Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Back To Black [Polska cena]
Średnia ocena z 28 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Amy Winehouse
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 2007
- Nr katalogowy:
- 1726133
- Sprawdź inne tytuły:
-
Amy Winehouse
Drugi album wyjątkowo niepokornej brytyjskiej wokalistki, o której do tej pory z pasją rozpisywała się prasa brukowa i która tym razem za źródło inspiracji wzięła muzykę kobiecych grup z lat 60. (The Supremes czy The Shangri-Las). Współproducencji albumu: Mark Ronson i Salaam Remi (The Fugees, Macy Gray, Jay-Z) z ogromnym wyczuciem uwspółcześnili brzmienie muzyki soul tamtej dekady, pozostawiając jednocześnie charakterystyczną dla Amy pasję i swoistą chropowatość nagrań.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Rehab |
|
| 2. You Know I'm No Good |
|
| 3. Me & Mr Jones |
|
| 4. Just Friends |
|
| 5. Back To Black |
|
| 6. Love Is A Losing Game |
|
| 7. Tears Dry On Their Own |
|
| 8. Wake Up Alone |
|
| 9. Some Unholy War |
|
| 10. He Can Only Hold Her |
|
- Back To Black [Polska cena]
- Wykonawca:
-
Amy Winehouse
Body and soul
(2011-10-27)
tasmaniandevil
Więcej o recenzencie
Najważniejsze i najpiękniejsze w muzyce Amy jest to, że płynie ona prosto z serca i z głębi duszy. Jest wykonana w taki sposób, że słuchając zaczynamy wierzyć i czuć całą opowiadaną historię. Szczerość i naturalność oddziela Winehouse od popowej półki, na której wiele osób ją stawia. Amy z pewnością wniosła wiele do współczesnego popu, a młodsze koleżanki mają jej za co dziękować.
Co do recenzji Superfly83, widać, że jest to osoba, która pisze wszystkie swoje recenzje z czystej nienawiści, nie mając tak naprawdę nic do powiedzenia przy użyciu dwóch pełnych pól komentarza...
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Amy, artystka o czarnym głosie
(2011-10-20)
Requiem
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Amy Winehouse znów bierze kokainę! Amy Winehouse pijana! Amy Winehouse pobiła mężczyznę w barze! Nagle zwrot. Amy Winehouse nie żyje. I nagle zaczynamy doceniać ją w pełni jako artystkę... Zasłużyła na to oczywiście o wiele wcześniej, bo "Back To Black" to świetna płyta("Frank" nie miałam jeszcze okazji posłuchać). Nieco jazzowa, nieco soulowa. Z bardzo osobistymi tekstami Amy. Co z tego, że czasami użyła wulgaryzmów. Nie uwłacza to jakości tekstów. To była jej spowiedź. Z problemów, miłości, uzależnień. Śpiewała o tym swoim zupełnie "niebiałym" głosem. Brzmiała jak stara kobieta - może w głębi duszy nią była, swoimi problemami mogłaby obdzielić kilka osób... Piosenki są proste - nie oznacza to przebojów dla mało wymagającej publiczności! Utwory są naprawdę piękne, dopracowane, zupełnie jak nie z XXI w. Taki powrót do przeszłości. Ale na przedzie zawsze jest głos Amy. Nie Amy ćpunki czy alkoholiczki - Amy artystki.
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Oh Amy, we hardly knew ye. pt. I
(2011-09-27)
Superfly83
Więcej o recenzencie
Pewnie słyszeliście ale, Amy Winehouse wstąpiła ostatnio do bardzo prestiżowego klubu. A imię jego klub 27. W sumie to śmiesznie wyszło, bo czy ludzie przypadkiem nie porównywali jej do Janis Jopllin. Jeśli świadomie szła tą drogą, to talk about commitment (wiem, wiem, głupi żart). I tutaj można by coś napisać o alkoholu, narkotykach, uzależnieniach, nieszczęśliwych związkach i o staczaniu się artysty męczennika, którego sztuka rozsiana jest wzdłuż drogi ku samozniszczeniu, podczas gdy zasmuceni fani stoją w milczeniu z zatroskanymi minami i co jakiś czas jeden pokręci głową z niedowierzaniem, ale pisanie o tym jest nudne i w ogóle to wszystko bzdury, więc sobie daruje. Zamiast tego chciałbym popisać o innych bzdurach. Zauważył ktoś ostatnio pewną dziwną tendencje w muzyce popularnej, mianowicie wiele młodych, zaczynających swoją karierę piosenkarek / piosenkarzy na debiutanckich płytach brzmi jak ktoś kto nagrał już tych płyt ze dwadzieścia (nie w pozytywnym sensie tylko, no wiecie, brak oryginalnych pomysłów, przemęczenie, odcinanie kuponów itd.) albo w bardzo czytelny sposób pokazuje nam wszystkie swoje inspiracje, które, należy dodać, często są dość leciwe. Co dziwniejsze (a przynajmniej dla mnie jest to dziwne) dzięki tej strategii odnoszą spore sukcesy. Może aby to lepiej zobrazować podam parę przykładów. I tak - Amy Winehouse: najprościej mówiąc, retro (słowo-klucz) soul (no poniekąd też słowo-klucz) tzn. neo soul, ale stylizacja muzyki i imagu jak najbardziej retro, wokal jazzowy (Billie Holiday), do tego R&B, Motown, girlsbandy, pop, hip-hop, lata 50te i 60te. Michael Buble (trochę tu nie pasuje, ale chciałem mieć jakiegoś chłopaka w zestawieniu, a że muzyka słaba to fajnie będzie sprzedać kopa): Frank Sinatra, orkiestra, jazz, standardy. Duffy: biały soul, soft rock, też bardzo retro. Adele: jest i soul, ale i amerykański folk, blues, country, Dusty Springfield. No i najświeższa postać z mojej listy - Rumer: znowu soul, folk, Karen Carpenter. Uzbierała się już mała grupa tak więc przejdę do rzeczy. Wszystkich wymienionych artystów można zgrupować pod jednym wspólnym mianownikiem, czyli ...poproszę o bębny... komercyjny, mainstreamowy, pop! Niektórzy fani pewnie się skrzywią na takie słowa. Nie krzywcie się! Pop to przecież nic strasznego. Wracając do tematu, choć można znaleźć większe lub mniejsze ślady innych gatunków na płytach wymienionych twórców, to nie oszukujmy się, ale jednak zawsze najbliżej do starego dobrego popu. Mnie osobiście dziwi to ostentacyjne opakowywanie muzyki starociami. I choć to prawda, że nawet tradycyjne pop gwiazdy czymś lub kimś się inspirują, to ich muzyka zawsze jest mniej lub bardziej na czasie, goniącą za trendami. Pewnie przewinęły się przez gatunek jakieś osoby, do których pasuje łatka retro, ale chyba nigdy w takich ilościach, tradycyjnie to raczej rock zjada swój ogon.
(2 z 14 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Oh Amy, we hardly knew ye. pt. II
(2011-09-22)
Superfly83
Więcej o recenzencie
Oczywiście jeśli ktoś ma ochotę i dużo wolnego czasu to może sobie do wszystkiego dorobić głupią teorię spiskową, co też uczyniłem. I tak mamy tu do czynienia z diabolicznym planem przebiegłych panów z wytwórni płytowej. Tradycyjni odbiorcy muzyki pop, to jest - nastolatki, się od nich odwrócili. Nie oddają im już tak chętnie kieszonkowego. Nie kupują płyt i nie chodzą na koncerty. Wolą oglądać filmiki na youtube aktualizować profil na Facebooku czy innym Twiterze, a płyty, które powinni kupować ściągają nielegalnie z internetu. Dlatego też wyżej wymienieni panowie z wytwórni stworzyli hybrydę, artystę pop, który śpiewa prawie identycznie jak ktoś inny kto kiedyś był popularny i ceniony (in one word: naśladownictwo). Tym samym zdobyli nowy target ludzi starszych. Teoretycznie same plusy. More disposable income czyli stać takiego delikwenta na zakup płyty, pójście na koncert, ale tak w ogóle to woli tradycyjne nośniki, a jeśli już mp3 to legalnie więc nie ma już spinki z nowymi technologiami. Sami widzicie - pop dla starych ludzi = money in the bank. No dobra, trzeba by w końcu powiedzieć coś konkretnego o Amy i jej płycie. Najpierw wypadałoby powtórzyć za wszystkimi, ta Amy potrafi śpiewać. Już sam nie wiem, ile razy to słyszałem, ciągle tylko: ona potrafi śpiewać, ta pani potrafi śpiewać, Jezu Chryste! Ależ ona śpiewa, no fajnie, ale czy coś z tego wynika? No raczej nie. Sama muzyka to ślizganie się po stylach, które już wcześniej wymieniłem. Na pewno nie jest to nic odkrywczego ani specjalnie godnego uwagi. Jak dla mnie klimat tych kompozycji jest zbyt przytłaczający, co nie specjalnie dziwi, skoro za stołem producenckim zasiada Mark 'retro to moje drugie imię' Ronson. Przystępność i bezbarwność tych piosenek sprawia, że zaczynam sam wierzyć w swoje teorie spiskowe. Teksty czasami są nawet śmieszne, ale nawet najlepszy dowcip, może w końcu stać się nudny. Powiem szczerze, że mam nawet mały problem z jej śpiewaniem. tzn. technicznie chyba wszystko jest ok, nie wiem, aż tak się nie znam, ale jeśli chodzi o emocje, to trochę ubogo. Każdy tekst na płycie (często mroczny, ironiczny) jest śpiewany z taką samą pewnością siebie, takim 'wiem, że jestem nienormalna, ale co z tego, aż tak się nie przejmuje'. Biorąc pod uwagę jak to się wszystko dla niej skończyło to efekt bywa nawet interesujący, ale więcej emocji to ona raczej nie potrafiła przekazać. Wiem, że teraz każdy się podnieca: wielki talent, najważniejsza artystka dekady, porównania do Nirvany czy innych koleżanek i kolegów z klubu 27-latków co nawet jest na miejscu, ale nie z powodów, o których wszyscy myślą. Bo w sumie do klubu należy wielu niedoskonałych artystów np. Jim Morrison. The Doors zajefajna kapela, ale te jego teksy i poezja, to śmiech na sali, jak z pamiętnika licealistki. A więc, Amy, potencjał był ale raczej niezrealizowany. Poczekamy i zobaczymy co powiedzą przyszłe pokolenia. Byłem ciekaw, czy dobrnę do 3000 znaków, a tu proszę, 3000 x 2.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(28)