Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Bordeaux
Średnia ocena z 5 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Closterkeller
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, Wrzesień 2011
- Nr katalogowy:
- 2784016
- Sprawdź inne tytuły:
-
Closterkeller
Po dwuletniej przerwie fonograficznej Closterkeller powraca z dziewiątym, jak zwykle kolorowym, albumem studyjnym!
"Bordeaux" to concept album (po raz pierwszy w historii zespołu!) poetycko opisujący wędrówkę ludzi ścieżkami czasu i bezlitosnego przeznaczenia. Płyta stworzona z pasją i zaangażowaniem przez mistrzów polskiego rocka bez wątpienia potwierdza klasę zespołu. Charyzmatyczna Anja Orthodox po raz kolejny udowadnia czym różni się prawdziwa sztuka wokalna od śpiewania piosenek, a zespół czym jest prawdziwe granie od odgrywania dźwięków.
Grupa przystąpiła do nagrań w swoim najmocniejszym składzie (po pięciu latach przerwy stanowisko perkusisty ponownie objął Gerard Klawe). Za okładkę tradycyjnie już odpowiedzialny jest Albert Bonarski, w ubiegłym roku nominowany do Fryderyka w kategorii "Najlepsza oprawa graficzna".
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Pora iść już drogi mój |
|
| 2. Fala |
|
| 3. Bordeaux |
|
| 4. Alarm |
|
| 5. Abracadabra |
|
| 6. Pryzmat |
|
| 7. Tyziphone |
|
| 8. Halo Ziemia! |
|
| 9. Bez odwrotu |
|
| 10. Miodowy kwadrans |
|
| 11. Kręgi czerwone |
|
| 12. Serce |
|
| 13. Jak łzy w deszczu |
|
- Bordeaux
- Wykonawca:
-
Closterkeller
Gęsia skórka!
(2012-03-26)
Krzysztof
Krawczyk
Więcej o recenzencie
Gęsia skórka. Nie, nie martwcie się, nie będę pisał o kulinariach i metodach przyrządzania drobiu :). Spokojnie. Będzie o niekonwencjonalnych metodach sprawdzania, która płyta jest dobra, a która nie. Co z tym, co napisałem, ma wspólnego wspomniana na wstępie gęsia skórka? Wszystko. Gęsia skórka pojawia się u mnie zawsze wtedy, gdy zdarza mi się słuchać czegoś wyjątkowego, nietuzinkowego, świetnego – mówiąc po prostu. Nie będę też trzymał was w niepewności i budował specjalnie napięcia, tylko powiem wprost, bez ogródek – nowy, „bordowy” krążek najbardziej gotyckiej polskiej formacji rockowej jest genialny. Wierzcie lub nie – gęsia skórka zawsze prawdę powie.
Closterkeller powstał w 1988 r. i choć od samego początku był niezwykłym zjawiskiem na naszej rockowej scenie, to niełatwo było zespołowi przebić się z serwowaną przez siebie muzyką – mroczną, smutną, nowofalową, zupełnie odmienną od tej, którą grały konkurencyjne, niszowe nawet zespoły. Liderka formacji, Ania Sabiniewicz (Anja Orthodox) nie zamierzała jednak łatwo składać broni i chwała jej za to, bo dzięki temu mogliśmy smakować kolejnych kolorowych płyt (grupa do dziś wyróżnia się tym, że jej studyjne płyty mają tytuły zaczerpnięte od nazw kolorów): „Purple”, „Blue”, „Violet”, „Scarlet”, „Cyan”, „Graphite”, „Pastel”, „Nero”, „Aurum”. I „Bordeaux” – najlepszej i najdojrzalszej z nich wszystkich.
Naprawdę aż miło posłuchać, jak pracuje sekcja rytmiczna (perkusja i bas) i jak „wymiatają” gitarzyści. Jak pełniej i mocniej brzmi głos Anji, która jest w tej chwili chyba w swojej szczytowej formie. Jak dojrzałe i mądre są nadal teksty. Nawet teraz, kiedy to piszę mam po prostu ciarki na plecach. I nie zamierzam się doszukiwać analogii i nawiązań do innych wykonawców i wcześniejszych płyt zespołu, choć muszę przyznać, że przy pierwszym przesłuchaniu krążka miałem skojarzenia i z „Army of me” Bjork i „So bad” Niny Hagen, a gitary momentami zalatywały mi Hunterem.
Nie marudzę jednak, bo jest świetnie. I mimo, że nie znajdziemy tu przeboju na miarę „Władzy”, „Scarlet” czy „Na krawędzi” to i tak wróżę tej płycie sukces – za to, że nie ma na niej słabych momentów i właściwie każdy utwór mógłby być promującym singlem. I nie będę się rozpisywał w tej recenzji, bo akurat w tym przypadku muzyka broni się sama – pozamykajcie wieczorem drzwi, zasłońcie okna i wyłączcie światło. Zamknijcie oczy i dajcie się porwać tym dźwiękom. Koniecznie!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Malowniczy chłód
(2011-11-01)
ŁUKASZ
DĘBOWSKI
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
"Bordeaux" to krążek pełen artystycznej świadomości i dojrzały w każdej sekundzie jego trwania. Pejzaże, które maluje grupa, może aż tak bardzo nie hipnotyzują jak chociażby poprzednia płyta pt. "Aurum", jednak dźwięki jak zawsze ocierając się o malowniczy chłód rocka gotyckiego i ładne melodie, oddają wysoką jakość tego wydarzenia. Poza tym pierwszy w historii grupy koncept album zmusza do jeszcze większej uwagi nad tekstami Anji Orthodox, będące opowieściami z życia dwojga ludzi, którzy prócz pięknych chwil, przeżywają także tragedie. Do tego niebywale pięknie brzmiący głos wokalistki, starannie podkreśla każdą emocjonalną stronę w tej muzycznej przestrzeni. Już otwierający całość "Pora iść drogi mój", że nie mamy do czynienia z typowo odśpiewanymi słowami, a uważnie chwytającym każdy dźwięk magnesem umieszczonym nie tyle w gardle, ale głęboko w duszy Anji. Istotą tego wydarzenia jest także duża różnorodność muzyczna, przepływająca jednak w rejony subtelniejszych, lecz szeroko zaprezentowanych przestrzeni gitarowego rocka, podkoloryzowanych wycofanymi klawiszami Michała Rollingera, będącego niemalże nieodłącznym członkiem zespołu od ich początku. Niezwykle ujmujący staje się oziębiająca baśniowym wręcz klimatem "Abracadabra" i jeszcze wyraźniej pozostający w świadomości "Pryzmat". Wbija się w umysł wibrujący "Alarm", gdzie hałaśliwie podane instrumenty nie zakłócają przekazu utworu. Nic nie można także ująć lżejszej, wręcz pogodniejszej jak na twórczość Closterkellera kompozycji "Halo Ziemia", gdzie takie "łatwiejsze" podejście do muzyki ma swoje uzasadnienie. "Bez odwrotu" przywołuje najbardziej charakterystyczne brzmienie grupy, wypracowane już przed wieloma latami. Jednakże prawdziwy rozkwit magnetycznej scenerii następuje w ponad siedmiominutowych "Kręgach czerwonych", które za chwilę uspokajają się w jeden z najmocniejszych punktów tej płyty. "Serce" to jedna z najładniejszych ballad stworzonych w historii zespołu, rozwijająca się w sposób nieprzewidywalny, przechodząc z subtelności w bardziej rozbudowane partie gitarowe. Closterkeller to zespół nie posiadający w swojej klasie konkurencji. Artystyczna droga obrana przez nich nie mieści się w kategorii zwykłej piosenki. To małe obrazy, gdzie każdy element ma ogromne znaczenie. I mimo, że dotrze on pewnie do wielbicieli twórczości grupy, to i tak jest często ponad tym wszystkim, co można odnaleźć i oczekiwać w dzisiejszej muzyce.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Prawdopodobnie najlepszy album tego roku.
(2011-09-17)
Marcin
Ptasznik
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Niesamowity concept album, przepiękna historia. Nieprawdopodobnie cudowne grafiki, okładka, tył, książeczka (zwłaszcza ostatnia strona). Najlepsze teksty w historii zespołu (mój ulubiony - Tyziphone). Czarowna muzyka okraszona jeszcze lepszym wokalem Anji Orthodox, która - mimo upływu lat - nie przestaje się rozwijać. Bordeaux rozpoczyna "Pora iść już drogi mój", idealny początek, przypominający nieco "Ogród półcieni" z Aurum, poprzedniej płyty zespołu. Już po nim dostajemy pierwszą perełkę, "Falę", płynnie przechodzącą w utwór tytułowy, który po czterech minutach zamienia się w głośny, niepokojący "Alarm". W tym momencie album schodzi w spokojniejsze rejony "Abracadabry", zachwyca sześciominutowym "Pryzmatem". Na siódmej pozycji Bordeaux udowadnia, że Closterkeller nie stracił nic z dawnego powera - "Tyziphone" miażdży tekstowo, wokalnie i muzycznie. Najgorszy utwór z albumu to niewątpliwie nieco dyskotekowa "Halo Ziemia!", która jest jednak dosyć krótka (4:42) i nadal trzyma poziom w tekście. Okazuje się, że singlowy "Bez odwrotu" jest dwukrotnie dłuższy, niż w wersji radiowej, więc można cieszyć się nim podwójnie. Zaskakująco dobry "Miodowy kwadrans" jest najkrótszym utworem na płycie (3:38, większość trwa około 5, 6 minut), a zaraz po nim dostajemy największą perłę z Bordeaux - "Kręgi czerwone"; jest to niewątpliwie mój faworyt z płyty. Po nim przejmujące "Serce" i "Jak łzy w deszczu", które porównać można do niesamowitej "Matki" z Aurum. I na tym kończy się pierwszy concept album w ponad dwudziestoletniej karierze Closterkellera, który z płyty na płytę jest coraz lepszy. Zdecydowanie coraz lepszy.
(2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji