Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Anioły w Ameryce
Średnia ocena z 4 recenzji
(Dodaj własną)
- Reżyseria:
-
Mike Nichols
- Tytuł oryginału:
- Angels in America
- Produkcja:
-
USA
, 2003
HBO
- Czas trwania:
- 05:37:00
- Dźwięk:
- DD 5.1 angielski
- Format:
- 16:9
- Muzyka:
-
Thomas Newman
- Występują:
-
Justin Kirk
,
Al Pacino
,
Meryl Streep
,
Emma Thompson
- Sprawdź inne tytuły:
-
Mike Nichols
- Dystrybucja:
-
Galapagos
- Napisy:
- angielskie, holenderskie, duńskie, fińskie, norweskie, polskie, islandzkie, greckie
"Anioły w Ameryce" to ekranizacja wyróżnionej Nagrodą Pulitzera sztuki o ofiarach śmiertelnej choroby - AIDS.
Dwaj główni bohaterowie są chorzy na AIDS. Jeden z nich, Prior, zastanawia się, czy zwariował, ponieważ widzi duchy i anioły. Drugi - Roy Cohn - to postać, która została stworzona przez autora na podstawie prawdziwej figury ze świata polityki, nie może uwierzyć w diagnozę, że ma AIDS, ponieważ uważa, że tylko "szarzy ludzie" mogą zachorować na tę chorobę.
Laureat 5 Złotych Globów.
- Anioły w Ameryce
- Reżyseria:
-
Mike Nichols
Wszyscy jesteśmy aniołami
(2010-03-17)
Kinga
Karbowniczek
Więcej o recenzencie
„Anioły w Ameryce” Mike’a Nicholsa to złożony z dwóch części sześcioodcinkowy miniserial produkcji HBO. Jest to zarazem adaptacja nagrodzonej Pulitzerem sztuki Tony’ego Kushnera pod tym samym tytułem. Obsypany nagrodami w najważniejszych kategoriach (5 Złotych Globów, 11 statuetek Emmy), serial Nicholsa opowiada historie ludzi wywodzących się z różnych środowisk, kręgów kulturowych, o różnym statusie społecznym. Łączy ich dojrzewanie, dochodzenie do „prawdy” obarczonej pozorami, układami, umownością i zgodą na nie (świadomą lub nieświadomą). Jest 1985 rok, Nowy Jork, w Białym Domu urzęduje Reagan, AIDS wyłamuje się z obyczajowego tabu, staje się problemem społecznym.
Fabuła obrazu jest trudna do streszczenia, gdyż głównie realizuje się w dialogach, monologach. Życie bohaterów to strumień niewyczerpanych rozważań egzystencjalnych, eschatologicznych, a także krytycznych komentarzy na temat sytuacji politycznej i społecznej kraju. W całej historii wyraźnie dominuje problem homoseksualizmu, to po trosze opis świata z punktu widzenia przedstawicieli tej orientacji. Podtytuł sztuki Kushnera brzmi przecież: „Gejowska fantazja na narodowe tematy”.
Od początku autorzy obrazu dbają o szczegółową charakterystykę bohaterów, o wyraźne nakreślenie relacji między nimi, szczególnych powiązań, które sugerują jakąś spójność, podobieństwo, pokrewieństwo duchowe. Wydarzenia rozgrywają się na poziomie rzeczywistym i umownym, a nawet metaforycznym. Sceny z realnego życia przeplatają się z fikcyjnymi wizjami. Efektowne i starannie zaprojektowane kadry, często podkreślają teatralność dzieła.
Każdy z sześciu odcinków „Aniołów w Ameryce” pochłania uwagę, bardzo łatwo wyzwala w nas uległość wobec prezentowanej przestrzeni, umiejętnie rozbudza ciekawość kolejnych części. W obrazie zostało poruszonych wiele kwestii społecznych, politycznych, kulturowych, ogólnoludzkich. Dialogi kipią od nawiązań intertekstualnych (w szczególności do Biblii, mitologii, filozofii), ironicznych, cynicznych komentarzy, a także czarnego humoru. Na pewno wyłania się przekaz o względności, niejednoznaczności, nieprzewidywalności ludzkiego bytu, jakaś uniwersalna prawda o egzystencji - odwieczny temat, przynależny każdej dziedzinie sztuki.
W mojej opinii serial Nicholsa jest próbą oddania atmosfery autentycznych wydarzeń pewnej epoki, ukazanych w niezwykły i zaskakujący sposób. W dużym stopniu to też autokrytyka, autoironia, demaskacja mitu Ameryki jako stabilnego, praworządnego, uporządkowanego kraju. Przemieszanie patosu i ironii najdosadniej wybrzmiewa w dialogach między bohaterami, np.: „Bóg nie wraca. A nawet gdyby wrócił (…) po całej tej destrukcji, po strasznych wydarzeniach tego strasznego stulecia, by zobaczyć ile cierpienia sprawiła jego nieobecność (…) powinno się zaskarżyć drania”, lub: „Nienawidzę Ameryki. Nic tylko wielkie idee i legendy (…) w hymnie narodowym, który napisał jakiś białas słowo „wolny” jest na nucie, której nie da się zaśpiewać. To celowe”.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Fenomenalny serial
(2008-09-21)
Paweł
Głód
Więcej o recenzencie
Krótko mówiąc, jest to film o relacjach międzyludzkich w obliczu dość kryzysowych sytuacji. To próba zaobserwowania ludzi wobec pogodzenia się lub nie, ze swoim losem. Opowiada on o nowojorskim środowisku homoseksualnym połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. To czas, w którym rozpędu nabierała pandemia AIDS. Pierwotnie miała być to opowieść o ostatnich dniach życia Roya Cohna (postać wzorowana na prawdziwej osobie) - prawnika, krypto geja, który zaraził się HIV. W końcu jednak sztuka przerodziła się w coś szerszego i w konsekwencji opowiada ona historię różnych osób zmagających się nie tylko z chorobą, ale również z akceptacją drugiego człowieka - nie tylko jako homoseksualisty, ale jako człowieka ogólnie. Bo tu tak naprawdę nie ma osoby idealnej, która nie miałaby problemów z przyjęciem drugiej osoby jako daru. Z akceptacją ma problemy Belize (pielęgniarz gej) wobec Cohna, Prior (kolejny główny bohater sztuki) wobec Hannah (matka Josepha, gorliwa mormonka) i vice versa. Tego typu relacji jest więcej. Nie chcę tu wyliczać. Najciekawszym jednak problemem w kwestii akceptacji mają tytułowi aniołowie wobec ludzi. Są oni zazdrośni o to, że Bóg bardziej zafascynował się ludźmi niż nimi, a przez to opuścił On Niebo. Nie będę tutaj rozwlekał się na temat poprawności teologicznej tego typu podejścia, ponieważ nie czas i miejsce na to.
Sztuka Kushnera jest zaangażowana politycznie, co w serialu powoduje niemały zgrzyt. Została ona napisana w latach 80-tych i dzisiaj pewne teksty o politycznym nacechowaniu powodują lekki zgrzyt, trącą myszką i są niemiłosiernie nadmuchane. I osobiście mnie to drażniło.
Sam serial mimo tego jest w moim odczuciu majstersztykiem, który jest zasługą ekipy. I tak, brawa należą się Mike'owi Nicholsowi - za ciekawy klimat filmu. Co mnie zauroczyło, to niewątpliwie muzyka Thomasa Newmana, szczególnie motyw przewodni. Kolejny techniczny plus to znakomite zdjęcia Stephena Goldblatta (szczególnie ciekawa wizja Nieba) oraz efekty specjalne.
Co do ról aktorskich, to według mnie najlepiej wypadł Jeffrey Wright, który zagrał Pana Ściemniacza oraz Belize i jednego z Aniołów. Wright to aktor niestety niedoceniany. W "Aniołach..." zagrał wybitnie, wcielając się w dwie diametralnie różne postaci. Takie samo mistrzostwo jest udziałem niezastąpionej Meryl Streep, wcielającej się w postać rabina, Ethel Rosenberg oraz Hannah. No i nie miał racji Truman Capote mówiąc, że Streep nie ma za grosz talentu. Ciekawą rolę miał do zagrania Justin Kirk, który wcielił się w Priora - człowieka chorego na AIDS, którego opuszcza partner i równocześnie człowieka, któremu objawia się Anioł. Patrick Wilson też miał do zagrania dość skomplikowaną postać. Grał on bowiem konserwatywnego prawnika, mormona, geja, który nie potrafi siebie zaakceptować i który równocześnie zmaga się ze swoją żoną, a żona z nim.
Ogólnie rzecz ujmując - projekcja "Aniołów w Ameryce" była dla mnie dość ciekawym doświadczeniem.
(7 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Anioły są wśród nas - gdzieś jednak pogubiły drogę...
(2007-12-09)
anna28
Więcej o recenzencie
"Anioły w Ameryce" (w oryginalnym podtytule: "gejowska fantazja na motywach narodowych"), to sztuka teatralna Tony'ego Kushera, która wystawiana była na scenach wielu teatrów i wciąż cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Nie udało mi się zobaczyć przedstawienia w wersji choćby Krzysztofa Warlikowskiego, sięgnęłam jednak po serial telewizyjny. Już sama obsada aktorska zaskakuje: Maryl Streep, Emmy Thompson czy Al Pacino tworzą kreacje, których się nie zapomina (tym bardziej, że zgodnie z koncepcją teatralną część aktorów pojawia się w różnych rolach!). Jako, że nad całością pieczę objął znany z filmy "Bliżej" ("Closer") czy "Pocztówki znad krawędzi" Mike Nichols, ten sześcioodcinkowy serial bawi, porusza, intryguje i nie pozostawia obojętnym. Akcja filmu toczy się w latach osiemdziesiątych, w okresie kryzysu w społeczeństwie amerykańskim, rozpowszechniającym się AIDS i zaniku pewnych wartości. Główni bohaterowie to para młodych homoseksualistów, wpływowy konserwatywny prawnik oraz młode małżeństwo mormonów - wszyscy oni co dzień żyją w różnych światach, ale i wszyscy mają okazję się przekonać, że amerykański mit szczęścia prysnął. Społeczeństwo, w jakim przyszło im żyć, narzuca pewne wzorce i ograniczenia - czy jednak można być sobą? Louis (Ben Shenkman) ukrywa się przed rodziną ze swoim homoseksualizmem, żyjąc tak naprawdę z dala od ludzi. Harper (Mary Louise-Parker) traci kontakt z codziennością, uciekając w świat halucynacji wywołany lekami. Roy Cohn (Al Pacino) sam cynicznie przyznaje, że nie jest homoseksualistą, a jedynie... heteroseksualistą sypiającym z mężczyznami! Zresztą, kim są homoseksualiści? Harper w pewnym momencie stwierdza, że ludzie z kościoła mormonów "nie wierzą w homoseksualistów" - na co słyszy, że "homoseksualiści nie wierzą w mormonów". Takich celnych, ironicznych dialogów jest wiele - dzięki temu serial nie jest jedynie opowiastką o jakiejś grupie osób, a zyskuje szerszy wydźwięk. Czy człowiek w dzisiejszym świecie może być szczęśliwy? Czy można być kimś, kim się pragnie, jeśli ktoś inny ma wobec nas inne oczekiwanie? Jak sobie radzić z samotnością? Problemy narastają, a losy bohaterów zaczynają się ze sobą przeplatać. Co więcej, świat rzeczywisty łączy się z fantastycznymi wizjami bohaterów, ich snami, marzeniami, wizjami, dzięki czemu mamy wrażenie, że możemy dotknąć czegoś niewidzialnego. Magia płynie z ekranu, a my czujemy, że żyjemy na granicy dwóch światów: tu i teraz a "gdzieś tam". Życie zaś tańczy wciąż ze śmiercią. Warto poświęcić kilka godzin, by na moment oderwać się od rzeczywistości. Może wtedy i my, widząc piórko, przez moment zastanowimy się nad obecnością aniołów? Stojąc bowiem twardo na ziemi, pędząc za tysiącem spraw, nie mamy czasu zastanowić się, po co tak naprawdę tu jesteśmy i dokąd zmierzamy. Ten serial mówi o rzeczach ważnych, które z upływem lat wcale nie straciły na aktualności. Kto oglądnie go raz, z pewnością za jakiś czas sięgnie po niego i po raz drugi, choć niektóre osoby może z początku drażnić teatralność pewnych scen. Ale... gdyby to była zwykła opowieść, taka jak dziesiątki innych, czy zwróciłaby na siebie taką uwagę? Może surrealistyczna poetyka sprawia, że tę magię czujemy - ona płynie wprost z ekranu, podczas gdy my, zapominając o świecie, chłoniemy kolejny sceny.
(15 z 16 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji