Kieszonkowe wydanie nowej powieści znanego w Polsce i cenionego Autora. Znakomicie napisana, niepokojąca powieść o brzydkim życiu, zmarnowanej miłości i miłosiernej śmierci. Wilson z precyzją chirurga obnaża wnętrze człowieka, który dobrowolnie skazuje się na cierpienie fizyczne i psychiczne
Ciemna strona duszy
(2006-04-27)
Anita
Ozimek
Więcej o recenzencie
Ból, cierpienie znamy się z tymi typami spod ciemnej gwiazdy nie od dziś. Mówimy sobie nawet po imieniu. I wszyscy wiemy, do czego są zdolni. Nauczeni doświadczeniem staramy się im schodzić z drogi. Rzadko nam się to udaje, ale mimo wszystko myślę, czuję, wiem, że świat w całej swej brzydocie jest piękny. Czasami mu odbija, ale w gruncie rzeczy poczciwy z niego i wciąż jeszcze rześki staruszek. Potrafi zawrócić jeszcze w głowie. Prawda? Ale nie zawsze! Czasami jednak bywa, że ich brzemię jest tak wielkie, że niemal nie do udźwignięcia. Że są pewne rzeczy, sprawy, z którymi sobie zwyczajnie nie radzimy, które nas przerastają. Próbujemy je pokonać, uciec od nich, bywa, że nawet udajemy, że nie istnieją, bo tak jest łatwiej, lżej, ale te i tak wracają jak fatum, jak zmory czające się za plecami i dybiące na uświęcony spokój duszy i serca. Właśnie tak było z głównym bohaterem książki Wilsona pod znamiennym tytułem „Autopsja”. Manfred, bo tak mu na imię wiedzie na pozór proste życie, raz lepiej, a raz gorzej zmaga się z szarą prozą dnia codziennego i jak wielu marzy o miłości. Próbując przy tym odnaleźć cel, który nada sens jego istnieniu. Jednak okrutny, złośliwy los nie szczędzi mu przeszkód i rozczarowań. Wiedzie co rusz zawiłymi i krętymi ścieżkami życia. Drogą pożogi wojennej, po ziemi broczącej krwią i łzami, po wielkiej -jak mawiał sam Manfred- kostnicy. Drogą Żyda, przez uprzedzenia, stereotypy i antysemityzm. Przez piekło, jakim staje się życie dzielone z ukochaną kobietą i z synem, po zniedołężniałą, schorowaną starość, która nieodmiennie uczy pokory. Pokory i tolerancji wobec nieodwracalności rzeczy. Główny bohater ma pełną świadomość ran, jakie zadaje. Mimo to dalej krzywdzi. Tym bardziej, im mocniej i dotkliwiej odczuwa ból. Choć nie może zrozumieć dlaczego? Skąd to nienasycenie? Czy ów ból ma swoje źródło w miłości? W miłości tak zachłannej, że niszczycielskiej? Manfred kocha egoistycznie, jest zazdrosny o wszystkich i wszystko, co ma związek z jego żoną, a co nie jest jego udziałem. O więź łączącą matkę z synem, o jej wspomnienia. Paradoksalnie, kochając ich bardziej i mocniej niż kiedykolwiek przedtem. W obliczu samonałożonej kary, wyrosłej na głęboko skrywanych lękach i obawach, w obliczu odium dręczących wyrzutów sumienia i goryczy bezsilności odmawia sobie prawa do szczęścia, do odkupienia win. Już nie walczy z tym i nie buntuje się przeciwko temu. Teraz tylko czeka na rychłą śmierć. Na śmierć, która będzie ułaskawieniem i kresem bólu dla obolałej, udręczonej duszy. Wierzy, że stanie się jego sprzymierzeńcem w tej nierównej walce o swoje „ja” , o tę resztkę godności. Ale los jeszcze raz z niego okrutnie zadrwi..
Wilson z kunsztem dokumentalisty, z dbałością o szczegóły, skrupulatnie i drobiazgowo nakreśla kolejne stadia zniszczeń, jakie dokonują się w psychice i sercu człowieka cierpiącego i zadającego ból. Kata i ofiary. Ofiary przeszłości, własnych czynów i w końcu złudzeń, które w ostatecznym rozrachunku ani nie krzepią, ani nie przynoszą odpowiedzi na wszystkie nurtujące pytania i wątpliwości. Tak jak śmierć nie bilansuje nierówności życia, jego zysków i strat. Trzeba podkreślić, że nie jest to łatwa lektura, że jest wymagająca. Jest niepokojąca jak zadra, która kaleczy i uwiera. Książka Wilsona nie przynosi odpowiedzi, nie tłumaczy, nie koi, ale też nie zabliźnia ran. Jest swoistą petycją, postulatem skierowanym do czytelnika, z którym być może los obszedł się nieco łaskawiej niż z głównym bohaterem- przeczytaj, spróbuj poczuć, zrozumieć, a może twoje życie będzie lepsze. Myślę, że Wilson poruszył bardzo ważną, acz kontrowersyjną kwestię by nie odmawiać prawa do cierpienia, do odczuwania bólu, nie tyle ofiarom, co oczywiste, lecz tym którzy krzywdzą. A czytając ją ma się wrażenie, że ma się do czynienia z czymś bardzo realnym, i dziwnie osobistym. Istniejącym z krwi i kości. To wyjątkowa opowieść, tak pisać umieją tylko nieliczni. Polecam ze wszystkich sił.
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji