Blacksad. Piekło, spokój, tom 4
okładka: twarda
nośnik: druk
liczba stron: 56
Ocena klientów:
wszystkie recenzje (2)
Październik 2010 - Nowy Orlean przygotowuje się do słynnego Mardi Gras. Podczas karnawałowej zabawy miasto wypełni się radością, barwami i muzyką. Ale kolebka jazzu w Luizjanie ma też ciemne oblicze. Wśród handlarzy narkotyków, wyznawców wudu i przestępców nasz detektyw przed świtem musi odnaleźć znanego...
Pełny opis produktu...
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

zamknij
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Blacksad. Piekło, spokój, tom 4
Średnia ocena z 2 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Juan Diaz Canales
- Wydawnictwo:
-
Egmont Polska
, Październik 2010
- Seria:
-
Blacksad
- ISBN:
- 978-83-237-4610-2
- Liczba stron:
- 56
- Wymiary:
- 235x310 mm
- Tłumaczenie:
-
Joanna Jabłońska
- Ilustracje:
-
Juanjo Guarnido
- Sprawdź inne tytuły:
-
Juan Diaz Canales
Nowy Orlean przygotowuje się do słynnego Mardi Gras. Podczas karnawałowej zabawy miasto wypełni się radością, barwami i muzyką. Ale kolebka jazzu w Luizjanie ma też ciemne oblicze. Wśród handlarzy narkotyków, wyznawców wudu i przestępców nasz detektyw przed świtem musi odnaleźć znanego pianistę Sebastiana "Little Handa" Fletchera. Dla Blacksada ta noc będzie bardzo długa...
Piekło, spokój to czwarta część wielokrotnie nagradzanej serii Juana Diaza Canalesa i Juanjo Guarnido.
- Blacksad. Piekło, spokój, tom 4
- Autor:
-
Juan Diaz Canales
W Nowym Orleanie czarny kot wpada na trop
(2011-01-28)
Rafał
Śliwiak
Więcej o recenzencie
Zwierzę też człowiek. Okazuje się, że ten dowartościowujący naszych „braci mniejszych” pogląd wyznają nie tylko obrońcy zwierząt, ale i... artyści komiksowi. Może o tym świadczyć upór, z jakim nadają bohaterom swoich opowieści zwierzęcą powierzchowność. Mamy więc całą galerię takich postaci jak Kaczor Donald czy Myszka Miki w historyjkach dla dzieci, tudzież wcale pokaźne grono antropomorficznych bohaterów „dorosłych” komiksów, wystarczy wspomnieć w tym miejscu takie tytuły, jak „Maus”, „Usagi Yojimbo” czy „Blacksad”.
Twórcy tego ostatniego uznali, że najlepszymi tropicielami wśród zwierząt wcale nie są psy, i w głównej roli chandlerowskiego detektywa obsadzili czarnego kocura. Powściągliwy i opanowany z natury, kiedy wymaga tego sytuacja zmienia się w skutecznego twardziela, dzięki czemu rozwiązał już niejedną beznadziejną sprawę. W czwartym albumie serii zawędrował do Nowego Orleanu, pełnego „czarnej” muzyki i szykującego się do wielkiego karnawału. Tutaj przyjął zlecenie od leżącego na łożu śmierci właściciela wytwórni płytowej La Chapelle. Ma odnaleźć genialnego pianistę Sebastiana Fletchera, który popadł w zgubny narkotykowy nałóg. Podążając tropem muzyka, Blacksad napotyka nieco zwariowaną kapłankę wudu, mocno zwariowanego detektywa, paru odstręczających dilerów, niewdzięcznego syna zleceniodawcy, całą gromadę jazzmanów i będącą przy nadziei żonę Sebastiana. Intryga, którą przychodzi mu rozwikłać, okazuje się zaś znacznie bardziej skomplikowana niż wydawało się to na początku.
Autorom komiksu znakomicie udało się oddać specyficzny klimat Nowego Orleanu, zarysować bogactwo wielorasowej i wielonarodowej społeczności, która go zamieszkuje. Cechami wspólnymi owej zbiorowości są: południowy temperament oraz miłość do muzyki i wspólnej zabawy. Na tym tle zrównoważony Blacksad wydaje się nieco nie na miejscu, co nie przeszkadza mu jednak w skutecznym działaniu. Poza ciekawą fabułą i przedstawioną z dbałością o detale scenografią, kolejnym atutem komiksu są doskonałe rysunki. Kompozycja każdej planszy została dokładnie przemyślana, a poszczególne kadry – narysowane i pokolorowane z niezwykłą precyzją. Mistrzowska pod tym względem jest scena obiadu pod drzewem, którego korona przepuszcza część promieni słonecznych. Dynamiczne plamy barw i cienia w kolejnych kadrach przywodzą na myśl dzieła francuskich impresjonistów.
„Piekło, spokój” to przykład najwyższej klasy tzw. komiksu środka. Spełniając naczelną funkcję tego nurtu opowieści graficznych, jaką jest opowiadanie ciekawych historii, oraz zachowując czytelność przekazu, album prezentuje poziom artyzmu daleko wykraczający ponad zwykłe rynkowe rzemiosło. Jeśli kogoś, kto stroni od komiksów, „Blacksad” nie skłoni do spojrzenia łaskawszym okiem na sztukę opowiadania obrazem, to zapewne nie doprowadzi do tego już żadne inne dzieło tej sztuki.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
W Nowym Orleanie czarny kot wpada na trop
(2010-12-21)
Rafał
Śliwiak
Więcej o recenzencie
Zwierzę też człowiek. Okazuje się, że ten dowartościowujący naszych „braci mniejszych” pogląd wyznają nie tylko obrońcy zwierząt, ale i... artyści komiksowi. Może o tym świadczyć upór, z jakim nadają bohaterom swoich opowieści zwierzęcą powierzchowność. Mamy więc całą galerię takich postaci jak Kaczor Donald czy Myszka Miki w historyjkach dla dzieci, tudzież wcale pokaźne grono antropomorficznych bohaterów „dorosłych” komiksów, wystarczy wspomnieć w tym miejscu takie tytuły, jak „Maus”, „Usagi Yojimbo” czy „Blacksad”.
Twórcy tego ostatniego uznali, że najlepszymi tropicielami wśród zwierząt wcale nie są psy, i w głównej roli chandlerowskiego detektywa obsadzili czarnego kocura. Powściągliwy i opanowany z natury, kiedy wymaga tego sytuacja zmienia się w skutecznego twardziela, dzięki czemu rozwiązał już niejedną beznadziejną sprawę. W czwartym albumie serii zawędrował do Nowego Orleanu, pełnego „czarnej” muzyki i szykującego się do wielkiego karnawału. Tutaj przyjął zlecenie od leżącego na łożu śmierci właściciela wytwórni płytowej La Chapelle. Ma odnaleźć genialnego pianistę Sebastiana Fletchera, który popadł w zgubny narkotykowy nałóg. Podążając tropem muzyka, Blacksad napotyka nieco zwariowaną kapłankę wudu, mocno zwariowanego detektywa, paru odstręczających dilerów, niewdzięcznego syna zleceniodawcy, całą gromadę jazzmanów i będącą przy nadziei żonę Sebastiana. Intryga, którą przychodzi mu rozwikłać, okazuje się zaś znacznie bardziej skomplikowana niż wydawało się to na początku.
Autorom komiksu znakomicie udało się oddać specyficzny klimat Nowego Orleanu, zarysować bogactwo wielorasowej i wielonarodowej społeczności, która go zamieszkuje. Cechami wspólnymi owej zbiorowości są: południowy temperament oraz miłość do muzyki i wspólnej zabawy. Na tym tle zrównoważony Blacksad wydaje się nieco nie na miejscu, co nie przeszkadza mu jednak w skutecznym działaniu. Poza ciekawą fabułą i przedstawioną z dbałością o detale scenografią, kolejnym atutem komiksu są doskonałe rysunki. Kompozycja każdej planszy została dokładnie przemyślana, a poszczególne kadry – narysowane i pokolorowane z niezwykłą precyzją. Mistrzowska pod tym względem jest scena obiadu pod drzewem, którego korona przepuszcza część promieni słonecznych. Dynamiczne plamy barw i cienia w kolejnych kadrach przywodzą na myśl dzieła francuskich impresjonistów.
„Piekło, spokój” to przykład najwyższej klasy tzw. komiksu środka. Spełniając naczelną funkcję tego nurtu opowieści graficznych, jaką jest opowiadanie ciekawych historii, oraz zachowując czytelność przekazu, album prezentuje poziom artyzmu daleko wykraczający ponad zwykłe rynkowe rzemiosło. Jeśli kogoś, kto stroni od komiksów, „Blacksad” nie skłoni do spojrzenia łaskawszym okiem na sztukę opowiadania obrazem, to zapewne nie doprowadzi do tego już żadne inne dzieło tej sztuki.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji