Młody żołnierz o imieniu Alosza szczególnie odznacza się na polu bitwy. Nagrodą za bohaterskie zniszczenie czołgów nieprzyjaciela ma być wysokie odznaczenie. Jednak Alosza Skworcow nie chce przyjmować wyróżnień, prosząc w zamian o kilka dni urlopu, żeby mógł odwiedzić matkę. Jego wędrówka przez kraj zniszczony działaniami wojennymi, staje się alegoryczną przeprawą człowieka przez życie. Alosza spotyka na swej drodze wielu ludzi, potrzebujących jego pomocy, jak również dziewczynę -Szurkę, którą zaczyna darzyć swą pierwszą młodzieńczą miłością. To jeden z najsłynniejszych filmów w dziejach radzieckiej kinematografii, przedstawiający w wiarę ludzką dobroć i w prawdziwe człowieczeństwo nawet w ekstremalnych warunkach wojennych. Świetne zdjęcia i aktorstwo na najwyższym światowym poziomie. Film obsypano nagrodami BAFTA, Bodil, na festiwalach w Cannes i San Fransisco, a także nominowano do prestiżowego Oscara. Jeden z najgłośniejszych na świecie filmów kina radzieckiego.
Jaki kraj, taka klasyka?
(2009-12-06)
MarS
Więcej o recenzencie
„Ballada o żołnierzu” podobno łączy się w jakiś pokrętny sposób z czasami odwilży i takimi filmami, jak „Lecą żurawie”. Trudno było mi w to jednak uwierzyć po seansie, zwłaszcza że czas dłużył się z jakąś przedziwną nieubłagalnością. Sam świat filmu też jest niezwykle nieprzejednany. Główny bohater musi dążyć do swej matuszki cały film, potykając się co i rusz o różne ofermy, którym trzeba pomóc. Kolejne sceny muszą przy tym prezentować pewne siermiężne tezy, pochodzące z siermiężnego kraju. Film zaludniły zdarzenia nierealne, dziwaczne, działające na zasadzie namiastek. Mamy tu i historię uczucia, która wykwita jak polny kwiatek między parą równie tępych, co sympatycznych bohaterów, i film drogi w sowieckich realiach, i prawdę o świecie na miarę rosyjskiego zakłamania. Aktorzy grają sztucznie, groteskowo, w przerysowany, nieprzekonujący sposób. Są rzewni do granic łzawości. Bardziej radziecko-surowi w swych postawach niż rasowi agitatorzy, bardziej tępi w swej głupocie niż młot. To dzieci komunistycznego kraju, który przez lata chorego systemu doszedł w swych działaniach do jakiejś makabrycznej wprawy. Teraz „Ballada o żołnierzu” wyszła w ramach klasyki kina radzieckiego, a mi pozostaje powątpiewanie w wartościowość tego filmu (poza wartością historyczną jako swoistego „piętna swego czasu”. Co gorsza, klasykę radziecka wydają z jakimiś znikomymi dodatkami. Dotąd bawi mnie wspomnienie kilkuminutowych „bajerów”, jakie dystrybutor załączył do „Dersu Uzały”. Sprawa zaiste kuriozalna. Trzy merliny za "odwilżowatość".
(2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji