Jeżeli ktoś jeszcze nie może zdecydować się, którą płytę Cesarii Evory chciałby umieścić w swojej kolekcji natychmiast podpowiadamy - właśnie Best Of. Największe przeboje artystki w Wysp Zielonego Przylądka zebrane na jednym krążku, mają - poza artystycznym - także unikalny walor kronikarski. Oto muzyka, która nie walczy z czasem, nie starzeje się, nie nudzi. Po prostu jest.
Ponadczasowa muzyka
(2004-06-26)
Ada
Zgajewska
Więcej o recenzencie
Mniej więcej cztery lata temu miałam okazję odwiedzić Hiszpanię. Był listopad, u nas w Polsce już padał śnieg. Po całonocnej podróży samochodem dotarłam w końcu do złotego wybrzeża, czyli Costa Dorada. Dzień był piękny, słoneczny. Bezchmurne niebo, słońce, cisza i spokój. Słychać było tylko szum morza i palm, rosnących tuż przy plaży. Większość nadmorskich restauracji i barów też była już pozamykana. Po blisko godzinnym spacerze brzegiem morza udało mi się w końcu dotrzeć do malutkiej knajpki, w której poza właścicielką i jej dziećmi nie było żywej duszy. A zauważyłam ten przybytek czy raczej usłyszałam go właśnie dzięki muzyce dochodzącej ze środka. Głos Evory przyciągnął mnie jak magnes. Słodki, ciepły, melancholijny i refleksyjny. Właścicielka przyniosła mi zamówienie i zniknęła na zapleczu. A ja zatopiłam się w muzyce. Była to właśnie składanka najlepszych, najbardziej charakterystycznych i cenionych utworów Evory „ The best of…”. Część z nich znałam już wcześniej-choćby szlagier „Besa me mucho”, wykorzystany w filmie „Wielkie nadzieje”, który nieustająco wywołuje u mnie dreszcze czy „Mar Azul” tytułowa kompozycja z albumu wydanego w 1999r. Pozostała część to nagrania, które znaleźć można na dwupłytowym albumie „Mornas y coladeras”(Sodade,Petit Pays,Cize,Angola), który w Polsce ukazał się w 2002r. Cesaria Evora jest niekwestionowaną królową właśnie tych dwóch gatunków, w których usłyszeć można afrykańskie rytmy, portugalskie fado czy brazylijskie mondinhas. Urodzona w 1941 roku w miasteczku portowym Mindelo, na wyspie Świętego Vincenta znana jest na świecie jako „bosonoga diva” Chociaż śpiewa w narzeczu kreolskim, jej muzyka mimo barier językowych jest zrozumiała dla wszystkich. Słychać w niej bardzo wyraźnie nostalgię, tęsknotę i smutek, gdy swym krystalicznie czystym, charakterystycznym, naturalnym, mocnym, choć subtelnym w wyrazie głosem opowiada kolejne historie swojego kraju, historie o wiekach niewolnictwa, o izolacji czy emigracji. Wyspy Zielonego Przylądka były bowiem aż do 1975 roku kolonią portugalską. Zazwyczaj towarzyszy jej jedynie gitara, cavaquinho, akordeon i klarnet. Czasem pojawia się chórek czy fortepian lub smyczki (Partida, Cabo Verde Tierra Estimada, Miss Porfumado, Vida Tem Um Só Vida). Cesaria śpiewa niemal całe życie, bo pierwsze kroki na scenie stawiała jako szesnastolatka, występując w barach. Pod koniec lat sześćdziesiątych ukazuje się nawet jej pierwsza płyta- w Portugalii i Holandii. Niestety jej talent nie zostaje wtedy dostrzeżony i w konsekwencji postanawia ona rzucić śpiew. Nie od dziś wiadomo, że oprócz talentu i ciężkiej pracy trzeba mieć jeszcze bardzo dużo szczęścia by wybić się w muzycznym świecie. Na szczęście jednak w 1985r, mając czterdzieści pięć lat Evora przyjeżdża do Portugalii by nagrać dwie ludowe piosenki do składanki z utworami w wykonaniu pieśniarek z Cabo Verde. I właśnie te nagrania otwierają jej drogę na światową scenę. Dostaje zaproszenie do Paryża na sesje nagraniowe, których efektem są cztery płyty wydane w latach 1988-1992. Jej międzynarodowa sława rośnie, propozycje sypią się jedna za drugą. Cesaria koncertuje już niemal wszędzie - Europa, Afryka, Kanada i Ameryka Południowa stoją przed nią otworem. W 1995r podbija również serca publiczności amerykańskiej. Powstają kolejne płyty: Cabo Verde (1997), Mar Azul i Cafe Atlantico (1999), Sao Vicente (2001). Płyta "The best of", tak samo zresztą jak każda inna płyta tej artystki (może poza Club Sodade), jest znakomitą ucieczką od pop kultury muzycznej, kiczu i tandety, które zalewają nasze uszy. Evora z mistrzowską gracją porusza się zarówno w utworach melancholijnych, jak i tych tanecznych. Robi to z gracją i lekkością, jak gdyby od niechcenia, a nasze nogi aż rwą się do tańca. Polecałabym tę płytę każdemu, kto zna i ceni twórczość bosonogiej cesarzowej i wszystkim, którzy jeszcze nie zaznali smaku przygody z atlantyckim bluesem.
(18 z 18 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji