego w niemęskich metroseksualnych czasach i zmęczonego swym wizerunkiem, do którego zresztą niebawem powróci w czwartej części .Szklanej pułapki.. Wszystkie te manifestacje stają się z czasem ważniejsze od reszty ekranowych atrakcji . fabuły, bohaterów i suspense.u. Z jednej strony pogrążają film w marazmie, z drugiej pozwalają nieco uciec od schematów. Jako manifest niewiary w kino sensacyjne, które zjadło swój własny ogon i przestało wierzyć samo w siebie, ogląda się .16 przecznic. całkiem nieźle. O tempora, o mores!
(3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji