Historia życia magika-iluzjonisty ucieszy czytelników lubiących efektowną fabułę. Absolwent teologii, zafascynowany także matematyką, zbacza z kapłańskiej drogi, by uczyć się magii u jednego z mistrzów tej sztuki. Rychło talent bohatera odkrywa impresario, który zapewnia mu błyskotliwą karierę. U szczytu sławy Beerholm, próbując przekroczyć granicę niemożliwego, przeżywa jednak załamanie. Wycofuje się z aktywnego życia, by na wieży telewizyjnej spisać swoją biografię i niekonwencjonalnie ją zakończyć. Powieść opowiada o buncie przeciw temu, co rządzi materią i ludzkim losem -- oraz o wszystkim, co istnieje, choć mogłoby nie istnieć.Książka objęta patronatem Merlin.pl
Recenzja "Rzeczpopspolita"
Andrzej
Masse
Więcej o recenzencie
Są takie książki, których treści ani formy nie powinno się zdradzać czytelnikowi. Odsłanianie choćby rąbka tajemnicy odbiera nie tylko przyjemność lektury, ale i sprawia, że owa lektura traci sens. Do takich książek należy powieść Daniela Kehlmanna "Beerholm przedstawia". Jak więc
ją zaprezentować? Czy wystarczy powiedzieć, że opisane w niej przypadki tytułowego bohatera wiodą do zaskakującego rozwiązania, że prowadzona w pierwszej osobie narracja w czymś przypomina utwór muzyczny, gdzie tematy łączą się w konsekwentną strukturę, a motywy, wcześniej delikatnie i zrazu niezauważalnie antycypowane, z całą mocą wybrzmiewają dopiero w finale? Na koniec dać słowo honoru, że jest naprawdę niezła i warto po nią sięgnąć?
"Beerholm przedstawia" przełożył z niemieckiego Jakub Ekier. Zrobił to zapewne dobrze, bo rzecz czyta się gładko, musiał jednak mieć podczas tej pracy niemało kłopotów, skoro zwracał się do specjalistów, aby pewne terminy mu wyjaśnili. Zestawienie dziedzin, w jakich tłumacz czuł się niepewnie, samo w sobie jest intrygujące, chodzi mianowicie o nauki ścisłe i... sztuki iluzjonistyczne. Co też mogą mieć ze sobą wspólnego precyzyjnie definiujące rzeczywistość wzory i wykresy oraz podejrzane zabawy z kartami? Otóż bardzo wiele. Zdradzę tylko tyle, że opis pewnej krzywej matematycznej śledzi się z wypiekami na twarzy, a próba rozwikłania, czym jest znana każdemu ze szkoły liczba pi, przypomina tutaj już nie magię, ale pochylanie się nad zagadką bytu.
Właśnie, Kehlmann, z wykształcenia filozof, dotyka w swojej książce problemów ontologicznych, pyta o granice poznania i o naturę Boga. Jego bohater tak kończy opowieść o swoim życiu: "Przyznaję - nawet na tych stronicach odcisnęło się piętno mojej profesji. Zrobił się z nich mały seans iluzjonistyczny; niemal wbrew woli przedstawiam tu pewne efekty, miksowane obrazy, złudne gry świateł". No trudno, nie dało się ukryć, kim jest narrator. Zastanawiające, czy aby autor, podobnie jak bohater, nie jest biegły w "kunsztach złudliwych" i czy jego powieść nie udaje mądrzejszej i głębszej, niż jest w rzeczywistości. Żeby się o tym przekonać, trzeba ją przeczytać. Warto.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji