-
-
-
Osiecka
- Katarzyna Nosowska
-
cena:
17,99
zł
-
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: A Woman A Man Walked By
Średnia ocena z 3 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
John Parish ,
PJ Harvey
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 2009
- Nr katalogowy:
- 2700699
- Sprawdź inne tytuły:
-
John Parish ,
PJ Harvey
Utwór Black Hearted Love to pierwszy singel z najnowszego albumu P.J. Harvey nagranego z Johnem Parishem. "A Woman A Man Walked By" jest ich drugim wspólnym albumem po płycie "Dance Hall At Louse Point" z 1996 roku. Album został wstępnie zarejestrowany w domach Artystów, a później w studio w Bristolu z pomocą 3 innych muzyków.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Black Hearted Love |
|
| 2. Sixteen, Fifteen, Fourteen |
|
| 3. Leaving California |
|
| 4. The Chair |
|
| 5. April |
|
| 6. A Woman A Man Walked By/ The Crow Knows Where All The Little Children Go |
|
| 7. The Soldier |
|
| 8. Pig Will Not |
|
| 9. Passionless, Pointless |
|
| 10. Cracks In The Canvas |
|
- A Woman A Man Walked By
- Wykonawca:
-
John Parish ,
PJ Harvey
Brak mi słów.
(2009-05-08)
nname
Więcej o recenzencie
Na początku był singiel- Black Hearted Love, który, pewnie znowu tylko mnie- rozczarował. Proste brzmienie, zupełnie nie w stylu Polly.
Kiedy nadszedł wyczekiwany dzień premiery płyta szybko wylądowała w odtwarzaczu, i co ?
I takie dziwne uczucie pustki.
Z jednej strony naprawdę ciekawe pomysły (Sixteen, Fifteen, Fourteen, A Woman a Man Walked By, Pig Will Not, April), i zaskakujące słuchacza "zwroty akcji", gdzie w jednej piosence słyszymy jak Polly niemal recytuje kolejne wersy utworu przy nikłym akompaniamencie instrumentów (Leaving California), by zaraz zaatakowała nas istna kakofonia dźwieków (Chair). Z drugiej jednak strony, aż by się chciało chociaż jedną piosenkę, którą dałoby się zanucić. Wiem, że to żaden zarzut, bo nie recenzuję najnowszej płyty Roxette, do tego paradoksalnie brzmiący w zestawieniu ze wspomnianym niedosytem po Black Hearted Love, ale cuż począć, naprawdę brakuje mi w tym dziele melodyjności. Niektóre utwory na płycie brzmią niemal jak b-side'y po White Chalk (April, The Soldiers), pewnie dlatego, że część albumu była nagrywana w prawie identycznym czasie co ostatni solowy album PJ Harvey.
Największą, przynajmniej dla mnie zaletą tej płyty, jest sposób, w jaki Polly wykorzystuje swój głos. To jest bez dwóch zdań kobieta, która jest posiadaczką najbardziej plastycznego głosu, jaki kiedykolwiek słyszałem. Potrafi z nim zrobić absolutnie wszystko: szczekać, śpiewać jak staruszka, drzeć się w niebogłosy, śpiewać altem, sopranem, itd, itd. Za tak pefekcyjne opanowanie swojego głosu, należą jej się niskie pokłony, bo mało kto potrafi tak pięknie zilustrować muzykę głosem.
W tak przedziwny stan mnie ta płyta wprawiła, że nie potrafię sklecić o niej porządnego zdania. Jeśli celem Johna i Polly było wprowadzić słuchacza w stan permamentnego osłupienia, to udało im sie bez dwóch zdań.
Trudno mi jednoznacznie określić, czy dzieło duetu Parish/Harvey pretenduje do miana artystycznej porażki, czy jednej z płyt roku. Może i to, i to?
Cholera, może w grudniu się dowiem.
A macie tę 5 zakały!
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
subtelność i drapieżność w jednym
(2009-04-01)
Agnieszka
Wójcik
Więcej o recenzencie
Ci Państwo współpracują ze sobą od zawsze, choć zazwyczaj Parish jest gdzieś w cieniu jako przyjaciel i mentor. Po pierwszej sygnowanej wspólnie płycie 'Dance Hall at Louse Point' z muzyką Parisha i słowami oraz wokalem PJ, nadeszła druga.
Wiadomo było od początku, że będzie to coś nietuzinkowego, zaskakującego a jednocześnie potwierdzającego wielką klasę obojga. Na tej płycie znajdziemy zarówno utwory subtelne, delikatne i z lekka eteryczne, jak i bardzo drapieżne, głośne, ze zmiennym tempem, pełne krzyków, jęków, stęków i innych zaskakujących wokalnie brzmień.
Każdy jest perełką samą w sobie, ale zdecydowanie należy wspomnieć śpiewany głosem staruszki "April" oraz szalenie eteryczny utwór końcowy "Cracks in the Canvas" oraz szalony utwór tytułowy.
JAK ZAWSZE KLASA!
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Artyści totalni
(2009-03-29)
ejem
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
To już druga oficjalna kolaboracja Polly Jean z jej wieloletnim współpracownikiem, Johnem Parishem – tych dwoje Artystów na tyle silnie połączyła wspólna wrażliwość muzyczna, że tak naprawdę nieprzerwanie współpracują od 1992 roku.
Znając wspólne dokonania Parisha i Harvey, po prostu nie spodziewałam się złej płyty. Ale też nie spodziewałam się aż tak dobrej! Podobnie jak w przypadku „Dance Hall At Louse Point” PJ odpowiada za wokalizę oraz teksty, Parish za to jest kompozytorem i głównym muzykiem. Efekt ponownej współpracy Artystów przerósł moje najśmielsze oczekiwania – nowe kompozycje są naprawdę zaskakujące, nietuzinkowe, niezwykle urokliwe no i oczywiście na swój sposób przepiękne. Ten, kto myślał, że po „White Chalk” PJ Harvey złagodniała już na dobre, ten jest w błędzie bowiem lwia część albumu to drapieżne, mocne numery w których PJ lubię najbardziej – „Black Hearted Love”,”Chair”, „A Woman A Man Walked By” czy rewelacyjna „Pig Will Not” (przywodząca na myśl „Reeling” – jedyna i niepowtarzalna okazja, aby posłuchać szczekającej (!) PJ) tylko potwierdzają, że Polly nie straciła nic ze swojej zadziorności, jaką odznaczała się w początkach swej kariery. Dla kontrastu, na płycie odnaleźć możemy, a jakże, echa „White Chalk” – mam tutaj na myśli przecudne „Leaving California”, „The Soliders” oraz „Passionless, Polintless”. Są również utwory-nokauty, których nie da się opisać gdyż nie pozwala na to ich złożoność oraz ogólny performance – mówię tu o „Sixteen, Fifteen, Fourteen” które śmiało może konkurować w swej „dziwności” z „Taut”, „Cracks In The Canvas” – klimatem przypominająca „Is That All There Is?” no i wreszcie „April” jako numer, który wymyka się wszelkim klasyfikacjom, gdyż jest po prostu unikatowy i wręcz obłędny – gdybym usłyszała go przypadkowo nie znając wykonawcy, za nic na świecie nie uwierzyłabym, że śpiewa go właśnie Polly.
„A Woman A Man Walked By” to przykład płyty, która ukazuje jak przy minimalnych nakładach i środkach (głównie gitara akustyczna, perkusja i syntezator) z muzyki można uczynić prawdziwą sztukę, wstrząsającą dogłębnie słuchaczem. Tej dwójce udało się to po raz kolejny – nie wpasowując się na siłę w najnowsze trendy, robiąc konsekwentnie swoje i trzymając się maksymy, że powtarzalność ich nie interesuje – PJ Harvey i John Parish nagrali jedną z najważniejszych płyt tego roku.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji