Koszyk pusty
- polecamy
-
- Koniec historii okładka miękka
- cena: 32,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
- Koniec człowieka okładka twarda
- cena: 36,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Ocena klientów. Nadesłano 1 recenzję (Dodaj własną)
Waldemar Wolański Więcej o recenzencie
Amerykańską sceną włada słoń z osłem, występują na niej "jastrzębie" i "gołębie", a zza sceny suflują niekoniecznie spokrewnieni jajogłowi. Autor książki dystansuje się od starych kolegów i występuje jako nowy-neokonserwatysta. Czyli? Zacytujmy: "U podstaw tej linii powinny spoczywać pewne przesłanki neokonserwatywne: po pierwsze, rząd USA i wspólnota międzynarodowa w większym stopniu powinny się troszczyć o sytuację wewnętrzną innych państw, a nie tylko o ich zewnętrzne poczynania, jakby tego chcieli realiści; po drugie, że siła - w szczególności siła Ameryki - często może okazać się niezbędna do realizacji celów moralnych. Należy też uwzględnić neokonserwatywną zasadę, o której neokonserwatyści najwyraźniej zapomnieli w gorączce przygotowań do wojny w Iraku - mianowicie, że ambitna inżynieria społeczna jest zadaniem nadzwyczaj trudnym, do którego zawsze należy podchodzić z ostrożnością i pokorą. Innymi słowy, potrzebujemy bardziej realistycznej odmiany wilsonizmu, która lepiej zrównoważy cele i środki w kontaktach z innymi społecznościami". A oto lista słów kluczowych: 1. TROSKA– "troszczyć o sytuację wewnętrzną innych państw" - już nie wystarczy, że rządy będą prowadziły odpowiednią (?) politykę zagraniczną, powinny "słuchać się" (kogo?) również u siebie w kraju; 2. SIŁA, ale w kontekście "realizacji celów moralnych" (gdzież te czasy, gdy amerykański prezydent zajmował się bardziej kwestiami oralnymi niż moralnymi? 3. INŻYNIERIA SPOŁECZNA - oczywiście bez powoływania się na Lenina, Stalina i Mao, ale z uwzględnieniem ich nie najlepszych doświadczeń - a więc trzeba to robić, ale "z ostrożnością i pokorą"; 4. WILSONIZM, ale w formie "bardziej realistycznej odmiany" i wreszcie 5. CELE I ŚRODKI - lepiej zrównoważone niż dotychczas, gdy to proporcje pomiędzy kijem a marchewką, okazały się niewłaściwe, a właściwie kij za krótki. Czytajmy to wszystko bardzo uważnie, gdyż może nas dotyczyć bardziej niż nam się wydaje! Po głośnych pozycjach: "Potęga i raj" R. Kagana, "Wybór" Zb. Brzezińskiego, "Imperium strachu" B. Barbera, książka F.F. to kolejna próba "całościowej" koncepcji politycznej dla Ameryki w jednobiegunowym świecie. W tego rodzaju publikacjach należy zwracać uwagę na ujęcie (lub pominięcie) kwestii: czy świat w ogóle potrzebuje "przewodnictwa" i to silnego, a jeśli tak - czy nie mogą tego robić istniejące organizacje międzynarodowe (zwykle, również u F.F., czytamy, że są one zbiurokratyzowane i niereprezentatywne, obciążone partykularyzmem interesów), a może jakieś nowe, bardziej demokratyczne reprezentacje narodów; i wreszcie, co też takiego niebiurokratycznego, reprezentatywnego i bezinteresownego jest w genach amerykańskich kongresmanów i prezydentów, że wydają się (dla wielu autorów i czytelników) przeznaczeni do przewodzenia światu. Wiemy, że wybory 2006 r. potrząsnęły sceną polityczną USA, a co wiemy np. o ich reprezentatywności? Frekwencja zarejestrowanych wyborców jest bardzo wysoka. A jaki procent mieszkańców danego stanu wybrał np. gubernatora? Od 19 - Arizona do 43 - Dakota, średnio 26,5 %. (A. Schwarzenegera wybrało 3,8 na 7 mln głosujących z 36 mln Kalifornijczyków). Demografia i ordynacja nie zmienia faktu, że niewielu obywateli wybiera ludzi, którzy następnie czują się uprawnieni do "przewodzenia" także obywatelom reszty państw świata. Pomijając niebłahą kwestię, że obywatele UE nie wybierają władz USA, które następnie "troszczą się" o nich, jest jeszcze kwestia "smaku". Kiedyś demokratycznie wybrany (DW) prezydent Krakowa prof. J. Majchrowski wypowiedział w sprawie inwazji na Irak pogląd, który podziela dzisiaj większość "społeczności międzynarodowej", a może i USA. Gdy DW prezydent Bush odwiedził Kraków, "nie życzył sobie", by witał go DW prezydent Krakowa, a DW władze RP zastosowały się do tego "nieżyczenia". Kto dzisiaj, zwłaszcza po jesiennych wyborach w USA i Krakowie wygląda lepiej, mądrzej i bardziej reprezentatywnie? Odpowiedzi na to i inne pytania można szukać w książce Fukuyamy. (Dedykuję pani Karolinie W.)
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

























