-
-
-
-
Jo.& Co
- Anna Maria Jopek
-
cena:
37,49
zł
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: 50 [Digipack]
Średnia ocena z 4 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Maryla Rodowicz
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, Grudzień 2010
- Nr katalogowy:
- 2757215
- Sprawdź inne tytuły:
-
Maryla Rodowicz
Album Maryli Rodowicz to zbiór wybranych przez nią utworów z lat 50. Nie jest to jednak zwykłe odtworzenie muzycznych standardów, ale zupełnie nowe aranżacje, nowe spojrzenie na m.in. takie utwory, jak: "Czekolada", "Czerwony autobus", "Serduszko puka", "Mój chłopiec piłkę kopie", ale też sentymentalne, refleksyjne jak: "Pierwszy siwy włos" lub "Już nigdy".
Maryla Rodowicz mówi o płycie: "Dla mnie to powrót do dzieciństwa. Lata 50, gdzie oprócz muzyki ludowej w radiu słuchałam właśnie tych wspaniałych kompozycji zaaranżowanych po amerykańsku.To mnie kształtowało. Poza tym, jest to fantastyczny pretekst do zrobienia płyty swingowej, klimatycznej (ballady jazzowe) i dynamicznej jednocześnie (rockabilly-czyli pierwsza forma rock&roll'a połączonego z boogie i bluesem). W studio Sound&More z realizatorem Rafalem Paczkowskim i znakomitymi muzykami, osiągneliśmy brzmienie amerykańskich big bandów!"
Krzysztof Herdzin (producent) o płycie: Będzie to dość niecodzienna płyta jak na polskie warunki. Z jednej strony tradycja orkiestr z lat 50-tych (Jan Cajmer, Edward Czerny, Kazimierz Turewicz, Jerzy Harald) - z drugiej echa Franka Sinatry i jemu podobnych. Duże, amerykańskie brzmienie big bandu i smyczków, czasem latynoskie rytmy zagrane i zaaranżowane jakby pochodziły z Kuby lub Rio De Janeiro. Pojawią się też bardziej nowoczesne brzmienia w stylu Marcusa Millera czy Pata Metheny. Obecność na płycie najlepszych polskich muzyków, podnosi poprzeczkę ( Marek Napiórkowski, Robert Kubiszyn, Jan Młynarski, Krzysztof Herdzin - pianista, producent muzyczny i aranżer całości, orkiestra Sinfonia Viva). Słucha się tego jak najlepszych płyt zza oceanu.
Maryla Rodowicz jeszcze nie nagrała takiej płyty i chwała Jej za to, że zdecydowała się zrobić coś dla siebie i dla podobnie czujących melomanów, którzy zmęczeni popową papką szukają piosenek najwyższej jakości.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Wesoły pociąg |
|
| 2. Do grającej szafy |
|
| 3. Mój chłopiec piłkę kopie |
|
| 4. Klipsy |
|
| 5. Nie oczekuje dziś nikogo |
|
| 6. Czekolada |
|
| 7. Karuzela |
|
| 8. Czerwony autobus |
|
| 9. Pierwszy siwy włos |
|
| 10. Rozstanie z morzem |
|
| 11. Cicha woda |
|
| 12. Serduszko puka w rytmie Cha-Cha |
|
| 13. Już nigdy |
|
| 14. A mnie jest szkoda lata |
|
- 50 [Digipack]
- Wykonawca:
-
Maryla Rodowicz
Nie to złoto co się świeci czyli fonograficzne śmieci...
(2011-01-12)
Krzysztof
Krawczyk
Więcej o recenzencie
Maryli Rodowicz należy się medal. Jako jedynej udało się jej dokonać rzeczy niemożliwej - śpiewać od ponad 40 lat i nigdy nie nagrać nawet bardzo dobrej płyty, pomimo że w swojej karierze udało jej się zaśpiewać kilka wybitnych piosenek, chociażby "Niech żyje bal", "Żyj mój świecie" czy "Małgośka". Cała tajemnica sukcesu Maryli tkwi w czymś innym.
Otóż jako jedyna - już dawno temu, kiedy jeszcze nie było takich mistrzyń prowokacji jak Lady Gaga czy nasza Doda - odkryła, że aby istnieć, trzeba być zawsze na ustach tłumów. I jako pierwsza w czasach szarej rzeczywistości PRL-u szokowała. A to okropnymi strojami dekorowanymi czym tylko się da (jak ten z pamiętnego występu w Sopocie, gdzie wystąpiła z klatką pełną ptaków śpiewając "Kolorowe jarmarki"), a to jedyną wśród artystów w tamtym okresie kurtką z prawdziwej skóry uszytą z zabitej nielegalnie świni czy też romansem z Danielem Olbrychskim. I mimo że to dla niej Agnieszka Osiecka napisała swoje najlepsze piosenki, dobierany przez Marylę repertuar sprawił, że te perełki ginęły często wśród pozostałych nijakich utworów, które wypełniały jej kolejne płyty.
Kiedy popatrzyłem na spis utworów, które wypełniają najnowsze "dziecko" Maryli (a są to piosenki z okresu powojennego), pomyślałem sobie, że oto mamy podobny manewr do tego, który Rodowicz zaserwowała nam "Marysią biesiadną". Ma być "cała sala śpiewa z nami" - łatwo, lekko i przyjemnie. Cóż, inżynier Mamoń z "Rejsu" powtarzał, że najbardziej podobają się nam te piosenki, które już słyszeliśmy. Idąc tym tokiem myślenia, nowa płyta Rodowicz powinna mi się podobać. Rozczaruję Was - nie podoba mi się ani trochę. Ile można znieść nowych wersji "Serduszko puka w rytmie cha cha" czy "Czerwonego autobusu" ? Te piosenki są tak często śpiewane w różnorakich programach telewizyjnych, że mdli mnie już na samą myśl, że znowu miałbym ich wysłuchiwać. Nie są ładne. Są proste, łatwo wpadające w ucho i trudno się od nich uwolnić, bo mimowolnie nucimy je pod nosem. Niestety, ja oczekuję czegoś innego. Czegoś, co mną trochę "potrząśnie", co nie wleci mi jednym uchem, a wyleci drugim, ale zostanie na jakiś czas. Piosenki z "50" niestety nie mają na to szans. I nie tylko dlatego, że trącą myszką, ale przede wszystkim przez to, że wersje zaproponowane przez Rodowicz zupełnie pozbawiają je ich dawnej infantylności i bezpretensjonalności, dzięki którym były na swój sposób "fajne". Maryla swoim lwim "rykiem" uczyniła je przyciężkimi i niestrawnymi.
Więc, powtarzając za prezesem Ochódzkim z "Misia" pytanie - "Wiesz po co nam ta Maryla?", odpowiem: "Nikt nie wie, po co nam ta Maryla i dlatego nikt nie zapyta. Wiecie, co robi ta Maryla? Ona odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa... Patrzcie mówimy, to nasze, przez nas wylansowane i to nie jest jeszcze nasze ostatnie słowo...". Po to jest Maryla Rodowicz i za to ją lubię, ale, rany julek, niech ona w końcu nagra jakąś normalną płytę!!!
(4 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Nie to złoto co się świeci czyli fonograficzne śmieci...
(2011-01-12)
Krzysztof
Krawczyk
Więcej o recenzencie
Maryli Rodowicz należy się medal. Jako jedynej udało się jej dokonać rzeczy niemożliwej - śpiewać od ponad 40 lat i nigdy nie nagrać nawet bardzo dobrej płyty, pomimo że w swojej karierze udało jej się zaśpiewać kilka wybitnych piosenek, chociażby "Niech żyje bal", "Żyj mój świecie" czy "Małgośka". Cała tajemnica sukcesu Maryli tkwi w czymś innym.
Otóż jako jedyna - już dawno temu, kiedy jeszcze nie było takich mistrzyń prowokacji jak Lady Gaga czy nasza Doda - odkryła, że aby istnieć, trzeba być zawsze na ustach tłumów. I jako pierwsza w czasach szarej rzeczywistości PRL-u szokowała. A to okropnymi strojami dekorowanymi czym tylko się da (jak ten z pamiętnego występu w Sopocie, gdzie wystąpiła z klatką pełną ptaków śpiewając "Kolorowe jarmarki"), a to jedyną wśród artystów w tamtym okresie kurtką z prawdziwej skóry uszytą z zabitej nielegalnie świni czy też romansem z Danielem Olbrychskim. I mimo że to dla niej Agnieszka Osiecka napisała swoje najlepsze piosenki, dobierany przez Marylę repertuar sprawił, że te perełki ginęły często wśród pozostałych nijakich utworów, które wypełniały jej kolejne płyty.
Kiedy popatrzyłem na spis utworów, które wypełniają najnowsze "dziecko" Maryli (a są to piosenki z okresu powojennego), pomyślałem sobie, że oto mamy podobny manewr do tego, który Rodowicz zaserwowała nam "Marysią biesiadną". Ma być "cała sala śpiewa z nami" - łatwo, lekko i przyjemnie. Cóż, inżynier Mamoń z "Rejsu" powtarzał, że najbardziej podobają się nam te piosenki, które już słyszeliśmy. Idąc tym tokiem myślenia, nowa płyta Rodowicz powinna mi się podobać. Rozczaruję Was - nie podoba mi się ani trochę. Ile można znieść nowych wersji "Serduszko puka w rytmie cha cha" czy "Czerwonego autobusu" ? Te piosenki są tak często śpiewane w różnorakich programach telewizyjnych, że mdli mnie już na samą myśl, że znowu miałbym ich wysłuchiwać. Nie są ładne. Są proste, łatwo wpadające w ucho i trudno się od nich uwolnić, bo mimowolnie nucimy je pod nosem. Niestety, ja oczekuję czegoś innego. Czegoś, co mną trochę "potrząśnie", co nie wleci mi jednym uchem, a wyleci drugim, ale zostanie na jakiś czas. Piosenki z "50" niestety nie mają na to szans. I nie tylko dlatego, że trącą myszką, ale przede wszystkim przez to, że wersje zaproponowane przez Rodowicz zupełnie pozbawiają je ich dawnej infantylności i bezpretensjonalności, dzięki którym były na swój sposób "fajne". Maryla swoim lwim "rykiem" uczyniła je przyciężkimi i niestrawnymi.
Więc, powtarzając za prezesem Ochódzkim z "Misia" pytanie - "Wiesz po co nam ta Maryla?", odpowiem: "Nikt nie wie, po co nam ta Maryla i dlatego nikt nie zapyta. Wiecie, co robi ta Maryla? Ona odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa... Patrzcie mówimy, to nasze, przez nas wylansowane i to nie jest jeszcze nasze ostatnie słowo...". Po to jest Maryla Rodowicz i za to ją lubię, ale, rany julek, niech ona w końcu nagra jakąś normalną płytę!!!
(3 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji