Koszyk pusty

Dostawa za darmo!
Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
A Weekend In The City

A Weekend In The City

Bloc Party  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

nośnik: CD 1 szt.

Produkt niedostępny
do przechowalni

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...

Inni klienci oglądali również...

    Pełny opis produktu: A Weekend In The City

      Średnia ocena z 4 recenzji (Dodaj własną)

    Wykonawca:
    Bloc Party
    Firma fonograficzna:
    V2 , 2007
    Nr katalogowy:
    WEBB120CD-2
    Sprawdź inne tytuły:
    Bloc Party
    Kategorie:
    Rock
    Posłuchaj utworów:
    1. Song For Clay (Disappear Here)
    2. Hunting For Witches
    3. Waiting For The 7:18
    4. The Prayer
    5. Uniform
    6. On
    7. Where Is Home?
    8. Kreuzberg
    9. I Still Remember
    10. Sunday
    11. SRXT

    Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

    A Weekend In The City
    Wykonawca:
    Bloc Party

    Dla mnie jedno z odkryć ostatnich miesięcy (2007-11-28)

    Marcin Janczarski  Więcej o recenzencie

    Do niedawna nazwa ta nie mówiła mi nic, ale na szczęście zostałem "uświadomiony". "A Weekend In The City" ma szansę być jednym z ważniejszych albumów dopiero co rozpoczętego roku. Już sam otwierający utwór "Song For Clay (Disappear Here)" powinien zostać niezłym hiciorem. Mieszanka wybuchowa: panowie wybrali to, co najlepsze w Muse, Placebo oraz TV On The Radio, i przyrządzili własną potrawę, miażdżącą dynamiką i przebojowością. "Hunting For Witches" wpada w ucho przy pierwszym przesłuchaniu, a "Waiting For The 7.18&" przywodzi na myśl Coldplay w nieco ambitniejszym wykonaniu. Dość tradycyjne granie ukraszone jest pewną dawką elektroniki - podobnie jest w "The Prayer". Cechą charakterystyczną (i na ogół trudną do osiągnięcia przez większość zespołów) jest połączenie niesamowitej dawki po prostu "ładnych melodii", które same wpadają do ucha, z niebanalnymi pomysłami oraz bardzo ciekawym głosem wokalisty. Na płycie tej nie ma słabego momentu, a każdy utwór jest swoistą perełką, mogącą uspokoić największego "nerwusa" - album można by sprzedawać w aptekach jako niezbędny dodatek do leków uspokajających. Mają w sobie czasem coś z magii The Smashing Pumpkins w ich szczytowej formie. Ach, gdyby audycje radiowe przepełnione były tego typu piosenkami - rozmarzyłem się, ja - maluczki. Oczarował mnie pewien fakt - mimo że utwory przepełnione są zbliżonym klimatem, w każdym z nich wykorzystano inne pomysły na stworzenie przeboju. Całość jest ułożona w taki sposób, że nie sposób oderwać się od słuchania. "Srxt" jest wspaniałym zakończeniem, usypiającym przez większość czasu, pod koniec wybudzający z transu żywszym gitarowym graniem, aby w ostatnich sekundach przemienić się w niemal katarynkową kołysankę... Zapamiętajcie ten zespół, wkrótce będą wielcy.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Żałuję tylko jednego... (2007-11-02)

    Piotr Zaleski  Więcej o recenzencie

    Nie mam zamiaru rozpisywać się aż tak jak koledzy, którzy wcześniej pisali recenzje. Chciałbym tylko wyrazić swoją opinię o tej płycie. Mianowicie uważam, że Bloc Party to jeden z najlepszych zespołów ostatnich lat. "A Weekend In The City" różni się od "Silent Alarm" pod wieloma względami, ale w niczym mu nie ustępuje. Zaskakuje swoją tajemniczością... Ktoś kiedyś powiedział mi, że najlepiej słucha się tej płyty w przyciemnionym pomieszczeniu, wśród płonących świec. Coś w tym jest... Znajdziemy tu zarówno piękne ballady ("On", "Kreuzberg"), jak i piosenki idealne do tańca ("Haunting for Witches", "The Prayer"). Album zaskakuje różnorodnością, ciekawymi tekstami i interesującą linią melodyczną. Żałuję tylko tego, że panowie z Bloc Party nie zdecydowali się na zamieszczenie na płycie piosenki "England"... Mimo tego gorąco polecam!

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Płyta niewykorzystanych szans (2007-07-26)

    Łukasz Kuśmierz  Więcej o recenzencie

    Nie pamiętam, z którą płytą tak walczyłem, jak z najnowszym krążkiem czwórki z Essex. Pierwsza, druga, trzecia... Straciłem rachubę, ile prób zrozumienia tego albumu. A może raczej zaprzyjaźnienia się z nim, co wcale nie idzie w prostej linii od zrozumienia. Zupełnie jak w świecie liryk Kele Okereke. Kim jest Kele? Wokalistą i autorem tekstów Bloc Party. Kim są Bloc Party? Jedną z najważniejszych grup współczesnego indie. Ktoś ochrzcił ich idolami zagubionej młodzieży. To definicja dla leniwych. To jak nazwanie Pele piłkarzem. Każde dziecko wie, że grał on w futbol, ale przecież nie był tylko piłkarzem. Mylicie się, jeśli zapaliła wam się lampka "kolejna smędząca grupa". Bloc Party nie są tak jednowymiarowi, jak nie jest jednowymiarowy i jednoznaczny świat, o którym śpiewa Kele. Przyznaję, że dawno żadne teksty tak mnie nie przytłoczyły, jak te z "A Weekend In The City". I mam problem. Jako że podejmują one ważkie tematy, ale nie uciekają w banał, nie chowają się za metaforą, wreszcie tak jak napisałem - są złożone jak rzeczywistość, która nas otacza, wypadałoby każdej piosence poświęcić oddzielne miejsce. Wtedy jednak wyszedłby esej o drugiej płycie Brytyjczyków, a nie recenzja. Nie, nie idę na łatwiznę. Nad problemami poruszanymi w tych tekstach można dyskutować długimi godzinami w pubach, a nie zamykać je w kilku tysiącach znaków recenzji. To może chociaż pobieżny szkic wątków, jakie poruszył na tegorocznym albumie Kele? Proszę bardzo: przestępstwa na tle rasistowskim, przypadkowe kontakty seksualne wśród gejów, hedonistyczne weekendy w klubach, poczucie alienacji, narkotyki, terror, miłość. Taka mieszanka wpędza w zakłopotanie, wiem. Dodam jeszcze, że autor tych tekstów, choć ma korzenie nigeryjskie, to wychował się w nieciekawej części Anglii (szczególnie dla czarnoskórego) w ultrakatolickiej rodzinie i jest gejem. Tak gejem. W Polsce to słowo nadal odzywa się hałasem równym upuszczonego na ziemię talerza, rozbijającego się w drobny mak. Na koniec tej części cytat z Okereke: "Nie jesteś ani nienaturalny, ani straszny, ani szalony. Jesteś taką samą częścią tego, co ludzie nazywają naturą, jak każda inna rzecz, tyle że nikt cię jeszcze nie wyjaśnił - twoja nisza jest dopiero w budowie"... Strona muzyczna. Bloc Party zawsze hitowymi piosenkami stało. Przypomnę choćby "Banquet", "Helicopter" czy "She's Hearing Voices" z debiutanckiego LP "Silent Alarm". Dodatkowo ekipa ma prawdziwego asa w rękawie, perkusistę Matta Tonga. Ten facet na perkusji... OK, to make long story short, jak mówią na zepsutym Zachodzie, Matt Tong jest dla mnie najwybitniejszym pałkerem od czasów Reniego z The Stone Roses. A to już przeszło 10 lat odkąd tamten szalał za swoim zestawem perkusyjnym. On jest jak lokomotywa napędzającą całe Bloc Party. To właśnie dzięki niemu tańczycie na parkietach do tych piosenek, bo co trzeba podkreślić (szczególnie dla każdego, kto jeszcze nie słyszał Brytyjczyków), to fakt, że one samoczynnie wprawiają całe ciało w ruch. Poważnie, spróbujcie wysiedzieć przy "Hunting For Witches". Zaczyna się czymś à la hiphopowe skreatche, następnie spada na nas kaskada klawiszy, wchodzi zdecydowana "make-your-legs-dance" perkusja, a na samym końcu przeszywający gitarowy riff. I ten tekst, niczym z centrum dowodzenia w oblężonej twierdzy: "I'm sitting, on the roof of my house/ With a shotgun/ And a six pack of beers/ The news copter says the enemies among us", pojawia się przycinana linia basu... Albo singlowy "The Prayer". Na początku atakują nas szamańskie bębny i śpiewy rodem z jakiejś pogańskiej uroczystości. Wchodzi ze swoim połamanym podziałem Matt Tong, a w refrenie Kele wyśpiewuje hedonistyczny manifest "Tonight make me unstoppable/ And I will charm, I will slice I will dazzle them with my wit". Całość kończy zapętlona kaskada perkusji, która wyciąga siódme poty z wymęczonego już od tańca ciała. Całość zilustrowana jest intrygującym wideoklipem. Chcecie więcej? Otwierający cały album "Song For Clay" - zaczyna się lekko płaczliwym śpiewem Okereke, następnie napędzająca tempo perkusja i zdecydowany riff doprowadzający nas do porządku. Ach, usłyszeć to na żywo... Są i ballady, jak śliczny "Kreuzberg", "SXRT" czy "I Still Remember". Ktoś powiedział Coldplay, inny U2... Czyli co, kandydatka na płytę roku? To jest tak, że moją ocenę lekko wykrzywia znajomość Epki, na którą oprócz singlowego "The Prayer" trafiły 3 piosenki, których zabrakło na "A Weekend In The City". Gdyby pojawiły się one w miejsce słabszego środka płyty, byłaby to naprawdę mocna kandydatura na album roku, już w lutym.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    " I am young and I am lost" (2007-04-28)

    Łukasz Cybula  Więcej o recenzencie

    Otwierasz oczy, jesz, myjesz się, wychodzisz do pracy, szkoły. Wcześniej jednak, jak każdego dnia, świadomie zakładasz maskę obojętności, bojąc się odrzucenia ze strony ślepo podążającego za trendami społeczeństwa. Społeczeństwa, które mimo ogromnego rozwoju cywilizacyjnego, dalej skażone jest homofobią, rasizmem, szowinizmem. Tak wygląda rzeczywistość, gdzie bunt na pokaz stał się modny, a zobojętnienie na problemy społeczne sposobem na życie. I właśnie tę rzeczywistość postanowił przedstawić nam ten młody kwartet z Essex na swym drugim albumie. Albumie, który przez swoją treść staje się swoistym manifestem młodego, zagubionego człowieka, który wyzbywając się swoich ideałów, rozpaczliwie dąży do akceptacji ze strony najbliższego otoczenia. Kompromis, konformizm i konsumpcjonizm to jednak jedynie barwy ochronne wrażliwego narratora tęskniącego za czasami gdzie miłość, współczucie i tolerancja były najważniejszymi wartościami ("I was ordinary man with ordinary desire"). Jednocześnie zabiera on słuchacza w podróż, w poszukiwaniu własnego, prawdziwego "ja". Ja chętnie się wybrałem i polecam to wam. Muzycznie zespół w znacznym stopniu zrezygnował z ciętych riffów i znanej z debiutu punkowej zadziorności na rzecz eksperymentów dźwiękowych, form znanych z twórczości Coldplay i potencjalnej przebojowości. Nie oznacza to jednak że jest gorzej. Przeciwnie, dawno już nie słyszałem tak udanego początku płyty. Pierwsze cztery utwory podlegają kategorii "musisz usłyszeć" dla każdego fana alternatywnego rocka. W warstwie tekstowej, wokalista grupy, Kele Okereke, zastąpił nie do końca czytelne metafory, naszpikowanym emocjami prostym przekazem. Dzięki temu album nabrał charakteru przeciwwagi w stosunku do wszystkich młodych zespołów, które w swych hedonistycznych opowieściach zatraciły to, co istotne. "A weekend in the city" to płyta tych czasów i obok "Neon Bible" Arcade Fire jest, jak na razie, najważniejszym wydarzeniem muzycznym tego roku. Pesymistycznym w swej wymowie, ale jakże prawdziwym.

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Muzyka - Zapowiedzi - zamów już dziś!

    Muzyka - wszystkie zapowiedzi »

    Muzyka - Bestsellery. Bądź na czasie!

    Muzyka - wszystkie bestsellery »

    Muzyka - Nowości - polecamy!

    Muzyka - wszystkie nowości »

    Muzyka - Promocje - kupuj i oszczędzaj!