Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Bizancjum
Średnia ocena z 3 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Judith Herrin
- Wydawnictwo:
-
Rebis
, Sierpień 2009
- ISBN:
- 978-83-7510-227-7
- Liczba stron:
- 452
- Wymiary:
- 150 x 225 mm
- Tłumaczenie:
-
Norbert Radomski
- Sprawdź inne tytuły:
-
Judith Herrin
"Starałam się przekazać choć w części, co znaczyło być Bizantyjczykiem, i dać wyobrażenie o kosmopolitycznym, miejskim społeczeństwie, którego członkowie, obdarzeni historyczną świadomością własnej tożsamości i pobożną wiarą w życie przyszłe, byli tak różni od nas, a zarazem tak bardzo do nas podobni".
Judith Herrin
Przez tysiąc lat niezwykłe imperium sprawiało, że Europa mogła stać się tym, czym jest obecnie. Śmiałe i prężne, ale słabo dziś znane państwo, łącząc ortodoksyjną wiarę chrześcijańską z pogaństwem, klasyczne greckie wykształcenie z rzymską siłą oraz sprawnością administracyjną, stworzyło wielką, twórczą cywilizację, która przez całe wieki stawiała opór nawale islamu.
Zwięzła, a zarazem fascynująca książka Judith Herrin odchodzi od standardowego, chronologicznego ujęcia dziejów Bizancjum. Każdy z krótkich rozdziałów koncentruje się na określonym temacie, takim jak budowla (imponujaca świątynia Hagia Sophia), spór religijny (ikonoklazm), płeć i władza (rola kobiet oraz eunuchów), wybitna postać (historyk Anna Komnena), symbol cywilizacji (widelec) czy walka o terytorium (krucjaty). Dzięki takiemu podejściu długie dzieje cesarstwa bizantyjskiego, począwszy od założenia wspaniałej stolicy, Konstantynopola (dzisiejszy Stambuł) w roku 330, aż po jej zdobycie przez Turków osmańskich w roku 1453, stają się łatwiejsze do ogarnięcia.
Barwna, a przy tym wiernie oddana panorama sił i wierzeń kształtujących owo bizantyjskie milenium stanowi zarazem oryginalny wkład w nauki historyczne. Oparta na wynikach najnowszych badań ukazuje przeciętnemu czytelnikowi żywy obraz mało znanej epoki, kładąc kres stereotypowym wyobrażeniom o bierności i dekadencji Bizancjum.
- Bizancjum
- Autor:
-
Judith Herrin
Antidotum na "Czarnego anioła" Miki Waltariego
(2009-11-16)
FabrykaRecenzji
Więcej o recenzencie
Cegła historyczna napisana dla „człowieka z ulicy”, to „zwierzę” występujące nie częściej niż pięcionoga żyrafa w Afryce. Tymczasem Judith Herrin wręcz chwali się tym, iż pomysł napisania „Bizancjum. Niezwykłego dziedzictwa średniowiecznego imperium” podsunęli jej robotnicy remontujący gmach jej uniwersytetu. Z założenia jest to zatem książka „dla mas” i tak należy ją oceniać. Czy zamiar autorki się powiódł? Połowicznie.
Chcąc wykładowi nadać „ludzką twarz” autorka „traktuje” Bizancjum nie chronologicznie, lecz „problemowo”. Niewątpliwie ułatwia to laikowi ogarnięcie wcale nie prostej problematyki, z drugiej jednak strony pojawiają się pewne problemy z umiejscowieniem przedstawionych zdarzeń na osi czasu. Niejasności natomiast nie ma, kiedy Herrin uzmysławia czytelnikowi wielkość wkładu Bizancjum w przetrwanie do naszych czasów spadku po kulturze antycznych Grecji i Rzymu. Podobnie jest, gdy pokazuje jak dalece ów antyk przenikał życie średniowiecznych wschodnich chrześcijan.
Pewnym minusem „Bizancjum…” jest ledwie naszkicowany w nim wizerunek tzw. zwykłego Bizantyjczyka (a rzecz to dla czytelnika, dla którego książkę napisano nader interesująca). Nie sposób na podstawie pracy Herrin odpowiedzieć sobie na pytane, czym Bizantyjczyk „z ulicy” na co dzień się od Rzymianina „łacińskiego” różnił, w czym był podobny, w czym identyczny. Po przeczytaniu „Bizancjum” nadal nie wiem, jak się jego obywatele ubierali, jak się strzygli, co jedli.
Mocno, niestety, enigmatycznie pisze też Herrin o bizantyjskim sposobie na przetrwanie, a przecież jeśli cokolwiek i kiedykolwiek zasługiwało na miano antemurale, to właśnie Bizancjum walczące najpierw z Persją, potem z Arabami i Turkami. Cesarstwo musiało mieć wcale niezłą militarną receptę na przeżycie, skoro zdołało opierać się przez 1000 lat. Autorka poprzestaje na tym, co zawierają kolorowe książeczki dla dzieci, gdzie mowa o dyplomacji, ogniu greckim i słowiańskich oraz skandynawskich gwardzistach. O ile słysząc o legionach Cezara momentalnie ma się przed oczyma osiłka w kasku z „miotełką”, to niestety po lekturze „Bizancjum…” ledwie majaczy jakaś niewyraźna postać. Jeśli to książką „dla mas”, mamy niewątpliwie do czynienia z porażką.
Najciekawsze (chwilami wręcz przejmujące) partie „Bizancjum…”, to relacja o podróży Manuela II żebrzącego u łacińskich braci o wsparcie już nie dla utrzymania swej potęgi, lecz dla zwykłego przetrwania. Reakcja brata-papieża stanowi doskonałą ilustrację stereotypu „chytrego Greka z Bizancjum”: podstępnego i zdradliwego cynika żerującego na słabości innych. W tym wszakże przypadku „Grekiem” okazuje się łacinnik. Herrin słusznie w tym miejscu zauważa: Bizantyjczycy wcale nie mieli w średniowieczu wyłączności ani na dwulicowość, ani na hipokryzję. Nie może wobec tego dziwić, iż papieska obsesyjna chrapka na podporządkowanie umierającego już Bizancjum Rzymowi, musiała zaowocować dramatycznym oświadczeniem konającego: „prędzej turecki turban, niż tiara papieska”.
(9 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Nie budzi zaufania
(2009-09-22)
piotr
chankowski
Więcej o recenzencie
Na samym początku książki Herrin przeczytałem (s. 25), że cesarz Septymiusz Sewer w końcu trzeciego wieku wzmocnił mury Byzantion (późniejszego Konstantynopola). Nie mam pod ręką oryginału angielskiego, nie mogę więc sprawdzić, czy to autorka popełniła własnoręcznie takie głupstwo (Septymiusz Sewer panował do roku 211, a Byzantion gruntownie zburzył w roku 196 w odwecie za sprzyjanie jego rywalowi Presceniuszowi Nigrowi, co łatwo sprawdzić w źródłach takich jak choćby Gibbon, czy w poczcie cesarzy Krawczuka). Niezależnie jednak od tego, czy winna jest autorka, tłumacz, redaktor naukowy i Wydawnictwo powinny się wstydzić. Ktoś, kto nie jest znawcą dziejów Bizancjum, a natrafi na samym początku na taki bląd rzeczowy, od razu traci zaufanie do reszty treści, jeśli nie jest w stanie sprawdzić gdzie indziej tego co pisze autorka. Ale jeśli ma sprawdzać każdy fakt, to po co mu książka Herrin?
(2 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji