Nie ma kei, nie wieje wiatr...
(2010-11-22)
Kamil
Dąbrowski
Więcej o recenzencie
Kochacie szanty? Ta płyta nie jest dla Was. Rockowy Kraken śpiewa antyszanty.
Surowo, ale i melodyjnie. Mroczno, ale i zabawnie. Rytmicznie, z lekka przebojowo (ale nie komercyjnie), „z jajem". Takie są w skrócie „Antyszanty" Spiętego, wokalisty znanego z warszawskiego ansambla Lao Che.
Spięty czyli Hubert Dobaczewski, żeglarz od wielu już lat, zapowiadał już od jakiegoś czasu nagranie autorskiej płyty ze swoimi wersjami szant, a raczej ich bardzo nowatorskimi wersjami. Rok temu dla tygodnika „Przegląd" powiedział: „Od 20 lat żegluję, co roku jestem na Mazurach. Kocham to, ale uważam, że nie ma dobrych szant. Śpiewa się je gdzieś tam przy butelczynie podczas żeglowania, ale nie ma dobrych wykonań. A to jest przecież fajny, „brudny" nurt, takie folkowe korzenie. Tymczasem nasi wykonawcy to wygładzają i robią z tego jakieś popowe przyśpiewki do ogniska" (…) Dlatego chciałbym przywrócić szantom ich czar i zrobić w tym uładzonym nurcie jakąś prowokację".
I o ile już samą prowokacją może być styl muzyki zaprezentowany na albumie, to warstwa tekstowa na pewno porazi nie tylko zagorzałych fanów Lao Che. Spięty gładko operuje swoim językiem, lekko żulerskim, ale na tyle inteligentnym, aby przyćmić twórczość wielu polskich tekściarzy. Język to przemyślany, bo nawet zawarte wulgaryzmy są tutaj idealnie wplecione i nie rażą uszu. Poczucie humoru Spiętego też zmusza do zmiany swojego stosunku względem tych tradycyjnych szant. Można stwierdzić kolokwialnie, że Spięty całościowo „pojechał po bandzie", ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Zrobił to czego nie zrobił do tej pory żaden wykonawca, kto nikt by nie śmiał dokonać. Przerobił, wykoncypował i stworzył swoją wizję tego co dla żeglarzy jest tradycją, niemal świętością. „Antyszanty" muzycznie to miszmasz gatunkowy. Jest zimno-falowo, z lekka jakby reggae'owo, kapelo-podwórkowo, rockowo, transowo. Niesamowita to woltyżerka i nad wyraz duża doza sporych wrażeń słuchowych.
Tę płytę można tylko polubić bądź znienawidzić. Na forach żeglarskich ponoć już zawrzało. Zaczyna się podział i dylemat fanów macierzystego zespołu Spiętego. Wśród nich są też tacy, którzy lubią te tradycyjne szanty. Trzymać sztamę czy zbojkotować? A Spięty - niczym muzyczny Kraken - pożera żeglarskie konwenanse. Ja jestem za „Antyszantami". Lubię takie wyzwania. Brawa za odwagę!
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji