Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: A Thousand Suns
Średnia ocena z 17 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Linkin Park
- Firma fonograficzna:
-
Warner Music Poland
, Wrzesień 2010
- Nr katalogowy:
- 9362496333
- Sprawdź inne tytuły:
-
Linkin Park
Po olbrzymim sukcesie albumu "Minutes To Midnight" Linkin Park wraca do współpracy z producentem Rickiem Rubinem, ale nie powiela sprawdzonej formuły.
Płyta "A Thousand Suns" to śmiały wypad na terytorium elektroniki - wzbogaconej oczywiście partiami gitar, wpływami hiphopowymi i ekspresyjnymi partiami wokalnymi Chestera Benningtona. Tu każdy beat to majstersztyk, każde brzmienie zostało starannie wyselekcjonowane, a każdy refren urzeka melodią. Zwiastunem nowego oblicza grupy jest singel "The Catalyst".
| Posłuchaj utworów: |
| 1. The Requiem |
|
| 2. The Radiance |
|
| 3. Burning In The Skies |
|
| 4. Empty Spaces |
|
| 5. When They Come For Me |
|
| 6. Robot Boy |
|
| 7. Jornada Del Muerto |
|
| 8. Waiting For The End |
|
| 9. Blackout |
|
| 10. Wretches And Kings |
|
| 11. Wisdom, Justice, And Love |
|
| 12. Iridescent |
|
| 13. Fallout |
|
| 14. The Catalyst |
|
| 15. The Messenger |
|
- A Thousand Suns
- Wykonawca:
-
Linkin Park
Surrealizm muzyczny
(2010-10-03)
Mariusz
Haładyj
Więcej o recenzencie
A dla mnie eksperyment udany. Zaskający, ale udany. Ważne jest, by przy kolejnym słuchaniu płyty odkrywać w niej coś nowego. Tu, m.zd., udalo się to, m.in. dzięki niezliczonej liczbie różnorodnych sampli i beatów. Dużo elektroniki, ale zachowana jest energetyczność płyty, z czego LP słynie od lat. Są też elementy liryczne ("Waiting for the end", "The messenger"). Doceniam to, że LP nie poszedł sprawdzoną drogą, ale zaryzykował podejście mniej konwencjonalne. Płyta jest inspirująca i intrygująca. Słuchając jej mam wrażenie, że twórcy tej muzyki i tekstów, to ludzie nietuzinkowi i niejednowymiarowi, mający coś ważnego do powiedzenia nt. dzisiejszego świata.
Jeśli ktoś natomiast woli mniejszą liczbę eksperymentów polecam projekt Chestera Benningtona, wokalisty LP - Dead by sunrise.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Chłopaki dorośli i kombinuję
(2010-10-01)
Mateusz
Tułecki
Więcej o recenzencie
Z pewną niepewnością podszedłem do tego albumu, byłem ciekawy co zaprezentują na długo oczekiwanym albumie, o którym pisano wszędzie, że będzie inny i bardziej elektroniczny. No i jest inny, jest elektroniczny, jest dojrzały i ciekawy. Nie ma na nim banalnych melodii jak na poprzedniku, są emocje, jest zaskoczenie. Chłopaki nie chcą wracać chyba do Meteory, chcą próbować nowych sposobów wyrazu i to im, moim zdaniem, rewelacyjnie wychodzi.
Zatem, jeżeli chcecie tu znaleźć echa dwóch pierwszych albumów Linkin Park, zawiedziecie się. Jeżeli jesteście otwarci na nowe wyzwania, chcecie spróbować czegoś nowego, ta płyta Was pochłonie. Jest świetna, bez dwóch zdań, choć tekstowo nie jest to pierwsza liga, choć tematy ważne.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Muzyczny miszmasz w który warto się wsłuchać
(2010-09-28)
Grzegorz
Majkrzak
Więcej o recenzencie
A THOUSAND SUNS to czwarty pełnowymiarowy studyjny album amerykańskiej supergrupy LINKIN PARK (nie licząc płyt koncertowych, remixowych, odrzutów oraz projektu z JAY-Z). Jest to jednocześnie druga płyta nagrana przez popularnych muzyków we współpracy z legendarnym producentem Rickiem Rubinem. Poprzednia wspólna kolaboracja tego arcypopularnego zespołu z Rubinem zaaowcowała refleksyjnym, bardziej stonowanym niemal pop-rockowym materiałem jakim był krążek MINUTES TO MIDNIGHT. W 2007 roku formacja z Los Angeles zdecydowała się na ostry artystyczny zwrot w swej karierze i z całą stanowczością odrzuciła nu-metalową stylistykę, która u progu nowego MILLENIUM przyniosła im gigantyczną popularność. Z punktu widzenia marketingowego było to posunięcie udane, gdyż formacja LINKIN PARK nadal pozostaje na muzycznym topie wyprzedzając o kilkanaście długości wyblakłe nu-metalowe gwiazdki (Limp Bizkit, Deftones), który dziś egzystują gdzieś na obrzeżach mainstreamu. Album A THOUSAND SUNS to płyta na której muzycy niemal kompletnie odcinają się od swoich metalowych oraz nu-metalowych korzeni i stawiają na eksperymenty z wszelkiego rodzaju elektroniką i hip-hopem. Rezultatem jest nieco udziwniony eksperymentalny materiał, którego (pomimo pewnych zastrzeżeń) słucha się ze sporą dozą przyjemności. Ci, którzy kochają LINKIN PARK z czasów klasycznej HYBRID THEORY czy METEORY praktycznie nie mają tu czego dla siebie szukać. A THOUSAND SUNS to materiał, który od początku do końca jest emanacją muzycznych fascynacji Mike'a Shinody i Josepha Hahna. Mamy tu troszkę szlachetnego producenckiego brudu wymieszanego ze sporym udziałem instrumentów klawiszowych, syntezatora i ledwo słyszalnych gitar. Usłyszymy tu też eksperymentów z nakładaniem na siebie kilku wokali czy też użyciem autotune'a. Na 15 zawartych na albumie tracków jedynie 9 z nich to pełnowymiarowe piosenki. Reszta tu udziwnione, klimatyczne, udekorowane ścianą sampli intra. Mamy tu mocne hip-hopowe uderzenia (WHEN THEY COME FOR ME, WRETCHES AND KINGS), gdzie Mike Shinoda popisuje się swym całkiem niezłym flow. Nie brakuje też nieco bardziej oszlifowanych, niemal alt-popowych kawałków (IRIDESCENT, WAITING FOR THE END, BURNING IN THE SKIES) z obszernymi wokalnym udziałem Chestera Benningtona. Zaskakuje też albumowa, zdecydowanie bardziej surowa wersja hitowego singla THE CATALYST. Niespodzianką jest też refleksyjna i niezwykle chwytliwa ballada THE MESSENGER z udziałem gitary akustycznej. Niewypałem wydaje się utwór BLACKOUT w którym Chester przez 2/3 kawałka wydziera się jak za dawnych dobrych lat, ale jego popisy nijak nie pasują do klimatycznego, delikatnego podkładu. Niektórych słuchaczy razić też mogą miejscami dość banalne teksty niektórych piosenek. A THOUSAND SUNS to absolutny artystyczny zwrot w karierze nu-metalowego giganta, który tym razem rzuca słuchacza w wir czystego muzycznego eksperymentu. Jest to krążek (przede wszystkim) dla ludzi z otwartymi głowami, których muzyczne horyzonty sięgają daleko poza schematy muzyki gitarowej. Albumu tego słucha się z ciekawością, ale próżno szukać tutaj jakiś szczególnie nowatorskich rozwiązań z zakresu hip-hopu czy alternatywnego pop-rocka. MIke Shinoda i jego ekipa nagrali album nieszablonowy, odważny, który przełomem dla muzyki "pop" z pewnością nie jest- ale może stanowić milowy krok na nowej drodze artystycznej tej arcypopularnej grupy.
(3 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(17)