Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: 9 [Digipack]
Średnia ocena z 6 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Damien Rice
- Firma fonograficzna:
-
Warner Music Poland
, 2006
- Nr katalogowy:
- 2564640422
- Sprawdź inne tytuły:
-
Damien Rice
Nowy album Damiena Rice'a, irlandzkiego wokalisty i kompozytora. Znajdziemy tutaj dziewięć wybitnie jesiennych utworów sytuujących się na styku muzyki rockowej i folku. 9 podobnie jak poprzednia płyta artysty z 2003 roku pełna jest szalejących namiętności, czuła i poetycka oraz mocno nacechowana brytyjskim klimatem. "Gdy jesteś niespokojny, próbujesz złapać równowagę - dostrzegasz niedoskonałości otoczenia. Zaczynają cię drażnić. Piszesz o tym, co cię frustruje i dajesz upust emocjom. Czuję, że choć pisanie piosenek może być pięknym środkiem wyrazu, to jednak z natury jest dziecinne" - opowiada o swojej twórczości Damien Rice. 9 to album melancholijny, przeznaczony przede wszystkim dla wielbicieli smutnych i refleksyjnych dźwięków. Płyta objeta patronatem Merlin.pl
| Posłuchaj utworów: |
| 1. 9 Crimes |
|
| 2. The Animals Where Gone |
|
| 3. Elephant |
|
| 4. Rootless Tree |
|
| 5. Dogs |
|
| 6. Coconut Skins |
|
| 7. Me,My Yoke |
|
| 8. Gray Room |
|
| 9. Accidental Babies |
|
| 10. Sleep Don't Weep |
|
- 9 [Digipack]
- Wykonawca:
-
Damien Rice
Proste piosenki
(2006)
Angelika
Kucińska
Przekrój
Więcej o recenzencie
Debiutancki album Rice'a zdobył prawie milionową publiczność, sprzedaż brytyjska przełożyła się na status potrójnej platyny. "O" była jedną z tych płyt, które oswajały tłumy z nieoczywistym i skromnym. Jest na brytyjskich listach przebojów spore zapotrzebowanie na rzekomo romantycznych chłopców i ich rzekomo poruszające piosenki. James Blunt, James Morrison, wreszcie niedawne odkrycie - młodziutki Paolo Nutini. Medialno-finansowy sukces pozwala stawiać Damiena Rice'a obok wyżej wymienionych. Zgadza się, to też jest pop - i pod względem zasięgu, i kompozycji. Ale pop nietypowy i z drugim dnem, bo pełen czarnych, niedobrych emocji. Gorzkie rozliczenia z przeszłością, niespełnione uczucia, rozstania i zdrady, smutek i złość. Żaden z powyższych nie potrafi przekazać tego tak wiarygodnie jak Rice. Jemu udaje się tworzyć rzeczy proste, ale dalekie od łzawego melodramatu. Druga płyta muzyka nie angażuje jak debiut i jest nierówna, ale za takie "9 Crimes" można wybaczyć największe wpadki.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Me, his yoke and I
(2006-11-15)
Agnieszka
Grabarz
Więcej o recenzencie
Trudno sprostać oczekiwaniom słuchaczy po takim debiucie, jak "O". Płycie z piosenkami ani specjalnie odkrywczymi (ileż to smutnych facetów z gitarą przewija się przez różnorakie światowe sceny?), ani oryginalnymi (tekst o miłości + gitara akustyczna + smyczki + on + czasami ona). A jednak znalazła się spora grupa specyficznych (nad)wrażliwców, w których tworczość Damiena Rice'a porusza struny odpowiedzialne za pełne przeżywanie muzyki w sposób, w jaki nikt inny wcześniej nie potrafił. Wśród niej znalazłam się i ja - absolutnie oczarowana, zakochana wręcz i uzależniona. Do tego stopnia, że nie wyobrażałam sobie, by najnowsze dzieło Rice'a mogło mnie zawieść. A jednak... niedosyt niewielki czuję. Odrobinę. Nie potrafię być bezkrytyczna, nawet (a może zwłaszcza?) w przypadku artystów tak mi bliskich. Artystów, którzy mieli z płyty na płytę coraz bardziej oczarowywać i uzależniać. I być może oczarowywują, ale... nie do końca. Bo oto mamy mnóstwo cudownych, pięknych dźwięków. "9 Crimes" rozdziera, "The Animals Were Gone" wprowadza w stan słodkiego rozmarzenia (nikt, tak jak Damien, nie śpiewa: "we could make babies and accidental songs". Ja nie potrafiłabym się oprzeć tej propozycji), "Rootless Tree" ukazuje, że Rice oprócz "love you" równie przekonująco potrafi wykrzyczeć "fuck you", "Me, My Yoke" niesie przepotężny ładunek emocji w kilku właściwie słowach, "Coconut Skins" ma w sobie coś zawadiackiego i beztroskiego. Czego więc się czepiam? Ano tego, że to za mało. Że "Sleep Don't Weep" za bardzo przypomina "Cold Water" z "O". Że przy końcu ostatniej piosenki nie ma ukrytych tracków, tylko jakaś 15-minutowa, "wyplumkana" melodia. Że uwielbiam tego faceta i nie powinnam mieć żadnych zastrzeżeń. Że miałam nadzieję, iż zabraknie mi gwiazdek merlinowych do pełnej oceny płyty. A tutaj jeszcze jedna została. Cóż, może następnym razem. Z drugiej strony – prawdopodobnie za dużo wymagam, i w kategorii "smutne płyty dla lubiących smutne płyty ludzi" "9" zostawia konkurencję w tyle. Jednak w kategorii "moje ulubione smutne płyty" palmę pierwszeństwa wciąż dzierży "O".
(9 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji