Koszyk pusty
- polecamy
-
- Some Girls, Live in Texas '78
- cena: 76,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
- Some Girls, Live In Texas '78
- cena: 148,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
- Ladies & Gentlemen
- cena: 76,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Średnia ocena z 5 recenzji (Dodaj własną)
Behemot
Od 40 lat grają to samo; kiedy jeszcze rywalizowali z Beatlesami to chociaż trochę się starali (mimo, że byli zawsze o krok w tył za Wielką Czwórką), po ich rozpadzie nie mieli już żadnych aspiracji, by nagrać coś znaczącego. Każdy z kolejnych albumów Beatlesów jest wybitny i lepszy od poprzedniego. Z kilkudziesięciu albumów Stonesów złożyłbym co najwyżej dwa składaki nadające się do słuchania. Jagger nie będzie niestety drugim Lennonem, chociażby miał dziewięćdziesiątkę i dalej pląsał po scenie i wychodził ze skóry, żeby tak nie było. Aż łza się ze śmiechu kręci w oku, jak za 10 lat wyjadą na wózkach pod respiratorami i zagrają "Satisfaction" - żałosne.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Marcin Kubicki Więcej o recenzencie
Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że Pink Floyd odrzuciło propozycję otrzymania 135 milionów funtów za kolejną trasę koncertową. Najwyraźniej niektórzy wiedzą, kiedy przestać i nieomal jak w piosence Perfectu "zejść ze sceny niepokonanym". The Rolling Stones najprawdopodobniej tej piosenki nie znają, tak samo jak Grzegorza Markowskiego. Ta opinia, którą wystawiłem przed posłuchaniem nowego dokonania Jaggera, a może raczej Jaggera, Richardsa i spółki, nie pokryła się całkowicie z rzeczywistością. Okazało się bowiem, że może i Stonesi nic nowego już nie mają do powiedzenia w świecie muzycznym, ale grać potrafią i to tak, że ciągle mogą doprowadzić do wstydu większość młodych, tak wiekowo, jak i stażowo zespołów. Oto bowiem "A Bigger Bang", pierwszy studyjny krążek od czasów "Bridges To Babylon" (1998), ma szansę uzyskania wysokich not, tak u dziennikarzy, jak i u słuchaczy. Zaczyna się solidnie, nieco niegrzecznie, z charakterystycznym dla nich, bardzo rytmicznym beatem. Uwagę zwraca duży nacisk położony na bas w "Rain Fall Down", który zresztą, absolutnie nie siejąc herezji, nadaje się doskonale do tańczenia. Z tonu spuszcza "Streets Of Love". Prosty rytm opowiada historię utraconej miłości. Ale już następny "Back Of My Hand" jest utrzymanym w starym stylu, bluesowym kawałkiem z harmonijką i drobnymi elementami gospel. Hipokryzja i nieumiejętność władania krajem, to główny temat "Sweet Neo Con", kontrowersyjnego utworu o obecnym prezydencie Stanów Zjednoczonych. Stonesom zdarzało się nagrywanie piosenek o polityce, ale zawsze byli w pewien sposób stonowani, tym razem postanowili nie owijać w bawełnę i nie pozostawiać suchej nitki na Bushu. Album kończy się standardowo, jak to u Stonesów od dłuższego czasu-od kolejnej próby wokalnej Keitha, w bluesowej balladzie "Infamy". Szesnaście kawałków to całkiem sporo, a weźmy pod uwagę fakt, że to najdłuższy album studyjny zespołu od czasów "Exile On Main Street" z 1972 roku. To solidna mieszanka rock'n'rolla i bluesa. Ta sama zresztą, która pozwoliła zespołowi wypłynąć na początku lat 60-tych. Blues, o którym tak ciągle wspominam, jest najwyraźniejszy w "Back Of My Hand", gdzie brzmi nieco jak Muddy Waters. Innym przykładem może być "Biggest Mistake", który nieodparcie przypomina mi ich własny kawałek z 1971 roku pt. "Dead Flowers". Szczególną uwagę zwraca fakt braku potencjalnych singli. W przeszłości, grupa starała się zawrzeć na albumach, choć jeden utwór, który miałby nieco bardziej popowy wydźwięk, by zainteresować szerszą publiczność (jakże ja uwielbiam "Love Is Strong" z krążka "Voodoo Lounge"). Podejrzewam, że próżno będzie szukać nowych utworów Stonesów w radiach prezentujących ogólnie pojętą muzykę popularną. Wątpliwe jest również, że któryś z kawałków stanie się międzynarodowym hitem. Nie oznacza to, że piosenki są złe. Wcale nie. W zasadzie to cieszy mnie, że zespół mając ugruntowaną pozycję, postanowił po prostu zrobić swoje i nie starać się udowadniać nikomu nic na siłę. No bo czy taka nazwa jak The Rolling Stones potrzebuje podbijać Billboard? Dla przypomnienia, zaznaczę również, że na klasykach z przeszłości, takich jak "Let It Bleed" czy "Beggar's Banquet" nie było ani jednego singla, który naprawdę zawojowałby listy przebojów, a przecież były to płyty z topowym, według wielu, materiałem. Słuchając tych szesnastu kompozycji, starałem się wyłowić te najlepsze, jednak okazało się, że jest to bardzo trudne, a może nawet niemożliwe. Materiał jest bardzo równy i z jednej strony można to odbierać jako niekwestionowany plus wydawnictwa, którego słucha się z taką samą przyjemnością od początku do końca. Druga strona medalu to oczywiście niedosyt, że po siedmiu latach czekania nie otrzymujemy, pomijając brak przeboju, żadnej kompozycji która zachwycałaby i z miejsca mogłaby trafić do kanonu muzyki rockowej. Nie ma jednak na co narzekać... no może poza jednym... szkoda, że Pink Floyd nie zagra tej trasy.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Piotr
Nie wiem, co słyszą moi przedmówcy, ale uważam,że płyta jest świetna. Tak na marginesie, jeśli ktoś nie jest fanem jakiejś grupy to żadna płyta nie będzie mu odpowiadać. Płyta w typowym stonesowskim brzmieniu bez zbędnych udziwnień. Kompozycje równie dobre, a może nawet i lepsze niż na ostatniej płycie Bridges.... Nie ma może na tej płycie takich chwytliwych pioseneczek typu Anybody Seen My Baby z ostatniej płyty, ale są za to typowe klasycznie brzmiące: She Saw Me Coming Daw, Rough Justice i wiele innych, które mogłyby być spokojnie nagrane 30 lat temu. Na płycie oczywiście nie mogło zabraknąć ballad równie wysokich lotów. Dwa utwory do pośpiewania dostał Richards, co jest już niemal regułą. Zadziwia mnie niesamowita konsekwencja i wigor tych facetów. Płyta była zapowiadana jako zupełnie nowe brzmienie i dzwięki dla stonesów, ale na szczęście się tak nie stało. Z 16-tu utworów wszystkie są co najmniej dobre. Płyta jest również świetnie nagrana, nawet jak na dzisiejsze standardy. Ogólnie płyta rewelacyjna.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Wiesław Ostasz
Typowa płyta dla Rolling Stonsów, tradycyjny, trochę rozkrzyczany rock. Nigdy nie byłem fanem tej kapeli, jak dla mnie trochę przereklamowanej. Płyta - jak wszystkie inne - nie rzuca na kolana, ale powoli zbliżam się do wieku członków kapeli i choćby dlatego płytę chciałbym mieć. Jest jednak zdecydowanie za droga dla mnie, stąd skoro nie może stać na półce u tych, którzy kochają rock, stanie u tych, których na rock stać.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Paweł
Niestety po kilkukrotnym przesłuchaniu z przykrością stwierdzam, iż to jedna ze słabszych pozycji The Rolling Stones z nagranych "ostatnimi czasy". Steel Wheels, Voodoo Lounge czy Bridges To Babylon zdecydowanie "biją ją na głowę". A Bigger Bang...no, ale jak to mówią You Can't Always Get What You Want...
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji



























