PATRONAT MERLINA

Koszyk pusty

Dostawa za darmo!
Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Ameryka na rozdrożu. Demokracja, władza i dziedzictwo neokonserw

Ameryka na rozdrożu. Demokracja, władza i dziedzictwo neokonserwatyzmu

Francis Fukuyama  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

nośnik: druk
liczba stron: 180

Produkt niedostępny
do przechowalni

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

- polecamy

Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...

Inni klienci oglądali również...

    Pełny opis produktu: Ameryka na rozdrożu. Demokracja, władza i dziedzictwo neokonserwatyzmu

      Ocena klientów. Nadesłano 1 recenzję (Dodaj własną)

    Autor:
    Francis Fukuyama
    Wydawnictwo:
    Rebis , Listopad 2006
    ISBN:
    83-7301-927-8
    Liczba stron:
    180
    Tłumaczenie:
    Jan Karłowski
    Sprawdź inne tytuły:
    Francis Fukuyama
    "Demokracji nie da się przynieść na amerykańskich bagnetach, a założenie, że islamiści podbiją Zachód, jest śmieszne".
    z wywiadu Francisa Fukuyamy dla Rzeczpospolitej, 18 sierpnia 2006 r.

    Krytykowanie rządów George'a W. Busha i decyzji o inwazji na Irak nie jest niczym nowym. Jeśli jednak problemy polityki zagranicznej USA analizuje tak wybitny politolog jak Fukuyama, warto się temu przyjrzeć. Tym bardziej gdy krytykuje amerykańskich neokonserwatystów, do których sam był wcześniej zaliczany.
    W Ameryce na rozdrożu Fukuyama przedstawia fascynującą historię różnych nurtów neokonserwatyzmu i jego bogate dziedzictwo. Proponuje nową koncepcję amerykańskiej polityki zagranicznej, łącząc pozytywne aspekty myśli neokonserwatywnej z bardziej realistycznym poglądem na możliwość wykorzystania amerykańskiej potęgi.

    "Przenikliwa, przemyślana, (...) bezkompromisowa i pouczająca książka".
    Michiko Kakutani, "The New York Times"

    Francis Fukuyama - amerykański politolog i filozof, profesor Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa. Napisał kilkanaście książek poświęconych rozwojowi politycznemu i eknomicznemu, m.in. tak znane, jak Koniec historii, Ostatni człowiek, Zaufanie, Wielki wstrząs, Koniec człowieka i Budowanie państwa (REBIS 2005).
    Książka objęta patronatem Merlin.pl

    Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

    Ameryka na rozdrożu. Demokracja, władza i dziedzictwo neokonserwatyzmu
    Autor:
    Francis Fukuyama

    Sowa Minerwy czy Lisek-Chytrusek? F. Fukuyama o tym, jak to "administracja Busha nie przewidziała żywiołowej, negatywnej reakcji globalnej na swoją wprawkę w doktrynie ‘życzliwej hegemonii’". (2007-02-02)

    Waldemar Wolański  Więcej o recenzencie

    Amerykańską sceną włada słoń z osłem, występują na niej "jastrzębie" i "gołębie", a zza sceny suflują niekoniecznie spokrewnieni jajogłowi. Autor książki dystansuje się od starych kolegów i występuje jako nowy-neokonserwatysta. Czyli? Zacytujmy: "U podstaw tej linii powinny spoczywać pewne przesłanki neokonserwatywne: po pierwsze, rząd USA i wspólnota międzynarodowa w większym stopniu powinny się troszczyć o sytuację wewnętrzną innych państw, a nie tylko o ich zewnętrzne poczynania, jakby tego chcieli realiści; po drugie, że siła - w szczególności siła Ameryki - często może okazać się niezbędna do realizacji celów moralnych. Należy też uwzględnić neokonserwatywną zasadę, o której neokonserwatyści najwyraźniej zapomnieli w gorączce przygotowań do wojny w Iraku - mianowicie, że ambitna inżynieria społeczna jest zadaniem nadzwyczaj trudnym, do którego zawsze należy podchodzić z ostrożnością i pokorą. Innymi słowy, potrzebujemy bardziej realistycznej odmiany wilsonizmu, która lepiej zrównoważy cele i środki w kontaktach z innymi społecznościami". A oto lista słów kluczowych: 1. TROSKA– "troszczyć o sytuację wewnętrzną innych państw" - już nie wystarczy, że rządy będą prowadziły odpowiednią (?) politykę zagraniczną, powinny "słuchać się" (kogo?) również u siebie w kraju; 2. SIŁA, ale w kontekście "realizacji celów moralnych" (gdzież te czasy, gdy amerykański prezydent zajmował się bardziej kwestiami oralnymi niż moralnymi? 3. INŻYNIERIA SPOŁECZNA - oczywiście bez powoływania się na Lenina, Stalina i Mao, ale z uwzględnieniem ich nie najlepszych doświadczeń - a więc trzeba to robić, ale "z ostrożnością i pokorą"; 4. WILSONIZM, ale w formie "bardziej realistycznej odmiany" i wreszcie 5. CELE I ŚRODKI - lepiej zrównoważone niż dotychczas, gdy to proporcje pomiędzy kijem a marchewką, okazały się niewłaściwe, a właściwie kij za krótki. Czytajmy to wszystko bardzo uważnie, gdyż może nas dotyczyć bardziej niż nam się wydaje! Po głośnych pozycjach: "Potęga i raj" R. Kagana, "Wybór" Zb. Brzezińskiego, "Imperium strachu" B. Barbera, książka F.F. to kolejna próba "całościowej" koncepcji politycznej dla Ameryki w jednobiegunowym świecie. W tego rodzaju publikacjach należy zwracać uwagę na ujęcie (lub pominięcie) kwestii: czy świat w ogóle potrzebuje "przewodnictwa" i to silnego, a jeśli tak - czy nie mogą tego robić istniejące organizacje międzynarodowe (zwykle, również u F.F., czytamy, że są one zbiurokratyzowane i niereprezentatywne, obciążone partykularyzmem interesów), a może jakieś nowe, bardziej demokratyczne reprezentacje narodów; i wreszcie, co też takiego niebiurokratycznego, reprezentatywnego i bezinteresownego jest w genach amerykańskich kongresmanów i prezydentów, że wydają się (dla wielu autorów i czytelników) przeznaczeni do przewodzenia światu. Wiemy, że wybory 2006 r. potrząsnęły sceną polityczną USA, a co wiemy np. o ich reprezentatywności? Frekwencja zarejestrowanych wyborców jest bardzo wysoka. A jaki procent mieszkańców danego stanu wybrał np. gubernatora? Od 19 - Arizona do 43 - Dakota, średnio 26,5 %. (A. Schwarzenegera wybrało 3,8 na 7 mln głosujących z 36 mln Kalifornijczyków). Demografia i ordynacja nie zmienia faktu, że niewielu obywateli wybiera ludzi, którzy następnie czują się uprawnieni do "przewodzenia" także obywatelom reszty państw świata. Pomijając niebłahą kwestię, że obywatele UE nie wybierają władz USA, które następnie "troszczą się" o nich, jest jeszcze kwestia "smaku". Kiedyś demokratycznie wybrany (DW) prezydent Krakowa prof. J. Majchrowski wypowiedział w sprawie inwazji na Irak pogląd, który podziela dzisiaj większość "społeczności międzynarodowej", a może i USA. Gdy DW prezydent Bush odwiedził Kraków, "nie życzył sobie", by witał go DW prezydent Krakowa, a DW władze RP zastosowały się do tego "nieżyczenia". Kto dzisiaj, zwłaszcza po jesiennych wyborach w USA i Krakowie wygląda lepiej, mądrzej i bardziej reprezentatywnie? Odpowiedzi na to i inne pytania można szukać w książce Fukuyamy. (Dedykuję pani Karolinie W.)

    (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Książki - Zapowiedzi - zamów już dziś!

    Książki - wszystkie zapowiedzi »

    Książki - Nowości - polecamy!

    Książki - wszystkie nowości »

    Książki - Promocje - kupuj i oszczędzaj!