Koszyk pusty
- polecamy
-
- The Resistance [CD/DVD]
- cena: 71,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
- Black Holes And Revelations [Jewelcase]
- cena: 34,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
- Absolution Tour
- cena: 60,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Średnia ocena z 16 recenzji (Dodaj własną)
Rabbit Ear Więcej o recenzencie
"Absolution" zaskakuje. Znajdziemy tu klimaty prawdziwie rockowe: The Small Print czy Stockholm Syndrom, to całkowicie ciężkie brzmienia. Natomiast Endlessly to nawet melodyjny kawałek, może nawet do tańca? W każdym razie w klimacie całkiem klubowym. Płytę polecam tym, którzy już mieli kontakt z Muse, ponieważ prezentują tu różnorodne talenty i całe spektrum swoich możliwości. Dla początkujących Muserów lepsze będzie coś bardziej jednolitego, a równie dobrego jak Black Holes and Revelations, czy The Resistance. Piątka za spełnienie oczekiwań: ambitna, ciekawa i świetnie nagrana płyta.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Miłośniczka kina Więcej o recenzencie
Płyta jest po prostu nietuzinkowa! Każda piosenka jest inna, a wszystkie rewelacyjne. Na płycie znajdują się zarówno piosenki wolniejsze, choć ja preferuję te mocne, gdzie mogę posłuchać świetnych, mocnych gitarowych brzmień. Od "Time Is Running Out" poprzez lżejsze "Thoughts Of A Dying Atheist" aż po wolniejsze "Endlessly". Polecam!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Marycha Kania Więcej o recenzencie
Genialna płyta. Teksty wpadają w ucho, a muzyka męczy po nocach. Przez pierwszy miesiąc nudziłam rodzinę puszczając ją po 3 razy dziennie. Muse jest nieśmiertelne.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
01234 Więcej o recenzencie
Album uważam za genialny, ale odczuwam minimalny zgrzyt. Chodzi o utwory: "The Small Print" i "Thoughts of...", które czasem jest mi ciężko odróżnić. Są niezłe, ale słuchając całego albumu brzmią nijako i bezbarwnie. Płyta zawiera przepiękne ballady: "Sing for Absolution", "Falling Away" (trochę zapomniana jak zresztą "Endlessly") i przede wszystkim "Blackout" - utwór, który za każdym razem wywołuje we mnie ogromne emocje. Ponadto wspaniale przemyślany i przerażająco prawdziwy "Ruled by Secrecy..." i już same fenomenalne hity, wywołujące ogromne emocje i napływ energii (zwłaszcza w koncertowym szaleństwie), bez których nie można sobie wyobrazić występu Muse: "Time is Running Out", "Stockholm Syndrome", "Hysteria", "Butterflies & Hurricanes". Płyta fantastyczna, dobrze nagrana i zagrana, słowa jak zawsze piękne i prawdziwe... Pomimo zgrzytu daję 5, ale wszystkim nie polecam, bo Muse nie jest propozycją dla każdego.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Mateusz Pilarczyk Więcej o recenzencie
Absolution to jak na razie mój ulubiony album tego zespołu. Z pozostałych płyt Muse podobają mi się tylko single, tutaj podoba mi się wszystko. Zespół poznałem w 2000 dzięki MTV, która puszczała często genialne "Muscle Museum". Później nie miałem kablówki, więc urwał mi się kontakt z nowościami muzycznymi. W 2004 zobaczyłem w TV klip do "Hysteria", skojarzyłem że to ten sam zespół i zakochałem się na amen. Ta piosenka zabija! Zresztą nie tylko ta, wszystkie są świetne. Uwielbiam spokojne "Sing for Absolution", pogrzebowe jak mówi mój przyjaciel "Blackout", a z mocniejszych kawałków "The Small Print" czy "Stockholm Syndrome". Nawet na B'sidach znalazły się utwory wybitne (genialne "Fury"). Ta płyta idealnie nadaje się na początek przygody z Muse, tak więc jeśli komuś spodobały się piosenki z BHAR to koniecznie musi przesłuchać Absolution. A później dokupić DVD Absolution Tour, bo to jedno z najlepszych DVD muzycznych w historii rocka. Na koniec jeszcze chciałbym nawiązać do "słynnej" recenzji w Teraz Rocku z grudnia 2003 (pełen szacunek dla tego zasłużonego pisma). Ta żałosna recenzja to świetny przykład, że człowiek nie powinien brać się za coś na czym się nie zna. Muse ma swój własny styl, nie kopiuje Radiohead i co najważniejsze, ma stale rosnącą rzeszę fanów.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
wanda zakrzewska Więcej o recenzencie
Nie jest to może najlepsza płyta, ale i tak sprawiła, że miałam ciarki na plecach. Gdy słucham Muse robi mi się cieplutko na serduchu. Jest to jeden z nielicznych zespołów, który łączy tak różne przecież gatunki muzyki, a niepokojący głos wokalisty jest po prostu genialny. Kocham ten zespół.
(4 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
DEAD_STAR
Kiedyś, w niedalekiej przeszłości w łapy wpadła mi ich ''Origin of Symetry''. Płyta, która do dziś jest w moim panteonie objawień pod względem mistrzostwa kompozycji, produkcji, a co najważniejsze jest inna od tego, co się dziś gra [o ile mi wiadomo rifów R.A.T.M nikt nie łączył wcześniej z brawurową grą na pianinie a la Chopin]. Pomyślałem wtedy, że ludzie, którzy tego dokonali, muszą mieć niezłego świra, a co za tym idzie pełno pomysłów. Nic nie zapowiadało tendencji spadkowej. Przyszedł rok 2003 i nowe płyty The Cooper Temple Clause, Blur, Placebo, BRMC, debiut Mars Volty, no i oczywiście ''Absolution'' [z półrocznym opóźnieniem w Polsce]. Ta ostatnia rozreklamowana przebojową i bardzo dobrze znaną Hysterią idealnie nadawała się do konsumpcji, nawet i mnie smakowała, ale do czasu... Nie musiałem bez przerwy słuchać tej płyty, aby po 10 czy 15 razie powiedzieć, że mi się znudziła - mam już dość takiego ''Falling away with You '', ''Blackout'', ''Endesly'' w bardzo nie ich stylu zraziło mnie momentalnie, ''Butterflies & Hurricanes'' z solówą na pianinie też niewiele później sraciło błyskotliwość albo coś, co ją symulowało. Ocena jest taka, na jaką sobie zasłużyli ''2'' za pierwsze 5 kawałków i początek gitar z ''Thoughst of a dying atheist'' Zabrakło szczerości, brudu i inwencji. Jak dla mnie - płyta na siłę, osobisty zawód - produkt dla szukającej ładnie opakowanej próżnośći publiki. Na dniach ukaże się DVD z koncertem z Glastonburry 2004, które już dawno temu widziałem za darmo. Należy sobie zadać teraz pytanie dlaczego? Po co zmieniać coś, co jest dobre, warte rozwinięcia, na beznamiętne czasy Shovbiz piosenek dla przyjemniaczków? Według mnie - dla kasy, jak się jest na fali. Zresztą sami to prędzej czy później zrozumiecie
(2 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Paulina
Ja przygodę z zespołem zaczęłam właśnie od tej płyty. Usłyszałam TIRO i to mnie zahipnotyzowało. Płyta jest świetna, bardzo dobra, zawiera wspaniałe kompozycje (Hysteria itd.), ale czegoś też mi tu zabrakło. Nie od pierwszego przesłuchania. Raczej od przesłuchania poprzednich płyt Muse. Lekkie zbaczanie ze ścieżki, ale i tak uważam Absolution za niezwykły krążek.
(3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Ola Paszkowska
Muse to zbawienie na dzisiejszej scenie rockowej, choć przybywa świetnych, oryginalnych zespołów (Inme, Biffy Clyro, Interpol, Mars Volta, Glassjaw, Head Automatica, Funeral For A Friend). Album poraża szybkimi numerami, ale wolniejsze już mniej ciekawią. Widać, że maczeta w ruchu na tej nowej dróżce w dżungli muzycznej, choć lepiej wycinali np. Megalomanię. Natomiast Matt wspina się wyżej i wyżej ze swoimi strunami. Jeśli ktoś chce zacząć swą przygodę z zespołem, radzę sięgnąć po "Origin...".
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
risingson Więcej o recenzencie
Jestem wielkim zwolennikiem muzyki Muse, gdyż naprawdę dzieła, które oni tworzą (nie słuchajcie bredni o kopiowaniu Jeffa Buckleya i Radiohead) są unikatowe, świetnie zaaranżowane i - uwaga - prawdziwe. Tak, Muse grało szczerze, każda ich nuta była żywcem wyjęta z ich serca (nie wspominając już tutaj bijącym wszystko genialnym wokaliście Matthew Bellamym), jednak... na Absolution czegoś zabrakło. Tej szczerości. Album sprawia niepotrzebne wrażenia zbyt gładko wyprofilowanego. Gdzie te rozwalające uszy basy, świdrujące mózg sprzężenia, gdzie punkowy brud, który był połączony z art-rockowym przepychem? Zrezygnowano z niego? To źle. Bo gdy słyszę po kolei nadmiar "pościelówek" (Sing For Absolution, Falling Away With You, Blackout, Thoughts Of A Dying Atheist, Ruled By Secrecy), zaczyna mnie coś trącać. Irytacja? Nie. Pytanie, czy panowie z Muse chcą z nas robić żarty? Bo nie wierzę, że stracili pomysły na dobre piosenki, gdyż mogę sypać jak z rękawa resztą tracklisty, udowadniając po kolei, że każda z tych piosenek jest wielka (Apocalypse Please, Time Is Running Out, mistrzowska Hysteria, TSP czy nawet ten opluwany Stockholm Syndrome), ale mimo wszystko pozostaje jakiś dziwny smaczek, którego nie mogę zidentyfikować. Bo boję się o przyszłość Muse. Ja tak narzekam i narzekam, a przecież wszyscy wiedzą, że to Muse teraz robi wraz z innymi artystami ich formatu drganie w muzycznym światku, czy zapraszać ich już do panteonu gwiazd, czy jeszcze poczekać. Ja poczekam. Odbieram "Absolution" jako chęć stworzenia czegoś na siłę dorosłego, mimo tego, że oni nie muszą swojej dorosłości w ogóle nikomu udowadniać.
(4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji



























