Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Bring Ya To The Brink
Średnia ocena z 6 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Cyndi Lauper
- Firma fonograficzna:
-
Sony Music
, 2008
- Nr katalogowy:
- 88697065922
- Sprawdź inne tytuły:
-
Cyndi Lauper
| Posłuchaj utworów: |
| 1. High And Mighty |
|
| 2. Into The Nightlife |
|
| 3. Rockin' Chair |
|
| 4. Echo |
|
| 5. Lyfe |
|
| 6. Same Ol' Story |
|
| 7. Raging Storm |
|
| 8. Lay Me Down |
|
| 9. Give It Up |
|
| 10. Set Your Heart |
|
| 11. Gragb A Hold |
|
| 12. Rain On Me |
|
- Bring Ya To The Brink
- Wykonawca:
-
Cyndi Lauper
Czerwone buciki do tańca.
(2009-02-10)
Mateusz
Borkowski
Więcej o recenzencie
Bring Ya To the Brink, 11 album w trwającej już 25 lat karierze Cyndi Lauper przynosi mieszankę tanecznych brzmień według najnowszych klubowych trendów. Cyndi tworząc ten album chciała stworzyć coś bardzo energetycznego, z dobrym rytmem, tak by śpiewając nie nudziła się na scenie, był to też ukłon w stronę środowiska LGBT, które od lat wspiera jak nikt inny. Do współpracy zaprosiła wielu czołowych producentów –kompozytorów klubowej sceny jak Basement Jaxx, Digital Dog, Dragonette, Axwell, Scumfrog, Rich Morel, oraz Szwedzi Andreas Kleerup, Peer Åström, Johan Bobäck i Max Martin. Odwiedziła w tym celu też Anglię i Szwecję. Co ciekawe przy tego typu produkcjach, Cyndi nie ingerowała w partie wokalne, głos jest bardzo dobrze słyszalny, piosenki mają bardzo melodyjne i charakterystyczne dla jej twórczości refreny. Słychać po prostu, że śpiewa to dobra wokalistka, więc jest to płyta również do słuchania. Stylistycznie mamy tutaj reminiscencje lat 70 i 90!(retro taneczne Set Your Heart), oraz 80 (rewelacyjne Grab a Hold), a wszystko to zręcznie oprawione najnowszymi brzmieniami. Nic więc dziwnego, że nowe kompozycje szybko upodobali sobie DJ-e z całego świata. Same Ol’ Fucking Story dotarł do 1 miejsca Billboard Hot Dance Club Play, podobnie z hitowym już Into the nightlife, który oprócz 1 miejsca, doczekał się remiksów m.in. Soul Seekerz czy Laidback Luke. Słowa “I'll take ya till ya all spun up/Pitter, patter doesn't matter what you got” słyszane już były w niejednym europejskim i amerykańskim klubie. W kolejce czeka pulsujący „Echo”.
Warto również wspomnieć o stronie graficznej tego projektu. Okładka nawiązuje do słynnego angielskiego filmu „The Red Shoes” z 1948 roku o czerwonych baletkach, który zainspirował też kiedyś Kate Bush. Polaroidowe fotografie nawiązujące do fotorealizmu lat 70 wykonała niemiecka artystka Stefanie Schneider.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Wzorcowy pop z klubowym przytupem
(2008-09-11)
Art
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Legendarna Cyndi Lauper należy bez wątpienia do największych w muzycznym biznesie i od czasów wydania swojej debiutanckiej płyty, "She`s So Unusual", właściwie się nie zmieniła. Potwierdzeniem tego faktu jest najnowsze dzieło, przewrotnie zatytułowane "Bring Ya To The Brink". A mamy tutaj stylowy, nieco efekciarski pop, zanurzony w klubowym sosie, porywający uzależniającymi melodycznie refrenami ("Into The Nightlife", "Echo", "Same Ol` Story") oraz beatami niemalże w stylu... Daft Punk! Oczywiście nad tymi piosenkami unosi się także duch Madonny, zwłaszcza tej za czasów "Confessions On A Dancefloor", ale Lauper nie zdradza swojej muzycznej przeszłości i charakterystycznej stylistyki, jak to zwykła robić popularniejsza koleżanka z branży. Wciąż mamy do czynienia z typowym śpiewem Lauper, która dysponuje przecież interesującą barwą głosu i jedyną w swoim rodzaju artystyczną wrażliwością. Gęsta, dyskotekowa magma dzięki barwnej osobowości Amerykanki, wybrzmiewa świeżo, niebanalnie i jak zwykle przebojowo. Cyndi nie goni jednak przesadnie za modą a odświeża to, co ponad 20 lat temu przyniosło jej gigapopularność. Nie trudno się nie domyśleć, że płyta nie osiągnie nakładu porównywalnego chociażby z "X" Kylie Minogue, lecz podobnie jak australijska gwiazda, również i Cyndi przyspieszy bicie serc kochających inaczej oraz wszystkich zwolenników cukierkowego różu. Dystans, muzyczna inteligencja oraz niekłamana, naturalna ekspresja dowodzą na każdym kroku, iż ani przez moment nie mamy wątpliwości czyjej płyty w tym momencie słuchamy.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji