Nagrodzony Grammy artysta znany światu jako Nelly, przełamuje czteroletnie milczenie nowym, piątym w karierze albumem zatytułowanym "Brass Knuckles"!
Pochodzący z St. Louis raper, sprzedał dotychczas ponad trzydzieści milionów płyt. Także z nową płytą wiąże spore oczekiwania: "Nawet kiedy jesteś mistrzem, musisz wmawiać sobie, że to nie jest szczyt, że jeszcze nie wygrałeś. Musisz tak postępować nawet wbrew ludziom, którzy będą ci wmawiać co innego". Nelly jak widać nie wstydzi się takich wyznań i mówi dalej: "Nikt ci niczego nie da za darmo. Musisz ciężko pracować, żeby osiągnąć to czego chcesz. Musisz utrzymywać wysokie ciśnienie".
Nelly - Brass Knuckles: bez historii, bez histerii
(październik 2008)
Andrzej
Cała
Infomuzyka
Więcej o recenzencie
Aż cztery lata kazał nam Nelly czekać na swoje nowe dzieło. Patrząc na okładkę zastanawiałem się, czy przypadkiem nie spędził on tego okresu na siłowni, zaniedbując kwestie związane bezpośrednio z muzyką. Bez obaw - na szczęście tak źle nie jest.
Nowa płyta jednej z ikon mainstreamowego rapu to przyzwoita, ale tylko w kilku momentach porywająca, dawka muzyki. Wszystkiego mamy tu po trochu - klubowych hiciorów, mocnych numerów w super-gwiazdorskiej obsadzie, ballad, trafił się też nawet utwór zaangażowany politycznie, gdy u boku Nelly'ego rapuje sam Chuck D z legendarnego Public Enemy. Generalnie na jedną rzecz warto zwrócić uwagę - w zaledwie jednym kawałku na płycie nie ma żadnego gościa. Nie wiem, czy Nelly bał się wziąć większy ciężar odpowiedzialności za treść materiału na swoje barki, czy też chciał zamanifestować, że stać go na namówienie do współpracy każdej osoby, która mu tylko wpadnie do głowy, koniec końców trudno oceniać "Brass Knuckles" jako dzieło solowe. Jest to raczej nie posiadająca myśli przewodniej składanka potencjalnych singli.
Przy okazji rzuca się w oczy, że o ile względem gości Nelly naprawdę poleciał po bandzie (wymienię tylko tych najważniejszych - LL Cool J, Chuck D, T.I., Pharrell Williams, Fergie, Rick Ross, Snoop Dogg, Usher, Ashanti, Ciara, R. Kelly), o tyle obsada producencka to poza Pollow Da Donem, The Neptunes i Jermaine'm Dupri, raczej mało znani i kojarzeni ludzie. Efektem tego próżno szukać na albumie imprezowych petard do jakich przyzwyczaił nas Nelly ("Hot in Herre" czy "Grillz"), a temperatura najwyższy poziom osiąga przy "Hold Up", "Stepped On My J'z" i "Let It Go Lil' Mama" bardziej z powodu mocnych zwrotek aniżeli muzyki.
Umówmy się - wszystko na "Brass Knuckles" trzyma poziom i obyło się na szczęście bez totalnych popowych gniotów, ale też momentów, które naprawdę zapadają w pamięć po wysłuchaniu krążka jest niewiele. Czuć porządny budżet i pełny profesjonalizm wszystkich ludzi czuwających przy pracy nad płytą, trudno za to wyczuć jakąś pomysłowość, chęć zrobienia czegoś świeżego, ponadczasowego. W efekcie "Brass Knuckles" da się bezboleśnie raz czy dwa wysłuchać mając za dużo wolnego czasu i... I to stanowczo wystarczy. Przyzwoite hip-popowe dzieło, nic więcej.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji