-
-
-
-
-
Closer
- Mika Urbaniak
-
cena:
36,49
zł
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: 3
Średnia ocena z 20 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Smolik
- Firma fonograficzna:
-
Sony Music
, 2006
- Nr katalogowy:
- 88697037962
- Sprawdź inne tytuły:
-
Smolik
Trzeci solowy album Andrzeja Smolika, człowieka instytucji na polskim rynku muzycznym, który nie tylko produkował i pisał utwory dla takich artystów jak Ania Dąbrowska, Krzysztof Krawczyk, czy Kasia Nosowska, ale również współpracował z Wilkami i zespołem Myslovitz.
Solowa płyta Smolika to po raz kolejny przykład nastrojowej elektroniki, wykorzystującej akustycznie brzmienia oraz orkiestrowe aranżacje. Tym razem do współpracy nad swoim najnowszym albumem artysta zaprosił miedzy innymi zespół Sofa, Novikę, Artura Rojka z kapeli Myslovitz oraz Mikę Urbaniak. W nagraniach płyty uczestniczyli również Victor Davis i Maya Singh.
| Posłuchaj utworów: |
MP3 |
WMA |
| 1. S.Dreams (feat. Sofa) |
 |
 |
| 2. Cmyk (feat. Victor Davies) |
 |
 |
| 3. Cye (feat. Kasia Kurzawska) |
 |
 |
| 4. 50 Trees (feat. Novika & Artur Rojek) |
 |
 |
| 5. Enjoy The Sound (feat. Mika) |
 |
 |
| 6. U Missing (feat. Victor Davies) |
 |
 |
| 7. Med 3 (feat. Mika) |
 |
 |
| 8. A Million Cheap Tricks (feat. Maya Singh) |
 |
 |
| 9. V2 (feat. Mika) |
 |
 |
| 10. Sip (feat. Marsija) |
 |
 |
| 11. Time Take (feat. Karolina Kozak & Bogdan Kondracki) |
 |
 |
- 3
- Wykonawca:
-
Smolik
Najlepsza płyta Smolika
(2007-07-26)
Łukasz
Kuśmierz
Więcej o recenzencie
Andrzej Smolik twierdzi, że "pakowanie artystów do szuflad z gatunkami to prawdziwe nieszczęście". Pełna zgoda, jest to często domena leniwych dziennikarzy, którzy mając w swojej głowie hasła klucze mogą znacznie szybciej sklecić parę zdań na potrzeby recenzji. Jest jednak też druga strona medalu. Piszący są często ograniczeni a to ilością miejsca przeznaczoną na artykuł (co wiąże się z ograniczeniem do konkretyzacji), a to z kolei muszą uwzględniać kompetencje szerokiego grona odbiorców, czyli tak naprawdę wszystkich. Każdy może przeczytać recenzję, ale i każdy musi zrozumieć, o czym mówi autor. Trzeba zatem iść na kompromis. Jak to zrobić? Najlepiej trzymać się faktów. Fakty są takie, że to już 3 płyta Andrzeja Smolika. 2 poprzednie może nie stały się synonimem sukcesu komercyjnego, za to artystycznego jak najbardziej tak. Na zarówno self-titled debiucie, jak i płycie "2" na pierwszy plan wysuwały się przede wszystkim elektroniczne brzmienia. Można śmiało powiedzieć, że znakiem rozpoznawczym Smolika stały się ciepło brzmiące klawisze i rozleniwione syntetyczne tło. Tło to jednak zawierało wielokrotnie niezauważalne od pierwszego przesłuchania żywą gitarę basową, mandolinę czy gitarę. Na trzecim albumie Smolik wykonał jeszcze bardziej zdecydowany krok w stronę akustycznych dźwięków. Już otwierający płytę "S.Dreams" to szalejący na rozbujanym basie r'n'b wymieszany z soulowym śpiewem. Zarazem jest to ładna liryczna kompozycja, śmigająca na poziomie nieosiągalnym dla lokalnych aspiratorów (aspiratorek?) do bycia "czarnymi głosami" polskiej sceny. To, że część osób będzie musiała wyleczyć się z takich marzeń jest w dużej mierze zasługą gościnnie występującej w tym numerze Sofy. Jeśli już o gościach mowa, wiadomo, że to oni zawsze użyczali głosów na albumach Smolika. Z reguły potrafili uchwycić klimat kompozycji, prezentując się często z zaskakującej strony (vide Artur Rojek z Myslovitz na "Dig i Din" z poprzedniej płyty). Nic się nie zmieniło. Jest w muzyce Smolika jakaś chemia, sprawiająca, że artyści z nim współpracujący wzbijają się na wyżyny, co możemy usłyszeć potem na płytach. Ot, Mika Urbaniak w "Med 3" brzmi jak... MC Lyte? W każdym razie, jak czarna wokalistka z okresu złotych lat hip-hopu. Kasia Kurzewska z kolei w "Cye" przywołuje klimat pierwszej solowej płyty Alicii Keys "Songs in A Minor". Oczywiście są też starzy dobrzy znajomi - Bogdan Kondracki charakterystycznym basem prowadzi dostojnie melodię w najpiękniejszym na "3" utworze "Time Take" (wtóruje mu rozleniwiono-anielski jak zawsze głos Karoliny Kozak), a Novika i Rojek w sympatycznym "50 Trees" prowadzą wyluzowany wokalny dialog. Pojawili się też artyści o międzynarodowej renomie - Victor Davies i Maya Singh. Ten pierwszy sprawia, że mężczyźni na albumie Smolika po raz pierwszy "mówią" mocnym głosem. Nie zrozumcie mnie źle - na debiucie czy drugiej płycie odgrywali oni ważną rolę, ale byli zawsze jakby w cieniu śpiewających pań. To one kradły show. Tymczasem przede wszystkim wspomniany Davies, ale i Artur Rojek czy Bogdan Kondracki dzielnie walczą o "wokalne równouprawnienie" na "3". Najmocniejsze punkty na tym albumie? To wyświechtany zwrot, ale naprawdę, wierzcie mi, każda piosenka mogłaby być singlem. Nie, zaraz, zapomniałem przez chwilę, że mówimy o polskim radiu i telewizji. Mogłaby więc być singlem np. na Wyspach. I tego Andrzejowi Smolikowi życzę.
(8 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
"3" na 3
(2007-05-28)
Stały Recenzent
Więcej o recenzencie
Po pierwsze i najważniejsze - płyta ma strasznie słabą jakość. Pan, który popełnił mastering tej płyty powinien się lepiej zaopiekować żoną i ogródkiem. Jak można dopuścić, by płyta, na której gra "Sinfonia Viva" brzmiała jak radio internetowe? Kolejna porażka to Victor Davies. Jego głos i sposób śpiewania są bardzo plastikowe. Słuchając płyty mamy wrażenie, że słuchamy jednego utworu. W porównaniu do poprzednich produkcji Smolika trąci troszkę komercją. Plus należy się za aranżację i dobór instrumentów. Jest to naprawdę świetnie dobrany zestaw. Część promowanych na płycie wokalistek zasługuje na uznanie. Jest to bardzo ciekawe zjawisko na polskim rynku muzycznym. Muzyka, którą można wykorzystać jako tło do wykonywania różnych czynności, bo... nie ma się za bardzo na czym skupić.
(8 z 14 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Podobnie jak wino...
(2007-02-15)
Sławomir
Grelewicz
Więcej o recenzencie
...im dłużej słucham, tym bardziej ta płyta muzycznie mi "smakuje".
Kupując ją miałem mieszane uczucia, wszak to pierwszy raz zdecydowałem się na słuchanie Smolika. Podczas pierwszego przesłuchania było tak sobie, kolejne dały satysfakcjonujące wrażenie. Delikatna, subtelna i klimatyczna muzyka, świetna niemalże na każdą okazję. Można jej słuchać nie tylko dla samego słuchania, ale wspaniale komponuje się z czynnościami domowymi - nauką, pracą, a także seksem.
(2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Andrzej Smolik w swojej najbardziej światowej produkcji
(2006)
Bartek
Chaciński
Przekrój
Więcej o recenzencie
Jeśli miałbym podać jedną cechę, jaką Smolik wprowadził do polskiej muzyki pop, powiedziałbym, że przywrócił jej ciepło. Skutecznie wyprowadzane wcześniej z naszego rynku przez chłodny profesjonalizm gwiazd lat 90., plastikowe solówki i zapędy do niszczenia piosenek w wielościeżkowych studiach nagraniowych. I tu zwrot Smolika w stronę modnej ostatnio estetyki easy listening, sięgnięcie do prostoty w stylu retro, nagrywanie w domowych warunkach, a wreszcie połączenie ciepłych brzmień elektrycznego pianina czy organów z naiwnymi partiami instrumentów dętych i marzycielskimi wokalami okazały się zbawienne. To jedna z lepszych rzeczy, jakie wydarzyły się w polskiej muzyce ostatnich lat.
Najważniejsze, że Smolik, zamiast koncentrować się wyłącznie na swojej solowej ścieżce, prątkował tym wirusem ciepła. To rozdając swoje piosenki na prawo i lewo różnym wykonawcom, to produkując utwory Kasi Nosowskiej, Ani Dąbrowskiej czy Krzysztofa Krawczyka, to wreszcie zapraszając innych do śpiewania na własnych płytach. A ponieważ nie rezygnuje jednocześnie ze skromnej posady klawiszowca w grupie Wilki, na te jego własne, autorskie albumy przychodzi często długo czekać. Na nową, konsekwentnie pozbawioną tytułu - ponad trzy lata.
To płyta, na której Smolik częściej niż dotąd sięga po brzmienia smyczków, w największym też zakresie wykorzystuje różne solowe instrumenty akustyczne, pracuje z większym niż dotąd rozmachem, nadając całości brzmieniowo charakter filmowych produkcji z lat 70. Zarazem jednak znów udało mu się uniknąć przeładowania. Ma tu również najbardziej imponującą listę gościnnie występujących wokalistów, z cenionym Anglikiem Victorem Daviesem na czele, ze znanymi już gośćmi, między innymi Noviką, Miką Urbaniak i Arturem Rojkiem, a wreszcie z niedawnymi debiutantami - raperem i wokalistką z formacji Sofa. Całość śpiewana po angielsku wprost idealnie nadaje się na eksport, choć przyznaję, że prawdziwym ideałem byłoby przygotowanie tej płyty z dobrze napisanymi polskimi tekstami zamiast obcojęzycznych. Wtedy zamiast ciepło zrobiłoby mi się gorąco.
Elegancja i równowaga bijące z tej płyty przesłaniają na ogół jej drobne wady. Wprawdzie trudno na niej odnaleźć coś, czego jeszcze nigdy u Smolika nie było, ale jeszcze trudniej wyłączyć, gdy się już zacznie słuchać.
(15 z 17 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(20)