W drugiej części kultowej Adrenaliny Chev Chelios (Jason Statham) zostaje porwany przez tajemniczego chińskiego mafioso. Kiedy trzy miesiące później budzi się, odkrywa, że jego dotąd niezniszczalne serce zostało zastąpione urządzeniem, które wymaga regularnych doładowań elektrycznych, by nie przestało działać. Chev znowu jest więc w wielkich tarapatach, mając na karku meksykańskiego gangstera El Hurona i chińską mafię, na której czele stoi wiekowy, ale wciąż niebezpieczny Poon Dong (David Carradine). Pełen determinacji Chev usiłuje odzyskać skradzione serce oraz zemścić się na wszystkich, którzy brali udział w jego zamianie. Pościgi, wybuchy i nieprawdopodobnie szybka akcja - czeka Cię podwójna dawka adrenaliny!
Autoparodia, autoironia, postmodernizm wcielony
(2009-12-20)
MarS
Więcej o recenzencie
Po seansie „Adrenaliny” wyniosłem dość ambiwalentne uczucia. Z jednej strony film prezentował się dość kuriozalnie. Wręcz raził takimi epizodami jak scena „otwartego seksu” czy finałowa melodrama. Bohater wykonujący swój ostatni telefon do dziewczyny w czasie zagadkowo długiego lotu na asfalt – nie wierzyłem, że widzę coś tak bezsensownego. Z drugiej strony – adrenalina/akcja/ciosy w twarz trwały bezustannie. Napięcie doskonale podtrzymywały efekty dźwiękowe (choćby w formie „rwącego się”, drażniącego sygnału dzwonka komórki Bohatera) i kolejne „podładowania” naszego nieśmiertelnego wręcz herosa. Po tym, jak Jason Statham błaźnił się kolejnymi rolami w dalszych dokrętkach „Transportera”, „Adrenalina 2” była dla mnie Pewniakiem, i to dość negatywnym. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy druga część, eksploatująca dokładnie ten sam schemat fabularny, nie przyniosła z sobą zauważalnego spadku jakości. Wręcz podgrzała atmosferę, traktując fabułę i bohaterów jako pretekst do zabawy formą, ignorując jakikolwiek realizm. Groteska, wyłażąca przez szwy filmu, zalała mój umysł obrazami umownej przemocy, szczątkowej intrygi, przeestetyzowanych scen pełnych dość zabawnych nawiązań do klasyki kina. Pomijam już, jak „Adrenalina 2” sytuuje się wobec kina akcji. O wiele przyjemniejsze jest odkrycie, że z pozoru błaha opowieść może dać wiele, zaskakująco bogatych wrażeń. Nawet seksizm staje się tu zjawiskiem na tyle przerysowanym, że dość umownym. Sama postać głównego bohatera nie ma żadnych definiowalnych cech charakteru. Aktor wydaje się puszczać oko do widza, bawiąc się konwencjami, dyskredytując głupotę komercji. To wszystko, zebrane razem, może jednak uciekać w starciu z masą „atrakcji”, jakie zagwarantował scenariusz. Na tyle, że byle nastolatek będzie miał przyjemność obcowania z tym polifonicznym obrazem. „Adrenalina 2” to dla mnie największe zaskoczenie roku i najśmieszniejszy film, jaki już dawno widziałem. Widowisko o wiele lepsze od oryginału.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji