W tej zwariowanej komedii romantycznej o miłości i przeznaczeniu, młody autor kartek z życzeniami (Joseph Gordon-Levitt) desperacko poszukuje dziewczyny swoich snów... i właśnie jego nowa współpracowniczka, Summer Finn (Zooey Deschanel) może okazać się "tą jedyną". Lecz 500 dni ich niezwykłego związku pokazuje (w tej właśnie kolejności), że droga do szczęścia może być nieprzewidywalna, niekontrolowana i niewiarygodnie zabawna!
Dramat werterowski w ujęciu współczesnego kina
(2011-09-08)
Kamil
Stasiewicz
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Już dawno w swoim trafnym i nieskomplikowanym filmowym guście nie obejrzałem filmu, który dostarczyłby mi aż takich emocji! Są gatunki kina, gdzie nie wystarczą już tylko sami aktorzy. Nawet dobra obsada może fabuły nie uratować. Tutaj o ile mamy do czynienia z aktorami kategorii B (do czasu, bowiem po tej produkcji Joseph Gordon-Levitt nie pozwoli o sobie zapomnieć), to sama fabuła jest arcy-genialna, że nawet byle beztalencie by filmu nie pogrążyło. A o czym jest ta fabuła? No cóż… najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że film zyskał już przed premierą kinową za sprawą źle naprowadzającego zwiastuna. Wybrano zabawne sceny i teksty i scalono je w jedno. Widzowie złaknieni kolejnej komedii romantycznej dla mainstreamu musieli zwątpić, kiedy po klasycznym początku, konwencja ów gatunku zaczynała robić się przewrotna, prowadząc do miażdżącego zakończenia. W epoce kiedy mężczyźni stają się zniewieściali i panuje moda na delikatność, o wiele lepiej jest dotrzeć do ludzi strugając opowieść o miłości z mężczyzną w roli głównej. Ludzie bowiem w nią uwierzą. Gdyby tak wystrugać podobną historię w latach 80-tych – epoce twardzieli kina i wielkich kochanków, którzy zawsze byli panami i władcami swych dam – prawdopodobnie ów film skończyłby w zapomnieniu. Ludzie nie uwierzyliby. Na szczęście coraz częściej do głosu dostają się mężczyźni o romantycznych duszach. Nadal jednak ta ich romantyczność, w klasycznej komedii romantycznej wygląda tandetnie, w przypadku zaś "500 dni miłość" obserwujemy narodziny nowego gatunku – romantycznej (komedii?) dla facetów. Historia nieszczęśliwej miłości, przewrażliwionego romantyka Toma, który jest projektantem kartek okolicznościowych. Nie trudno się domyślić, że będzie wychwalał miłość w okazyjnych wierszykach i zachwycał się jej potęgą, a przy okazji dzielić będzie swoje pasje także między zespół The Smiths. Do czasu, aż nie dojdzie w jego życiu do bliskiego spotkania trzeciego stopnia ze swoją wymarzoną muzą, a zmorą zarazem. Kobietą, o imieniu Summer. Związek jaki sobie wymarzył Tom i do jakiego dąży, szybko okazuje się, że dla Summer jest letnią (summer (ang. lato)) znajomością, przelotną i krótką. Sytuacja komplikuje się, kiedy Tom i Summer inaczej zaczynają nazywać pewne pojęcia. I tu rozpoczyna się tragedia. Tom nie rozumie Summer, bo żyje w swoich ideałach. Summer jest kobietą, która Toma nie szukała, w związku z czym nie zależy jej na czymś poważnym. Ta rozbieżność powoduje upadek naszego bohatera i jego powolne budzenie się do życia. Wreszcie przemówił tutaj mężczyzna! Mark Webb (do tej pory reżyser teledysków) nie struga nam bajeczki. Summer odchodzi, by już nie wrócić. Nie dla niej happy end. No a przynajmniej nie z Tomem. Jednak ten będzie na nią czekał. Będzie czekał dopóty z kalendarza nie wyrwie kartki z napisem "500 dzień mojej miłości". 500 i ostatni. Niehollywoodzka komedia romantyczna, to raczej dramat werterowski w interpretacji współczesnego kina. Ale i nawet tutaj film nie mógł się oprzeć mainstreamowi. Ach te hollywoodzkie zakończenia… no, ale co zrobić, jeśli zgodnie z odwiecznym prawem po lecie przychodzi jesień? Ale może dopiero wiosna będzie tą właściwą? Nigdy nie wiadomo. Życie nie lubi być jednakowej maści, bywa szare i kolorowe... ale nigdy nie wiemy jakiej barwy będzie poszczególny dzień.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji