A co tkwi pomiędzy "Face The Music" a "Out Of the Blue"?
(2007-01-18)
Kamil
Lipiński
Więcej o recenzencie
1976 rok "Gdyby miał pan zamiar dołączyć teraz do jakiegoś zepołu, co by to było?"... krótka odpowiedź, bez dłuższego wahania... "elo" - tak oto słynny John Lennon zareagował na napływającą falę sukcesu The Electric Light Orchestra, która przyszła w dużej mierze właśnie dzieki niepowtarzalnej płycie, jaką jest "A New World Record". Bardzo efektowny album, muszę przyznać nie tylko jak na tamte czasy, ale nawet dziś! Robi wrażenie!
"Tightrope" - bardzo interesujący początek albumu, delikatny szum, który nagle przeistacza się w potężne uderzenie w gong, po czym wchodzi ponuro, przygnębiająco, acz potężnie brzmiąca linia pierwszego riffu utworu, który wraca do nas ponownie po koncówce drugiego obejścia "słodkiej strony tej piosenki", która w przeciwieństwie do tego, co wymieniłem wcześniej, jest w dużej mierze prezentacją charakterystycznych dla ELO gitar rytmicznych.
"Telephone Line" - nieco przygnębiajaca, no dobra, nie będę skromny, bardzo przygnębiająca i smutna, acz piękna pod każdym względem piosenka, która zapewne należy do czołowki hitów Elo; jest to według samego Jeffa Lynnego piosenka o osobie dzwoniącej na drugi koniec globu, gdzie wciąż nikt nie odbiera telefonu...i dryń, dryń - oczywiście wielkie nasycenie uczuciem i emocjami, bardzo charakterystyczny utwór dla twórczości zespołu, bardzo ciekawa introdukcja z zastosowaniem dźwięku telefonu.
"Rockaria" - to jest po prostu magia! Połączenie motywów opery i "I Wanna' Show You How To Rock'n'roll" bardzo zabawną, acz specjalnie wyeksponowaną wpadką podczas sesji nagraniowej gościnnie śpiewającej damy "oooppss!", jeden z głośniejszych gitarowych kawałków w karierze Elo, bardzo dynamiczny i bardzo zabawny lirycznie "...and Verdi's always creeping from her room", mocne - "I wonder what was he really doing there?".
"Mission" (A World Record) - bardzo kosmicznie, odległo, galaktycznie brzmiący kawałek o interesujących kontekstach muzycznych. Ogółem bardzo smutny utwór i liryka ma głębszy sens, acz dużo w niej fantazjowania! "...stars above laying icy fingers down on me..." - niezła metafora (...)
Jest rownież kilka razy nieco funky-jazzowo zaskakujących akordów - budzą one jakby z tego smutnego snu samotności w kosmosie i podziwiania z góry Ziemi... )
SO FINE-to jest zapewne najsłodszy utwór z repertuaru. Album po prostu istny raj, piękna muzyka wśród ciepłej, letniej nocy, co wynika z tekstu utworu, musiała uderzyć natchnieniem panu Lynnemu do głowy i dobrze się stało! Już na samym początku, gdy pojawia się to dziwne "ULAULAULLLAULAU..."itd., mamy w dużej mierze zarys muzyczny calej konstrukcji melodycznej utworu. I uwaga jest w nim jedna niespodzianka - w drugiej połowie, gdy nagle nastaje sekunda ciszy i słyszymy, zaczynając stopniowo od bębenków eksperymenty z różnymi instrumentami dosłownie jak na "próbnej sesji nagraniowej". Według mnie trochę osłabia to cały majestat tak wybitnego dzieła sztuki, jakim jest ten cenny dla albumu utwór i także jeden z bardziej znanych hitów, jak to niektórzy Polacy z przyzwyczajenia mówią "Elektryków". Następnie ostrym skrzypciarskim zjazdem w dół przechodzimy do... LIVIN` THING - łatwo wpadająca w ucho melodia - słychać w tym utworze sporo serca i smutku, kolorowanego radością, zawsze odkąd znam ten utwór, ubolewam nad tym i nie mogę zrozumieć, dlaczego musi byc tak krótki! Istnieje wiele interpretacji tego utworu, jedni tworzą jakieś wizje o orgiach seksualnych i tym podobnych sparawach, podczas gdy inni od zawsze zarzucali muzykom jakieś dziwactwa! Według Jeffa Lynnego jest to zwykły utwór o miłości - wierzyć w to czy nie, mnie to pasuje!
ABOVE THE CLOUDS - najkrószy kawałek z całej płyty, niezły prawie jak delikatny wstęp o spokojnej, acz rytmicznej melodii do ostrego DO YA "...do ya want my love,come on now,do ya do ya want my face I need it..." - nagranego sześć lat wczesniej w karierze jeszcze wtedy mniej znanego Lynnego. Jeden z najbardziej rockowych kawałków Elo - bardzo prosty technicznie riff, ale co z tego? Czasami prawdziwe piękno tkwi w nieskomplikowaniu!
Odjazdowy kawałek ostro pobudza do życia, szczególnie gdy słyszymy w jednej z końcowych chwil odgłos lądującego samolotu i po niedlugim czasie bardzo efektowne zakończenie - po prostu potrafi odepchnąć Cię z fotelem prosto w ścianę! Ot, tak po prostu boom!
SHANGRI LA - istna jesień uczuć, bardzo melodyczny utwór wprowadza nas w godne uwagi podsumowanie całej tej, całkowicie sentymentalnej płyty. I jeszcze to monstrualne zakończenie utworu! Jest w nim jakby coś, co jednocześnie usypia i zarazem budzi... budzi i usypia, pozostawiając na zawsze w tym jednym jedynym raju, jakim jest miłośc! Gorąco polecam płytę!
(8 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji