Detektyw Frank Bullit otrzymuje rozkaz ochrony człowieka, który ma zeznawać przeciwko mafii. Niestety informator ginie, a wszystko wskazuje na to, że zabójstwo zlecił ktoś z policji. Bullit postanawia go odnaleźć.
"Są gliniarze źli i dobrzy. I jest Bullit."
(2008-08-28)
Krzysztof
Czapiga
Więcej o recenzencie
Dla filmu policyjnego niewątpliwie najlepszym okresem był przełom lat 60. i 70. Powstały wtedy takie niekwestionowane arcydzieła jak "Blef Coogana" i "Brudny Harry" Siegela, "Bullit" Yatesa czy chyba najlepszy z nich "Francuski łącznik" Friedklina. Charakterystyczną cechą wszystkich tych produkcji był główny bohater - samotny policjant, nie stroniący od przemocy i nielegalnych działań, dla którego liczyło się tylko rozwiązanie zagadki i doprowadzenie sprawy do końca, nie ważne jakimi metodami. W każdym z tych filmów bohater musiał stawić czoła wszechobecnej korupcji, opieszałej biurokracji i wiernym paragrafom przełożonym. W finale klasycznego filmu policyjnego często dochodziło do samosądu, który ostatecznie zacierał cienką granicę między policjantem a kryminalistą. W centrum filmu Yatasa cały czas pozostaje postać Franka Bullita, którą brawurowo odtwarza McQueen, poszerzając wizerunek samotnego policjanta o wewnętrzne dylematy i rozdarcia. Obcując na co dzień ze zbrodnią i przemocą, powoli przesiąka złem. Metody działania zbliżają go niekiedy do bezwzględności osób, które zobowiązany jest ścigać - to właśnie postać Bullita sprawia, że film na długo zapada w pamięć. Nie do przecenienia jest popisowa sekwencja samochodowego pościgu. Może ona śmiało konkurować z najwybitniejszymi dokonaniami filmu na tym polu - sceną z "Francuskiego łącznika" czy "Mad Maxa". Na początku rozgrywa się pośród uciążliwych ulic San Fransico, później już poza miastem, gdzie samochody mogą rozwinąć pełną prędkość. Scena ta, w znacznym stopniu ze względu na nagrodzony Oscarem montaż Kellera, posiada znakomicie dawkowaną dramaturgię. Popisowym i pomysłowym zastosowaniem możliwości montażu jest również końcowa akcja rozgrywająca się na lotnisku. "Bullit" w znacznej mierze przyczynił się do konsekwentnie budowanej legendy McQueena. Przez większość filmów pozostawał on małomównym twardzielem, którego od słów bardziej określają czyny. Mimo że wielokrotnie powracał do tego wizerunku, to właśnie w "Bullicie" zyskał swój najpełniejszy wymiar. Film oczarowuje sugestywnym klimatem, świetną dramaturgią i rzetelnym aktorstwem. Płynnie wtapia się w klasyczne filmy policyjne, który to nurt owocnie i w nowatorski sposób współtworzył.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji