Joanna Collicutt McGrath, Alister McGrath  "Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dawkinsa"

Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dawkinsa
Autor:
Joanna Collicutt McGrath , Alister McGrath

Strata czasu i intelektu (2007-07-02)

Jarosław Adamowski  Więcej o recenzencie

Mowa oczywiście o intelekcie czytelnika. Nie można bowiem posądzać o jakiekolwiek jego ślady dwójkę bogobojnych autorów, którym własne religijne zaślepienie uniemożliwiło napisanie naukowej polemiki z Dawkinsem, pozwoliło jedynie podważać każde jego słowo zwyczajnie głupimi argumentami. Zaś szczególnie żenujący jest udział w tym "dziele" Życińskiego, słynącego z płytkich myśli i odpustowej religijności.

(16 z 26 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Żenujący pokaz ignorancji i dziecinady (2007-07-02)

Jarosław Adamowski  Więcej o recenzencie

Autorzy widać do reszty zapomnieli, co oznacza bycie naukowcem, ponieważ już na samym początku tego "dzieła" (o którego nikłej wartości świadczy już wstęp Życińskiego, słynącego ze płytkich myśli i odpustowej religijności) porzucają jakąkolwiek dialektykę na rzecz dziecinady i przekomarzanek z Darwinem, którego żelazna logika ewidentnie budzi w nich strach. McGrathy - z powrotem na karuzelę!

(68 z 90 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Rozczarowująca, słaba (2007-06-25)

Krzysztof Jeż  Więcej o recenzencie

Najbardziej zirytował mnie fakt, że autorzy przedstawiają swą książkę jako polemikę z Dawkinsem - tymczasem autorom bardziej zależało na satysfakcji emocjonalnej niż intelektualnej - nie czytałem jeszcze książki, w której byłoby tyle epitetów i przymiotników. Prawie na każdej stronie można znaleźć ulubiony, choć wcale nie najmocniejszy: fundamentalista. Po przeczytaniu zostałby mi duży niesmak, gdyby nie rozdział abp. Józefa Życińskiego. Jego spokojny, rzeczowy ton stanowi duży kontrast z zajadłością poprzedników.

(42 z 54 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Knot! (2007-06-24)

Maciej Świtalski  Więcej o recenzencie

Swada autora może i jest, ale to tyle i aż tyle. Argumentacja na poziomie średniowiecza. Szkoda nie tylko pieniędzy, ale i każdej chwili czasu na czytanie.

(22 z 33 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

"Ciemność, widzę ciemność! Ciemność widzę!" (2007-06-22)

Adrian Pacek  Więcej o recenzencie

"Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dawkinsa" to cienka książka - niecałe 130 stron. Przyznam, że będąc świeżo po lekturze "Boga urojonego" Dawkinsa, z zaciekawieniem zacząłem ją czytać - w końcu napisana przez dwoje oksfordczyków: A. i J.C. McGrathów. Jak autorzy piszą we wstępie, miała to być "drobiazgowa krytyka antyreligijnych argumentów" zawartych w książce Dawkinsa pt.:"Bóg urojony". Mój zapał osłabł już po kilku stronach, gdy okazało się, że autorzy w pretensjonalny sposób, płytkimi wywodami i ogranymi sloganami na zasadzie "nigdy nic nie wiadomo", albo "brak dowodów nie jest dowodem braku", usiłują stworzyć jedynie pozory rzeczowej rozprawy. Wcale nie znalazłem w niej definicji ani religii, ani Boga, tak na początku (czego należałoby oczekiwać od dwojga profesorów uniwersyteckich) jak i nigdzie w całej książce. W ogóle autorzy zdawali się traktować religię jedynie jako zjawisko społeczne bez podstaw metafizycznych, co ułatwiało krytykę Dawkinsa. Całą książkę da się streścić w trzech punktach: 1. Dawkins się myli, a do tego jest fanatykiem ateizmu. 2. Bóg musi istnieć, bo tylu wielkich uczonych wierzy w niego (ale których i w jakim sensie "wierzy" już nie napisali). 3. Bóg musi istnieć. Przy czym niepotrzebna jest definicja, czym/kim ów Bóg miałby być. W ogóle książka to raczej WALKA Z DAWKINSEM (sic!) i z rzadka próba merytorycznej odpowiedzi na "Boga urojonego". Zaś jako główny zarzut pod jego adresem przytaczany jest fakt, że wśród ateistów są i tacy, którzy się z nim nie zgadzają. A przecież brzmi to tylko jak próba zdyskredytowania kompetencji ateistycznych samego Dawkinsa. Tylko po co? Czy musiał się nimi legitymować? Czy ważne jest, kto głosi prawdę, czy istotna jest dopiero jej treść? Autorom brakuje Dawkinsowskiej lekkości pióra, a książce klarowności. "Bóg nie jest urojeniem" to cokolwiek nieudolna, pokrętna i nieuczciwa apologetyka, w której jak refren przewija się wątpliwy argument na istnienie Boga w stylu: "odczuwanie potrzeby czegoś nie oznacza bynajmniej, iż to coś nie istnieje. Ot, choćby pragnienie wskazuje na konieczność istnienia wody." Czyżby wg autorów z faktu, że odczuwam potrzebę znalezienia pod łóżkiem miliona dolarów, naprawdę wynika, że jeśli będę dostatecznie silnie w ten milion wierzył, to go tam znajdę? Co do jednego można się z autorami zgodzić. Mianowicie wiara Dawkinsa w to, że nauka wyjaśni wszystko, jest oznaką jego nonszalancji, z czego on sam chyba nie zdaje sobie sprawy. Jednak już twierdzenie McGrathów, że ponieważ nauka nigdy nie będzie w stanie wyjaśnić wszystkiego (co lekką ręką zakładają), skutkuje koniecznością istnienia bliżej nieokreślonej istoty wyższej, czy jakiegoś porządku metafizycznego, jest po prostu rozczulająco nierzetelne. To tak, jakby zakładać, że koronnym dowodem na istnienie niewidzialnych duchów jest fakt, że nikt ich nigdy nie widział! Co jakiś czas (wynika to chyba z nietrafnego przekonania, że każdy czytelnik to wierzący chrześcijanin) tu i ówdzie pojawiają się bełkotliwe sformułowania, jakiś slang religijny, będące porozumiewawczym "mrugnięciem okiem" do czytelnika. Np.: "akty strzeliste" - co to w ogóle znaczy? Mnie to irytuje, bo nie lubię, gdy brak argumentów na poparcie własnych wywodów próbuje się zastąpić przaśnością stylu. Jaka swada? Jakie poczucie humoru? Gdzież ów angielski sarkazm? Erudycja? Na twierdzącym spoczywa obowiązek przeprowadzenia dowodu. Właśnie w reakcji na jego brak powstała książka "Bóg urojony". Jednak autorzy ciągle go nie przeprowadzają - tytuł książki i osoby autorów rodzą pewne oczekiwania w tym zakresie, zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę ich bezzasadną zapiekłość w forsowaniu tezy, jakoby wiara w Boga była racjonalna! Nie dają odpowiedzi na proste pytanie "czy Bóg - w sensie osobowej siły sprawczej, reagującej na ludzkie modlitwy - istnieje?". Zamiast tego możemy przeczytać: "Ludzie mogą być gotowi zgodzić się na twierdzeniowe sprzeczności (nazywając je "paradoksami") oraz kontrfaktualne oświadczenia dotyczące wiary (nazywając je "tajemnicami") dokładnie dlatego, że proces poznawczy związany z ich wiarą nie zachodzi bynajmniej na tym poziomie, lecz na poziomie intuicyjnym, niespecjalnie podatnym na przedstawianie w kategoriach twierdzeniowych"... uff. Książka McGrathów jest taką właśnie pokrętną próbą rozmiękczenia dość twardych, ale zrozumiałych i czytelnych wniosków dotyczących zjawiska religii i samego pojęcia "Boga", jakie formułuje Dawkins w oparciu o darwinowski paradygmat, ale w żadnym razie ich nie unieważnia, ani nie usuwa. Po przeczytaniu obu książek: "Bóg urojony" i "Bóg nie jest urojeniem", stwierdzam, że druga z nich nie wyposażyła mnie w żaden argument, który bym mógł przeciwstawić naczelnej tezie pierwszej. Co najwyżej pokazała, że Dawkins mógłby szczęśliwiej dobierać elementy religii, które krytykuje. Krótko: nieudana, mętna i obskurna próbka pokrętnej apologetyki.

(197 z 213 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Autor zapomniał rozwinąć tezę postawioną w tytule (2007-06-16)

Piotr Wiczewski  Więcej o recenzencie

Cała książka (na szczęście krótka) to jedynie epitety pod adresem Dawkinsa. Wertując strony w poszukiwaniu jakichkolwiek argumentów za tezą o złudzeniu Dawkinsa, kończy się książkę i razem z nią mękę czytania. Słowo abpa Życińskiego jest nieoczekiwanie najjaśniejszym punktem tej książki, nic nie wnosi, ale nie ma tej męczącej zajadłości co reszta.

(49 z 62 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Bzdury (2007-06-13)

Jan Kokoski  Więcej o recenzencie

Faktem jest, że jeśli ukaże się jakaś książka sprzeczna z oficjum, zaraz pojawia się "odpowiedź". Tak było z "W imię Boga", z książkami na temat zwojów z Qumran, "samobójstwa" Calviego, itd. Książka McGrath'ów to bełkot. Świetną odpowiedzią na nią może być właśnie "Bóh urojony", gdyby się nie ukazał wcześniej. Takiego nagromadzenia bzdetów jeszcze nie czytałem.

(24 z 40 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Nie polecam, szkoda czasu i pieniędzy (2007-06-11)

WITOLD CHMIELEWSKI  Więcej o recenzencie

Strona kościelna była jak zwykle w Polsce czujna i "przygotowała" się na krajowe wydanie "Boga urojonego" Dawkinsa, aby na czas "dać odpór" "herezjom" głoszonym przez autora. Trzeba powiedzieć, że jednak mamy postęp - z takim Kazimierzem Łyszczyńskim i jego dziełem o nieistnieniu Boga nikt przed kilkuset laty nie polemizował, paląc Łyszczyńskiego razem z jego książką. Jeśli ktoś lubi bajki i kocha wielopiętrowe wywody o tym np., że na Syriuszu żyją zielono-pomarańczowe ludziki i jest w stanie w to uwierzyć, bo przecież dowód na to został przeprowadzony logicznie, koniecznie powinien książkę tę przeczytać.

(55 z 82 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

(Stron: 2)
Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Książki - Promocje - kupuj i oszczędzaj!