Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Batman Forever - Edycja Specjalna (2 DVD)
Średnia ocena z 3 recenzji
(Dodaj własną)
- Reżyseria:
-
Joel Schumacher
- Tytuł oryginału:
- Batman Forever - Special Edition (2 DVD)
- Produkcja:
-
USA
, 1995
- Czas trwania:
- 02:02:00
- Dźwięk:
- DD 5.1 angielski, hiszpański, polski (lektor)
- Format:
- 16:9
- Płyta:
- jednostronna dwuwarstwowa
- Gatunek:
- Film akcji/przygodowy
- Występują:
-
Jim Carrey
,
Tommy Lee Jones
,
Nicole Kidman
,
Val Kilmer
,
Chris O'Donnell
- Sprawdź inne tytuły:
-
Joel Schumacher
- Dystrybucja:
-
Galapagos
- Napisy:
- węgierskie, słowackie, portugalskie, polskie, hiszpańskie, hebrajskie, greckie, czeskie, chorwackie, angielskie
- Dodatki:
- Zwiastuny kinowe, sceny niewykorzystane w filmie, krótkie filmy dokumentalne, komentarz reżysera "Dlaczego Batman jest na zawsze?", "Wiele twarzy Gotham City", galeria postaci - bohaterowie i czarne charaktery
Batman po raz kolejny stawia czoło wrogom Gotham City. Tym razem może liczyć na pomoc urodziwej pani psycholog oraz swego nowego pomocnika Robina.
- Batman Forever - Edycja Specjalna (2 DVD)
- Reżyseria:
-
Joel Schumacher
Bzdurny, ale sentymentalny obraz
(2010-07-12)
Kamil
Stasiewicz
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
"To niemożliwe" – zawoła każdy meloman twórczości Burtona i umiarkowany wielbiciel opowieści o mrocznym rycerzu. Ale co tu ukrywać? Batman, to postać z komiksu i trzeba było w końcu tą komiksowatość na ekranie ukazać. Okazało się, że studio braci Warner przestało ufać Timowi z Burbank. Z mrocznego rycerza stworzył mroczną opowieść, w jeszcze bardziej mrocznym świecie, choć ani trochę nie pozbawionym groteski między wierszami. Jednak to za mało. Do fabuły wkradła się wzmożona brutalność, a w ostatniej przygodzie z gackiem reżyser pozwolił sobie na kilka scen ociekających bezpośrednio erotyką. I jak tu zarobić na wizji Batmana okiem pokręconego Tima? Nie da się. Reżyserię więc następnego filmu o przygodach nietoperza powierzono bardzo nierównemu reżyserowi Hollywood Joelowi Schumacherowi. Schumacher oddał się w szpony producentów i wykonał brawurowo swoje zadanie. Na ekranie umiera mrok, na rzecz kolorów i wulgarnie wpychanych na każdym kroku neonów, a wszystko to sponsorowane przez dyskotekowe szaleństwo mieszkańców Gotham. Co się stało?! Batman i kolory? (sic!!). A jednak! Jakby tego było mało, twórcy pozwalają sobie na ujęcia wymodelowanych tyłków Vala Kilmera i Chrisa O'Donella, nie oszczędzając przy okazji samych kostiumów, do których dodano legendarne już sutki. Bądź, co bądź część ciała, która u mężczyzny jest zbędna, ale panie na pewno na nie jednak nie narzekają, bo mają co popieścić, ale dodając gumowe suty do gumowego stroju, to już podpada pod wielki kicz. Ale żeby było krzykliwej i w stylu kina masowego, stworzono baśń. Baśń postmodernistyczną, o dobrze i złu, ale podaną w nachalny, przewidywalny sposób. A wszystko po to, by do kina mogły przyjść tłumy dzieciaków zajadających się popcornem i pijących dużą pepsi. Widowisko to poratował sam Tim Burton, zasiadając na producenckim stołku. Aktorsko trzymał się choć nijako Val Kilmer w roli Batmana, ujmowała kobiecością, ale i talentem Nicole Kidman, a humoru dodawał Jim Carrey, który robił to, co do niego należało – grał głupa, ale tym razem ten głupek stanął po złej stronie barykady. Jako, że lubię Carreya nie potrafię obiektywnie spojrzeć na jego kreację, która jakby nie patrzeć zniszczyła postać Riddlera i uparcie podtrzymuje, że w jakiś sposób uratował on upadające widowisko. Ale nie koniecznie na gwiazdach film może przetrwać. "Batman Forever" uratowała promocja i pewne novum w stronie wizualnej, którego fani na pewno się nie spodziewali. Oczekując rutyny otrzymali film z domieszką komedii, filmu grozy, fantasy, lekkiego dramatu i baśni. Nie ma w tym jakiegoś edukacyjnego filmidła, choć są chwile, gdy twórcy chcą zrobić papkę dla maluchów. Nie jest to ani poważna produkcja, ani tym bardziej na tyle przyzwoita by móc ją wychwalać. Obiektywnie patrząc "Batman Forever" to bzdura! Bzdura, do której mam sentyment i mogę ze spokojem oglądać.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Śmierć legendy
(2008-04-14)
Charlie Chaplin
Więcej o recenzencie
"Batman Forever" co prawda sukcesu artystycznego nie osiągnął, niemniej jednak zarobił na siebie i nawet parę groszy więcej. Zadowoleni producenci, którzy potrafili tylko liczyć kasę, a czytać recenzji chyba niestety nie, ze spokojną głową powierzyli realizację kolejnego filmu o Batmanie Schumacherowi, który ich zdaniem sprawdził się przy "Batmanie Forever". Dodatkowym krokiem, na jaki się zdecydowano, było dodanie gorących nazwisk do obsady: George'a Clooneya (zastąpił nieporadnego Kilmera), Alicię Silverstone, Umę Thurman i przede wszystkim Arnolda Schwarzeneggera.
Batman (Clooney) i Robin (O'Donnell), wyposażeni w nową broń i nowe kostiumy (ależ oczywista, że Człowiek-Nietoperz ponownie ma sutki), stawiają czoło tym razem Mr. Freezowi (Schwarzenegger) i Trującemu Bluszczowi (Thurman). Wspomagać ich będzie nowa towarzyszka, Batgirl (Alicia Silverstone).
Ten film można streścić jednym słowem: tragiczny. Pomińmy już fakt, że z obsady nie usunięto O'Donnela. Chłopak zagrał nie za specjalnie już w "Batmanie Forever", ale tutaj, nieporadnie prowadzony przez Schumachera i przekonany o swojej aktorskiej genialności (nie usunięto go z filmu, choć zrobiono to z Kilmerem!), przedstawia sobą obraz nędzy i rozpaczy. Moją ulubioną sceną z Robinem jest ta, w której ucieka mu Freeze, a on wydaje z siebie przeraźliwy jęk. Jest to scena rodem z filmów science-fiction klasy B z lat pięćdziesiątych (stara, dobra szkoła Eda Wooda Juniora). Beznadziejnie radzą sobie również Alicia Silverstone, wiecznie z miną "Och, jaką ja jestem wielką gwiazdą i jaka ja jestem utalentowana", i Uma Thurman, aktorka niezła, niestety tym razem zatopiona w schumacherowskim kolorowym kiczu, co jej zdecydowanie przeszkadza. Jedynymi aktorami, którzy radzą sobie nieźle, są Clooney (jedyna osoba z towarzystwa, która nie zaliczyła nominacji do Złotej Maliny) i Schwarzenegger, który gra na poziomie swoich dramatycznych możliwości, czyli lekko i półśrednio.
Ciut lepiej, ale nie dobrze, jest ze stroną wizualną. Dzięki obecności w filmie Trującego Bluszczu Schumacher mógł do woli nurzać się w kolorowym, kwiatowym kiczu, co wychodzi mu nader ciekawie. Gotham City straciło już wszelkie elementy swojej tajemniczości, teraz zamiast ponurą metropolią jest miastem niczym z współczesnej, kiczowatej baśni. Całość jest urozmaicona kompletnie niepasującym do historii o Człowieku-Nietoperzu humorem (licytacja Trującego Bluszczu przez Batmana i Robina, bat-karta kredytowa, pies zamarzający w trakcie sikania na hydrant). Nie jest to film wybitnie zły, ale jak na opowieść o Batmanie jest beznadziejny. Stawiam mu zawyżoną ocenę (2/5) ze względu na sentyment do filmów Burtona.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji