-
-
-
-
-
-
Above
- Mad Season
-
cena:
24,99
zł
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Amputechture
Średnia ocena z 8 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
The Mars Volta
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 2006
- Nr katalogowy:
- 1702802
- Sprawdź inne tytuły:
-
The Mars Volta
Amputechture to nowy album zespołu Mars Volta, czyli formacji założonej przez byłych członków emo-metalowego At The Drive-In. Ponownie jest to płyta koncepcyjna, silnie nawiązująca do etosu rocka progresywnego, pełna szaleństwa, improwizacji i psychodelicznych dźwięków. Znajdziemy tutaj osiem rozbudowanych utworów, a wśród nich między innymi kompozycje Viscera Eyes. Całość wyprodukował Omar Rodriguez-Lopez, zaś zmiksował Rich Costey, dodatkowo gościnnie na płycie pojawił się John Frusciante z Red Hot Chili Peppers. Okładkę tego nowego wydawnictwa zaprojektował Jeff Jordan, wykorzystując w swojej pracy obraz Andrew Wyetha Big Mutant. Amputechture to płyta, która żongluje konwencją hard-rockowego grania, zdecydowanie bliższa muzycznej awangardzie i nadal pełna etosu rocka progresywnego. Koniecznie!
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Vicarious Atonement |
|
| 2. Tetragrammation |
|
| 3. Vermicide |
|
| 4. Meccamputechture |
|
| 5. Asilos Magdalena |
|
| 6. Viscera Eyes |
|
| 7. Day Of The Baphomets |
|
| 8. El Ciervo Vulnerado |
|
- Amputechture
- Wykonawca:
-
The Mars Volta
Niesamowita, najlepsza w dorobku
(2007-11-29)
Arkadiusz
Kaminski
Więcej o recenzencie
Niedawno światło dzienne ujrzało najnowsze wydawnictwo osławionej już kapeli The Mars Volta "Amputechture". To już trzecia w ciągu czterech lat studyjna płyta, więc jak widać muzycy nie próżnują i chyba na serio potraktowali formułę "rock is dead", i wzięli się za ratowanie gatunku, a co słychać na płycie - wychodzi im coraz lepiej. Najprościej muzykę kapeli zaszufladkować jako rock progresywny, ale cóż to w ogóle znaczy? Czy termin ten przybliża komuś to, co usłyszy, gdy dźwięki "Amputechture" dotrą do jego (jej) uszu? Może tylko trochę. Tak naprawdę The Mars Volta wymyka się wszelkim klasyfikacjom, to muzyka nastawiona na ekspresję, łamanie kanonów i schematów, które, co ciekawe, wciąż jeszcze dają się łamać. Muzycy udowadniają, że rock ze wszystkimi swoimi odmianami to niewyjałowiona pustynia, na której wszelkie życie oddało już ostatnie tchnienie, ale przestrzeń, zdająca się posiadać niewyczerpany potencjał, który trzeba odkrywać za każdym razem na nowo. Na płycie słychać inspirację muzyką z lat 70-ych, ale również free jazzem, obecna jest także elektronika, funk, punkrock, emocore, a nawet amerykański folk, jednym słowem "long play" to wybuchowa mieszanka gatunków i stylów. Tutaj obok akustycznej ballady możemy usłyszeć mocne riffy i nieskończoną ilość gitarowych motywów, solówek i kompozycji. Momentami wydaję się, że muzycy improwizują, ale to tylko złudzenie, bo płyta jest bardzo dopracowana. Z trudem przychodzi przewidzieć każdy kolejny dźwięk. Marsjanie starają się udowodnić, że muzyka nie ma żadnych ograniczeń, że jest niewyczerpanym źródłem pomysłów, inspiracji i wpływów, z których można czerpać pełnymi garściami. Tutaj coś takiego jak gatunek nie istnieje, nie ma barier i ścian, nie ma ograniczeń. Pojedynczy dźwięk ma ogromne znaczenie, choć czasem może się wydawać, że na płycie pojawia się ich momentami tyle, że tworzy się nieuporządkowany chaos, nic bardziej mylnego, to tylko kolejny, przemyślany i zaskakujący środek ekspresji. Warto wspomnieć, że na płycie gościnnie wystąpił John Frusciante (Red Hot Chilli Peppers) w niesamowitym i energetyzującym utworze "Viscera Eyes", który, swoją drogą, został przeznaczony na pierwszy singiel. Tak więc gorąco polecam, choćby ze względu na ten numer, choć to tylko skromny wstęp do całej płyty.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Ewokacja stylu i przekraczanie gatunkowych granic
(2006-11-23)
Browne
Więcej o recenzencie
Po kilkunastu miesiącach od "Frances The Mute" otrzymujemy nowy, pełnowymiarowy (żeby nie powiedzieć bardzo długi) album The Mars Volta. To blisko osiemdziesięciominutowa, ogromna dawka muzyki, pełna zawirowań, kontrastów, zmiennego tempa, obfitująca w różnorodne rozwiązania aranżacyjne i produkcyjne. Bardziej od poprzedniczki przypomina wybitny debiut grupy "De-Loused In The Comatorium". "Amputechture" jest również trudny do sklasyfikowania, a muzyka na nim nagrana jest i pełna furii i łagodności jednocześnie. Są połamane rytmy, czasem pozorny muzyczny bałagan, a za chwilę zaskakują nas poukładane i czytelne fragmenty akustyczne. Dzieje się tutaj naprawdę wszystko, co sprawia, że niełatwa to propozycja, szczególnie dla niewprowadzonego słuchacza. To wielobarwna, muzyczna podróż przez odmęty szaleństwa, tym razem jednak mniej klarowna w warstwie tekstowej. Twórcy odeszli od pomysłu koncept albumu. Pięknie wprowadza w całość już prolog "Vicarious Atonement", wytwarzający ulotny klimat, cechujący choćby klasyczne dokonania Pink Floyd, ale kiedy słuchamy całego albumu pojawiają się skojarzenia przede wszystkim z Rush, Santaną, Placebo i Led Zeppelin, chociaż nie wprost. Teraz zespół wykazuje się już własną inwencją. Przy wykorzystaniu w bardzo umiejętny sposób klasyki, idealnie, jak na debiucie, buduje swoje długie, pełne improwizacji kompozycje. Ponad szesnastominutowy "Tetragrammaton" ma powtarzający się śpiewny motyw, lecz pełen jest dysonansów, porywów rodem z płyt King Crimson, bardzo nieprzewidywalny, a z drugiej strony ułożony według najlepszej receptury rocka progresywnego. Jest wprost genialnie w przebojowych "Viscera Eyes" i "Vermicide", porażających oryginalną melodyką, łamańcami rytmicznymi, odjechanymi solówkami Omara Rodrigueza Lopeza, a ponad wszystko pełnym histerii, bólu i emocji głosem Cedrica Bixlera Zavali. To wszystko, co dzieje się w tle całego albumu, w dodatkowych partiach saksofonu, klawiszy, efektów dźwiękowych, wystarczyłoby na odrębną płytę. Fani rozbudowanych, nieoczywistych kompozycji, pełnych niespodzianek docenią też "Meccamputechture". Oprócz ogromnej intensywności tej muzyki, zapada w pamięć jej melodyka, czasem po prostu bardzo urokliwa, jak w hiszpańskojęzycznym "Asilos Magdalena". The Mars Volta przy okazji promocji albumu zdradzili tylko kilka niespodzianek i niejasności dotyczących dzieła, ale wiele narzucających się pytań pozostawiają bez odpowiedzi. To obcowanie z muzyką i jednocześnie z tajemnicą ma dawać ekstatyczne uczucie obcowania z czymś artystycznie wyjątkowym. Mam nadzieję, że dla wielu odbiorców tak będzie. Liczy się też absolutnie niekomercyjna otoczka wydawnictw duetu, niemal namacalna chemia działająca między muzykami i bezkompromisowość. Jeśli nadal będą tworzyć rzeczy na poziomie, jaki wyznacza "Amputechture" konkurencja jeszcze długo ich nie dogoni. Słowem jedna z najlepszych i najważniejszych płyt tego roku.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Album roku 2006
(2006-09-18)
AGATA
KRYSIAK
Więcej o recenzencie
Nareszcie jest, najbardziej oczekiwany przeze mnie album.
Muzyka The Mars Volta jest jak statek kosmiczny, wystarczy zamknąć oczy i dać się ponieść w inny wymiar, ten najpiękniejszy. To, co wcześniej pojawiło się na "De Lused-In The Comatorium" i "Frances The Mute" na trzeciej płycie zespołu wybuchło ze zwielokrotnioną siłą - ogrom emocji, każdy utwór to samo w sobie dzieło skończone genialne, chociaż wszystkie kompozycje, jako album koncepcyjny, stanowią nierozerwalną całość. Są tutaj wielokrotne zmiany tempa i klimatu i nagłe powroty do motywu, od którego utwór się rozpoczynał. Podobnie jest z całym albumem, zamyka go kompozycja nie mająca zakończenia, jakby urwana gwałtownie, co niemal zmusza do wciśnięcia repeat i słuchania całości od początku {i w tym momencie robi się już niebezpiecznie, bo nie wiadomo, kiedy przestać}. Panowie Omar A. Rodriguez-Lopez i Cedric Blixer Zavala jak zwykle łamią wszelkie konwencje i stosują własne zasady, może się to podobać albo wręcz przeciwnie, ale na pewno nie można słuchać tej muzyki z obojętnością. Tutaj jest wszystko: rock progresywny, psychodelia, elementy bluesa, free jazzowe improwizacje, a także cudowna gitarowa ballada śpiewana po hiszpańsku.
I nie ma znaczenia, że dopiero jest połowa września, ja już mam pewność: "Amputechture" to mój album roku 2006.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji