Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Boys For Pele
Średnia ocena z 8 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Tori Amos
- Firma fonograficzna:
-
Warner Music Poland
, 1996
- Nr katalogowy:
- 7567806962
- Sprawdź inne tytuły:
-
Tori Amos
Wydana w 1996 roku, trzecia po Little Earthquakes i Under The Pink płyta pochodzącej z Maryland amerykańskiej piosenkarki. Bardziej eksperymentalna i drapieżna, ugruntowała pozycję Tori Amos jako oryginalnej artystki, chadzającej zawsze własnymi drogami i potrafiącej w ciekawy sposób łączyć poezję z alternatywną muzyką rockową.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Horses |
|
| 2. Blood Roses |
|
| 3. Father Lucifer |
|
| 4. Professional Widow |
|
| 5. Professional Widow (Armand's Star Trunk Funkin' Mix) |
|
| 6. Mr. Zebra |
|
| 7. Marianne |
|
| 8. Cought A Little Sneeze |
|
| 9. Muhammad My Friend |
|
| 10. Hey Jupiter |
|
| 11. Way Down |
|
| 12. Little Amsterdam |
|
| 13. Talula (The Tornado Mix) |
|
| 14. Not The Red Baron |
|
| 15. Agent Orange |
|
| 16. Doughnut Song |
|
| 17. Putting The Damage On |
|
| 18. Twinkle |
|
- Boys For Pele
- Wykonawca:
-
Tori Amos
Zbuntowana pianistka
(2008-06-16)
nname
Więcej o recenzencie
Nie mogę się zgodzić z negatywnymi recenzjami tej płyty. Tori, Album "Boys for Pele", porzucający konwencję pop, to moim skromnym zdaniem najwybitniejsze, jak do tej pory dzieło pani Amos. Jest to zdecydowanie najbardziej drapieżna ze wszystkich płyt Tori, co nie oznacza, że przepełniona jest ona gitarowymi riffami. Całość opiera się właściwie, jak to zwykle u tej artystki bywa, na fortepianie. Ale, to, co ta pani wyprawia z tym instrumentem, to czyste szaleństwo. Wystarczy posłuchać chociażby "Professional Widow", który rozpoczyna się drapieżną zwrotką, by gdzieś mniej więcej w połowie zaskoczyć nas delikatnym refrenem w stylu pieśni gospel, bądź "in the Sprintime of His Voodoo" by się o tym przekonać. W utworach tych panuje pewien chaos, ale są to utwory po prostu genialne, ukazujące wielki talent tej artystki. Mocną stroną są tu też ballady, "Blood Roses", z rewelacyjnie brzmiącym klawesynem, nasuwająca skojarzenia z muzyką Nicka Cave'a, czy "Hey Jupiter" z samplami z niezapomnianego "Purple Rain" Prince'a, to tylko niektóre warte uwagi. Warstwa tekstowa jest jak zwykle doskonała. Swoją drogą, jeśli wierzyć plotkom, to spora część tekstów na "Boys for Pele" dotyczy Trenta Reznora z Nine Inch Nail, i jego rzekomego związku z Tori Amos. I choć płyta trwa ponad 80 minut, nie można się przy niej nudzić ani przez chwilę. Już pierwszy utwór hipnotyzuje swoim pięknej, i tak trwa się w tej hipnozie już do końca, przemierzając wraz z Tori, często mroczne, i nie do końca zrozumiałe zakamarki jej umysłu, by, kiedy płyta się skończy spojrzeć na świat zupełnie inaczej. Warto też wspomnieć o doskonałej oprawie graficznej całego krążka, bo choć widziałem wiele dobrze wydanych albumów, ten wciąż zaliczam do jednego z najlepiej. Zdjęcia, utrzymane w lekko mrocznej, surrealistycznej stylistyce, doskonale współgrają z treścią krążka. Więc z czystym sumieniem daje tej płycie 5, bo zasługuje na to bez wątpienia. Szkoda, że Tori nigdy więcej nie stworzyła już tak wybitnego dzieła, no ale cóż, tak jak pewne utwory można skomponować tylko raz w życiu (niezapomniane Cornflake Girl), tak i tak wybitny album można wydać tylko raz... Polecam wszystkim serdecznie, nie tylko fanom pani Amos, bo jest to jedna z tych płyt, których wstyd nie znać.
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Kontrowersyjna
(2007-09-24)
Maciej
Zuk
Więcej o recenzencie
Z całą pewnością można powiedzieć, że jest to najbardziej ciężkostrawna płyta Tori Amos. Wywołuje we mnie naprawdę mieszane odczucia, uwielbiam ją i nie znosze jednocześnie. Jest mocno przekombinowana dzwiękowo, podobnie jest z ekspresyjnym wokalem Tori, mimo to jest w niej coś niezwykłego. Najbardziej skrajne emocje wywołuje we mnie utwór "Professional Widow" - drażni, męczy, irytuje, ale ma w sobie coś co sprawia, że chce jej słuchać kolejny raz i kolejny itd... Moje ulubione to pełne dramaturgii, genialne "Caught A Litte Sneeze", kojące "Hey Jupiter","Horses" i "Blood Roses"(sposób w jaki wykorzystany jest tu klawesyn jest powalający). Bardzo lubię też delikatne "Marianne", "Father Lucifer" i "Muhammad My Friend". Płyta kończy się dla mnie na 10 piosence. Potem robię się senny i nie odróżniam kolejnych piosenek (budzę się na chwilę podczas "Taluli"). Druga część krążka jest nudna jak flaki z olejem i zupełnie niepotrzebna, niestety wpływa na całość albumu i stąd moja ocena pół na pół.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Jawnie nieudany krążek
(2007-01-15)
Art
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Tori Amos albumem "Boys For Pele" chciała udowodnić sama sobie, iż jest w stanie zapanować nad własnym artystycznym ego i muzycznymi wizjami, wykraczającymi poza z góry przewidywalne schematy. Z pewnością inspiracją była tutaj płyta Kate Bush "The Dreaming", na której to przeważały podobne klimaty, tyle że opracowane pod względami aranżacyjnymi do perfekcji. Jednakże płyta Tori pretenduje do miana artystycznej porażki, swoistego chaosu kompozycyjnego, pozbawionego koncepcji, pomysłów na melodie i brzmienie. Jedynymi jaśniejszymi fragmentami są ballady, w których dominuje brzmienie fortepianu jak "Marianne", "Father Lucifer", gospelowe "Way Down" oraz subtelne wyznanie w "Hey Jupiter".
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Grozi estetycznym kalectwem
(2006-10-06)
Krzysztof
Bebek
Więcej o recenzencie
W swojej kolekcji mam dziesiątki płyt "wyrytych na blachę", dziesiątki ukochanych, dziesiątki osłuchanych i dobrze znanych i tylko jeden szczerze znienawidzony i nigdy w całości nieprzesłuchany. To właśnie "Boys For Pele" zasłużył sobie u mnie na to "szlachetne" wyróżnienie. Dlaczego? Bo ta płyta to muzyczny i formalny bełkot, przerost formy nad treścią, apoteoza manieryzmu. Tori chyba za szybko uwierzyła, że jest damskim prorokiem, bądź o zgrozo, co bardziej prawdopodobne, damskim mesjaszem. Płytę trzymam tylko ze względu na jeden utwór, mianowicie "Hey Jupiter". Po prostu ładny. I tylko z tego powodu dwie gwiazdki zamiast jednej.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji