Koszyk pusty
- polecamy
-
- Piekło wojny (3DVD) DVD
- cena: 59,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Ocena klientów. Nadesłano 1 recenzję (Dodaj własną)
MarS Więcej o recenzencie
Zacznę od krótkiego przypomnienia – polski miłośnik Azji może być zapoznany po trochu z dorobkiem reżysera z wydań DVD dwóch filmów – „Pogrzebu grubej ryby” i „Nocnego bankietu” (przedziwaczny angielsko-polski tytuł tej produkcji brzmi „Banquet: 100 dni cesarza”, a stanowi ona bardzo swobodną adaptację „Hamleta”). „Assembly. Ostatnia bitwa” jest logicznym rozwinięciem wcześniejszych pomysłów na kino chińskiego reżysera. To zarazem odbicie tego, co charakterystyczne dla najnowszego kina ChRL. Twórcy tzw. piątego pokolenia (Zhang Yimou, Chen Kaige) porzucili swą otwartą, moralną „walkę z systemem” na rzecz robienia dzieł na zamówienie. Niektórzy emigranci z Hongkongu, działający dotąd za granicą, wrócili do kraju po to, by robić dokładnie to samo (John Woo – by nakręcić widowiskowe „Trzy królestwa”). Feng Xiaogang, przygotowując film o wojnie domowej, skorzystał także ze swojej szansy, by przypodobać się władzy i upichcić drogi, pełen rozmachu film, który łatwo sprzeda się za granicą. Widownia przecież tak kocha krwawe filmy wojenne… Można by nawet uznać, że „Assembly” jest nastawione bardziej na zachodniego widza i zachodnią kinematografię. Reżyser odwołuje się w tej produkcji do przede wszystkim amerykańskich standardów kina wojennego, przenosząc na grunt chiński konwencje, wykorzystane w „Pearl Harbour” czy „Szeregowcu Ryanie”. Mamy więc sekwencję bitwy, która otwiera film i odzwierciedla pomysły Spielberga na pokazanie gorączki Dnia D. Później - oglądamy straceńczą obronę „frontowej placówki”, przypominającą żywo „9 kompanię”, także pod względem udanej próby moralnego potępienia wrogich oddziałów. Po tych przyzwoitych, dość przyjemnych dla oka wydarzeniach, przychodzi niestety pora na podkręcenie obrotów maszyny ideologicznej, co musi wiązać się ze spowolnieniem akcji i wygłaszaniem długich i monotonnych tyrad. Że o egzemplifikacji prostych tez nie wspomnę. Atmosfera przypominać zaczyna tę z „Pearl Harbour”. Robi się człowiekowi łzawo i smutno na sercu, że takie straszne rzeczy się stały i nikt nie jest w stanie im zaradzić, ani wynagrodzić solidny wysiłek zbrojny. Konwencjonalność tego filmu, wcześniej tylko silnie irytująca (w czasie bitwy żołnierze zwracają się do siebie w uporządkowany sposób, wymieniając po kolei stopień i nazwisko), stała się dla mnie w tej drugiej części wprost nie do wytrzymania. Odliczałem tylko kolejne minuty, życząc głupiemu głównemu bohaterowi jak najgorzej i modląc się o jak najszybsze zakończenie tego nadętego i sztampowego pomnika Rewolucji. Niestety, Feng Xiaogang niczego się nie nauczył się na błędach popełnionych w „Nocnym bankiecie”, i po raz kolejny popełnił film nieudolnie skonstruowany pod względem dramaturgii, który zwyczajnie się dłuży i potrafi ostro wynudzić. Co gorsza, przesłanie ideologiczne jest w „Assembly” tak nachalne, że amerykańskie wojenne freski patriotyczne z lat czterdziestych i pięćdziesiątych wydają się przy tej produkcji przykładami wyrafinowania, subtelności i wyszukanego smaku.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji



























