-
-
Above
- Mad Season
-
cena:
24,99
zł
-
-
Ten
- Pearl Jam
-
cena:
37,99
zł
-
-
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Audioslave
Średnia ocena z 19 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Audioslave
- Firma fonograficzna:
-
Sony Music
, 2002
- Nr katalogowy:
- 5101302
- Sprawdź inne tytuły:
-
Audioslave
To z pewnością nie jest połączenie The Rage Against The Machine z Superunknown czy Badmotorfinger. Członkowie RATM i Chris Cornell spotkali się gdzieś po środku drogi, w królestwie dobrego, starego hard rocka. Były wokalista Soundgarden, co nie jest dla nikogo zaskoczeniem, woli śpiewać niż rapować (i robi to jak zwykle znakomicie), panowie Commerford, Wilk i Morello przytemperowali nieco swą zabójczą, rytmiczną maszynerię - otrzymaliśmy czternaście kompozycji - od melodyjnych ballad (Like Stone, Im The Highway) poprzez hard rockowe, poświęcone słynnemu indiańskiemu wodzowi Cochise i funk - metalowy Exploder, aż po kończący się zapierającym dech w piersiach, rage'owym dźwiękowym walcem Shadow On The Sun.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Cochise |
|
| 2. Show Me How to Live |
|
| 3. Gasoline |
|
| 4. What You Are |
|
| 5. Like a Stone |
|
| 6. Set It Off |
|
| 7. Shadow of the Sun |
|
| 8. I Am the Highway |
|
| 9. Exploder |
|
| 10. Hypnotize |
|
| 11. Bring Em Back Alive |
|
| 12. Light My Way |
|
| 13. Getaway Car |
|
| 14. The Last Remaining Light |
|
- Audioslave
- Wykonawca:
-
Audioslave
Coś pomiędzy...
Gregor
McGregor
Płyta nie jest zła...To jedno. Ale nie jest
i najlepsza. Nie ma co dużo mówić, w zbyt
wielu piosenkach widać jeszcze wpływy z RATM, a Morello jeszcze sporo się musi nauczyć, by przestać grać tak, jak kiedyś i
zapoczątkować coś nowego. Wielką szkodą jest, że niezbyt dużo tu muzyki Soundgarden, jedynie sam Cornell przypomina nam stare dobre czasy "ogrodu dźwięku". Zapewne Audioslave chcieli zrobić
coś nowego i świeżego, i po części im się to udało. Takie piosenki, jak I Am The Highway, Show Me How To Live czy What You Are na długo pozostaną w pamięci fanów i zwolenników dobrej rockowej muzyki, swoiste
piękno zauważymy także w Cochise, Like A Stone, Exploder czy Getaway Car, ale niektóre utwory wypadają naprawdę słabo (Set It Off), inne są zbudowane mało pomysłowo (Light My Way, Shadow On The Sun),
jeszcze inne są nudnawe(Gasoline). Całości
słucha się dobrze i gdyby wyciąć niektóre niepotrzebne i nudne momenty, byłoby jeszcze lepiej. A trzy...Trzy za to, że Audioslave mogli się postarać trochę bardziej i żeby dać w tej skali miejsce na
następne lepsze płyty...
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Doskonała Płyta
(2003-09-01)
Michał
Hoszowski
Więcej o recenzencie
Samo założenie nowego zespołu było świetnym pomysłem. Powstała nowa kapela. A jej skład to zupełnie inna historia. Sami artyści w pełnym tego słowa znaczeniu Chris Cornell, Tom Morell, Tim Commerford i Brad Wilk - te nazwiska mówią same za siebie. Soundgarden Chrisa Cornella w latach 80-tych i 90-tych była jedną z najdoskonalszych kapel tamtych lat. Nie ma się co dziwić, że teraz zespól cieszy się taką popularnoscią. A co do ich płyty, to nie mam zastrzezeń, świetny wokal, doskonala muzyka, nic dodać, nic ująć. Na początku należy zwrócić uwagę na singiel Cochise, który jest bardzo interesujący (nie mogę nie wspomnieć, że teledysk do utworu kręcił sam Mark Romanek), ale oczywiscie cała płyta jest świetna. AudioSlave będzie zespołem, o którym na pewno szybko się nie zapomni. Gorąco zachęcam do kupowania ich obecnej i na pewno przyszłych płyt. Dzięki.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Niestety, nie jest rewelacyjna
Rygiel
Rygiel
Spodziewałem się czegoś więcej - tak w skrócie moge ująć moje odczucia po kilkukrotnym przesłuchaniu płyty. Owszem, są momenty, że wbija w fotel - jak np. przy Gateway Car, ciekawy Like A Stone (MORELLO!). Uważam, że płytka jest niespójna, oczywiście subiektywnie oceniam, rozumiem, że może się podobać komuś w całości, ja jednak utwierdziłem się w obawach, że grunge z hard core'owym graniem ciężko będzie połączyć. Mnie szczególnie przypadły numery, w których Cornel śpiewa spokojnie, oscyluje wokół środka skali, tonuje swój głos. W momentach, gdy wspina się w górne rejony pięciolinii, jest już gorzej. Jeżeli chodzi zaś o Toma Morello, Brada Wilka i Tima Commerforda, to dzieje się tam wiele fajnych rzeczy. Genialny jest jak zwykle Tom - jego podejście do gitary mnie rozbraja. Sola momentami rozkładają, dziwi, że nikt tego wcześniej tego tak nie zagrał. No i jest sporo momentów energetycznych na płycie. Ale rzecz w tym, że nie zawsze jakość i genialność idzie w parze (niestety) z wokalem. Darzę dużym szacunkiem Crisa Cornella i to, co zrobił z Soundgarden, ale tutaj coś szwankuje. Mówię o całości, nie zawsze gra mi to razem po prostu. Może druga będzie lepsza?
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Rozczarowanie
(2003-06-12)
Michał
Sfinx
Więcej o recenzencie
Jestem fanem RATM i gdy usłyszałem, że powstała formacja Audioslave, utworzona w wiekszości z członków RATM, niezwłocznie zdobyłem nagranie. Niestety...To, co najbardziej lubiłem w RATM - przesłanie energetyczne ich muzyki, w przypadku Audioslave zupełnie nie istnieje! Agresywny i dynamiczny wokal Zacka zamieniono na "smęcący" głos byłego wokalisty Soundgarden. To do siebie po prostu nie pasuje! O ile po pierwszym kawałku moje nadzieje na coś dobrego rozpaliły się, to stopniowo gasły z każdym kolejnym utworem... Żadnego utworu nie nazwałbym wybitnym, w wiekszości są podobne. Nawet Morello nie grał tak, jak w RATM - w jego riffach nie słychać już tego przebłysku geniuszu - są ciekawe i poprawne, ale nic więcej. Zamiast potężnej dawki energii - wielkie rozczarowanie. A wszystkim, zachwycającym się Audioslave, radzę porównać najlepsze utwory tej formacji (tylko, które to są?!?!- nie rozpoznałbym...) z takimi perełkami RATM, jak Bullet in the head, Bulls on parade czy Sleep now in the fire. Gdzie Rzym, a gdzie Krym?!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Recenzja-Gazeta Wyborcza
Więcej o recenzencie
Debiutancki album amerykańskiego kwartetu Audioslave stanie się obiektem zainteresowania fanów dwóch rockowych potęg ubiegłej dekady - kalifornijskiego zespołu Rage Against The Machine oraz Soundgarden z Seattle. Sprawa jest prosta - Audioslave powstało z połączenia tych dwóch zespołów.
Rage Against The Machine i Soundgarden, choć mocno różniły się muzycznie, wrzucane były do jednego muzycznego worka. Oba zdobyły sławę niemal równocześnie, po oszałamiającym sukcesie albumu "Nevermind" Nirvany na początku lat 90. Na listy bestsellerów trafiło wówczas kilkadziesiąt znakomitych undergroundowych, gitarowych zespołów, które wcześniej o takiej popularności nie mogły nawet marzyć. RATM był zespołem bardziej surowym muzycznie i agresywnym. Łączył ostrość punk rocka z przekazem hip hopu. Wokalista Zack De La Rocha wściekle rapował swoje zaangażowane politycznie teksty. Dla niego i gitarzysty Toma Morello zespół rockowy był narzędziem głoszenia anarcho-lewackich poglądów i oskarżania USA o całe zło współczesnego świata. Soundgarden to byli przy nich spokojni neohipisi z muzyką inspirowaną metalem w stylu Led Zeppelin. W drugiej połowie lat 90. fala zainteresowania taką muzyką gwałtownie opadła. W 1997 r. rozpadł się Soundgarden, nie mogąc chyba znieść spadku zainteresowania swoją muzyką. Chris Cornell - lider, wokalista i gitarzysta zespołu - bez powodzenia próbował kariery solowej. Dwa lata temu z Rage Against The Machine odszedł Zack, zarzucając kolegom niedostatek politycznego zaangażowania. Informacja, że Cornell zostaje wokalistą osieroconego przez Zacka Rage Against The Machine, była tyleż zaskakująca, co logiczna. Jemu brakowało zespołu - im wokalisty. Jasne też było od początku, że owa hybryda będzie występowała pod nową nazwą. Płyta wydana pod nazwą Audioslave przyniosła muzykę, będącą prostym połączeniem stylów obu zespołów. Otwierający album utwór "Cochise" zaskakuje riffem sklonowanym z "Bombtrack" Rage i linią melodyczną zaskakująco podobną do "Whole Lotta Love" Led Zeppelin. Potem jest już tylko gorzej. Płyta jest archaiczna. Z każdym utworem wydaje się coraz bardziej monotonna i pozbawiona oryginalnych muzycznych pomysłów. Zabrakło też najważniejszych elementów stylu obu zespołów - motoryki i agresji charakterystycznej dla stylu Rage oraz potęgi brzmienia Soundgarden. Nie ma również politycznego zaangażowania RATM, które sprawiało, że ich muzyka wydawała się czymś więcej. A można było to zrobić inaczej - przykładem jest Max Cavalera, który - wyrzucony z Sepultury - stylistycznie pchnął muzykę swojego nowego zespołu Soulfly 15 lat do przodu. Tak odważni muzycy, jak Cornell, a zwłaszcza Morello, też mogliby to zrobić, zwłaszcza że producentem albumu jest Rick Rubin - muzyczny wizjoner, który ma na koncie albumy takich zespołów, jak Red Hot Chili Peppers, System Of A Down, Run DMC, Beastie Boys czy Slayer. Nowy zespół na koncertach oprócz własnych utworów zapewne będzie grał także hity rozwiązanych formacji. To jednak za mało, aby uwieść współczesnych nastoletnich fanów rocka, nad którymi rząd dusz sprawują już formacje XXI wieku, takie jak: Limp Bizkit, Linkin Park czy Slipknot. Audioslave "Audioslave", Epic 2002
(2 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(19)