Telewizyjna adaptacja powieści Juliusza Kadena- Bandrowskiego Mateusz Bigda, zrealizowana w konwencji filmowej. Znakomity, choć mocno krytyczny, obraz klasy politycznej dwudziestolecia międzywojennego. W swej diagnozie i przesłaniu widowisko niebywale współczesne. Aż trudno niekiedy uwierzyć, że scenarzysta nie dopisał autorowi ani jednego słowa. Przedstawieniem tym, reżyser nawiązuje do społeczno - politycznego nurtu swej twórczości.
Wajda pokazuje lwi pazur
(2008-06-26)
Reindeer Dippin
Więcej o recenzencie
Nie będę próbował oceniać tego, co realizował pan Wajda przez ostatnie 25 lat (ostatnim jego filmem, który szczerze lubię, była "Kronika wypadków miłosnych"), bo i tak zesłanie tak wielkiego artysty do małego, prowincjonalnego (szczególnie obecnie) kraiku nad Wisłą było niezasłużonym darem ze strony Boga, a wielkich filmów pod koniec twórczej kariery nie realizowali ani Bergman, ani Kurosawa - fenomenem twórczej żywotności pozostał chyba tylko Eric Rohmer. Generalnie uważam, że o ile mierni twórcy muszą się dostosowywać do publiczności i jej zmiennych, kapryśnych gustów, to w przypadku wielkich artystów publiczność winna dostosowywać się do nich. I w tym upatruję źródła niedoskonałości wielu "nowszych" produkcji Wajdy - zamiast "robić swoje", pan Andrzej za bardzo chciał być ciągle "na czasie" (co skutkowało nieporozumieniami w stylu "Panny Nikt", czyli opowieściami o świecie, którego Wajda znać nie może i przez to "fałszuje"), a przecież mody nie mają dużego wpływu na wielką sztukę i czas nie zmienia się w jej wymiarze tak szybko, jak w świecie komercji. Po co to piszę? Bo "Bigda idzie" wg. Kadena-Bandrowskiego to bezwzględnie najlepsza rzecz, jaką Wajda zrealizował w ostatnim ćwierćwieczu. Stało się tak dlatego, bo Wajda powrócił do swojego świata i oddychając znanym sobie powietrzem, w ramach produkcji telewizyjnej osiągnął (przynajmniej fragmentami) poziom, jaki pamiętamy z "Ziemi Obiecanej" i innych arcydzieł, które opowiadały o czasach minionych, ale odnosiły się do współczesności. Wspaniała (dla mnie najlepsza w jego karierze) rola Gajosa, wzruszająca dla mnie rola Łukaszewicza (ech, gdzie te czasy!), świetny Seweryn... W całości dominuje potężna energia reżysera (wspaniała scena z dogiem) a dzieło ma klasę, przy której zawstydzające ciemniactwo "Lejdis" wydaje się wołać o pomstę do nieba. Wajda żyje, czego dowodzi "Bigda idzie" i ustala poziom konwersacji, o którym inni nawet nie mogą pomarzyć.
(4 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji