Brutalne morderstwa paraliżują społeczeństwo. Napastnicy, okrzyknięci przez media Wściekłymi,
uderzają bez ostrzeżenia. Zabijają każdego,
kto stanie im na drodze. Ilość przypadkowych
napaści przechodzi z setek w tysiące,
a potem w setki tysięcy. Każdy, niezależnie
od płci, wieku czy rasy, jest albo ofiarą - albo
Wściekłym.
W ludziach narasta
lęk, że w każdej chwili
przyjaciele lub najbliżsi
zwrócą się przeciwko nim
ze zbrodniczym zamiarem.
Wszyscy muszą
liczyć się z ryzykiem,
że zostaną zamordowani.
Albo że sami
zaczną mordować...
Bo Wszystkich Ogarnia
Amok Nienawiści.
Dzień po dniu zanurzając się w strachu.
(2009-11-17)
Błażej
Bierczyński
Więcej o recenzencie
W filmie „28 Days Later” ludzkość staje na krawędzi istnienia, gdy wirus „furii” wydostaje się z tajnych laboratoriów, zamieniając każdego zainfekowanego we żadną krwi, wściekłą bestię. W powieści „Komórka” Stephena Kinga mamy do czynienia z podobną zagładą, gdy tajemniczy impuls dostaje się przez telefony komórkowe do mózgów milinów osób, czyniąc z nich równie krwiożercze istoty, coś na kształt zombie, ale bez umierania i reanimacji. Okładka książki „Amok” Davida Moody mogłaby sugerować podobną fabułę – tytuł napisany upaćkanym krwią palcem, a wszędzie dookoła rozbryzgana jucha. Jest jednak pewna różnica. O ile w filmie Danny’ego Boyle’a ludzie zarażani byli wspomnianym wirusem furii (co wyjaśnia scena w laboratorium na początku filmu), a w książce Kinga winny był impuls „przestawiający klepki”, tutaj nie dowiadujemy się lub nie jesteśmy na sto procent pewni, z czym mamy do czynienia. Żeby było ciekawiej, David Moody pozwolił nam jednak wejść w umysły „wybrańców losu” znajdujących się w tytułowym amoku. Są to przypadkowe osoby, których zarówno racjonalne myślenie, jak i uczucia zostały zastąpione strachem. To strach popycha je do brutalnych aktów samoobrony, kiedy – jak w szale, rzucają się na obiekty zagrożenia – przechodniów, przyjaciół, członków rodziny, w jednym celu – by zabić! Przy czym nadal są normalnie funkcjonującymi ludźmi – nie zamieniają się w zombie-podobne monstra. Podstawę narracji stanowi jednakże nie punkt widzenia „Wściekłych” (jak zostali oni nazwani w mediach), a literackiego everyman’a – Daniela McCoyne’a. Czytelnik już po kilku paragrafach nawiązuje z nim więź, do pewnego stopnia może się z nim utożsamiać i tym łatwiej jest mu znaleźć się w centrum opisywanych wydarzeń. Daniel to życiowy szarak, żaden superbohater, po prostu mąż i ojciec, który momentami ma naprawdę dosyć egzystencji z dnia na dzień i totalnie niesatysfakcjonującej pracy – jak wielu z nas. Tu właśnie tkwi jeden z kluczy sukcesu „Amoku” – perspektywa jednej, konkretnej i bliskiej nam w jakimś stopniu osoby. Drugi to wspomniane fragmenty na chwilę wpuszczające nas w umysły „Wściekłych”. Dzięki nim sprawcy brutalnych morderstw nie są jedynie elementami tła czy pretekstem do ciągnięcia dalej fabuły. Trzeci element to wyraźne rozłożenie wydarzeń w czasie, z podzieleniem akcji na 11 dni, co pomaga umieścić rozwój wydarzeń na osi i stworzyć coś w rodzaju dziennika, a to jeszcze bardziej zbliża czytelnika do głównego bohatera, porządkuje fabułę i stwarza większe napięcie poprzez wrażenie odliczania jak w bombie zegarowej. Kolejna zaleta to płynność narracji jako takiej, bez zbędnego filozofowania, naukowych gadek. W końcu, czy przeciętny zjadacz chleba, po całym dniu pracy, że o uciekaniu przed „wściekłymi” nie wspomnę, miałby głowę do takich rozmyślań? Wątpię. Nie wątpię jednak, że „Amok” to dobra książka – zanurzając się w jej lekturze można nawet momentami wpaść w „amok czytania”.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji