Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Byczki w pomidorach
Średnia ocena z 23 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Joanna Chmielewska
- Wydawnictwo:
-
Klin
, Maj 2010
- ISBN:
- 978-83-62136-03-2
- Liczba stron:
- 434
- Wymiary:
- 125 x 195 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Joanna Chmielewska
Powraca świat Alicji. Znów stado zaprzyjaźnionych osób pęta się po cudownym ogródku i kulinarnie szaleje w kuchni. A gospodyni jak zwykle otwiera drzwi przed każdym, częstuje jajkiem na śniadanie, wypija niezmierzone ilości kawy i zabrania zaglądać do lodówki. Nawet do wiecznie głodnego Marianka demonstruje autentyczna słabość. I oto wizyta nowej pary przynosi obrzydliwość w powietrzu. On - oblizuje łyżki i widelce, rzuca się na szyję nowo poznanych dam, zżera robaczki ze stołu i udaje, że zna się na winach...Ona - kamiennie milczy, ostrożnie chodzi i podobno umiera z miłości do niego. A gdy on nie wraca z pewnej wycieczki, interesuje się tym nawet pan Muldgaard...
- Byczki w pomidorach
- Autor:
-
Joanna Chmielewska
Duze rozczarowanie
(2011-06-06)
Teresa E
Więcej o recenzencie
Po latach nieczytania Chmielewskiej pomyślałam, że pani Chmielewska, lubiana i szanowana autorka, pisze przecież całkiem nieźle, więc postanowiłam kupić "Byczki..." jako lekturę wakacyjna. Co za rozczarowanie! Brak akcji, większość treści to właściwie dialogi o niczym, stereotypowe postacie, żadnego elementu zaskoczenia, niespodzianki... Czytając miałam nieodparte wrażenie że książka jest pisana trochę na siłę, a autorka niestety się wypaliła... Bardzo sobie cenię polską literaturę, i, prawdę mówiąc, jest tyle lepszych, choć może mniej znanych nazwisk na rynku literackim, że zdecydowanie nie wybrałabym tej książki.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
I to ma być niby kryminał...
(2010-12-14)
Ewa
Kot
Więcej o recenzencie
...firmowany nazwiskiem Chmielewska. Jak można się pomylić... Przebrnęłam przez tę pozycję do końca tylko z mojej naiwności, że może jednak coś odnajdę z klimatów jej poprzednich książek. Niestety, ani wszechobecnego humoru, ani porządnego trupa i wątku kryminalistycznego, ani nawet żadnego tajemniczego blondyna... Tylko kawa, alkohol i jedzenie, a może to był poradnik kulinarny?
Nie polecam, wręcz odradzam. A sama zabieram się do lektury... o np. "Romansu wszech czasów", aby pozbyć się uczucia niesmaku jaki odczuwam po lekturze "Byczków..".
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Co by tu...ugotować?
(2010-11-05)
NORBERT
WÓJCIK
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Sięgnąłem po tę książkę z ciekawości. Chciałem się przekonać, czy powrót do znanych miejsc i postaci sprawi, że czytanie będzie czystą przyjemnością. Przyznaję: przeczytałem szybko, ale bez szczególnego entuzjazmu. To, co od razu rzuca się czytelnikowi w oczy, to ogromne, wręcz gargantuiczne ilości jedzenia, jakie spożywają goście Alicji. Tu się przede wszystkim gotuje! Na dodatek plącze się pomiędzy bohaterami Marianek - aż trudno uwierzyć, że nie zginął przy pierwszej nadarzającej się okazji. Jest też wątek kryminalny - chyba najsłabszy punkt tej książki. Na całe szczęście język Chmielewskiej się nie zmienił, neologizmy to majstersztyk sam w sobie. I to jest najważniejszą zaletą tej książki.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
"To se ne wrati"... ale pomarzyć można!
(2010-10-07)
Fuine
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Nie czarujmy się może dłużej, szanowni czytelnicy i czytelniczki: są rzeczy, nawet w literaturze, należące wyłącznie do przeszłości. Co na przykład? Ano garbaty Lesio z pochodnią gnający przed pociągiem... pani Joanna włażąca przez okno do domu Alicji... ta sama pani Joanna wydłubująca się na wolność z francuskich kazamatów itd, itp. Nasze smędzenia i wezwania do autorki o wskrzeszenie atmosfery swych niezaprzeczalnie najlepszych powieści nie sprawią, że Lesio odrodzi się na nowo i w jeszcze piękniejszej wersji, pora więc zacząć cieszyć się tym, co nam dane, a do starszego wracać z łezką w oku. I przyznam, że owa łezka niemal mi się w oku zakręciła na pierwszej stronie "Byczków", gdzie pojawił się znów ciamciany brzuszek. Wiedziałam już że to nie będzie to - liczba niespecjalnie pochlebnych wcześniejszych recenzji mówiła sama za siebie - ale iskierka radości gdzieś tam mi zakwitła wstydliwym płomykiem. Bo wygląda na to, że po całej półce twórczości nowej i słabej pani Joanna pogodziła się chyba wreszcie z faktem, że jest najlepszą na świecie pisarką doby ludowego socjalizmu (z przymrużeniem oka), a nie zrodzonego nam się wściekłego kapitalizmu. Żadne tam nowobogackie posiadłości w Konstancinie, żadne układy wyścigowe (choćby nawet z Florencją), żadna policja ostatniego dwudziestolecia, pani Joanna bezwzględnie należy do czasów Alicji! A że "Byczki" do Birkerod wracają zaledwie 5 lat po wydarzeniach z "Wszystko czerwone", tak więc choćbym chciała, nie mogę nie odczuć wzruszenia. Klimat to już nie ten, zgadzam się z przedmówcami. Alicja w ciągu zaledwie pół dekady zdążyła zmienić się w zażartego kawopijcę, w ogrodzie gryzą świnie, reszta towarzystwa przypomina nienażarte wołoduchy. Dialogi są bardziej drętwe niż błyskotliwe. Akcja znikoma i praktycznie do wnętrza domu ograniczona. Elżbieta kamienna jak wcześniej, Olaf średnio śmieszny. Marianek jeszcze mniej, pan Muldgaard znikomy... a jednak złapałam się na pochłanianiu kartki za kartką z lekkim wypiekiem na obliczu, dopiero poniewczasie zauważywszy, że prawie zupełnie zignorowałam trupa! No fakt, kryminał to niby miał być, ale jakoś ten wątek zbrodniczy mało został wyeksponowany, a poczynania pangolina zdecydowanie przyćmiła Julia, żywa do przesady. Ogólnie więc rzecz biorąc doczytałam "Byczki" w try miga, częściowo z rozpędu po pierwotnym brzuszku, z odrobiną uciechy i zaledwie szczątkami ziewania. W porównaniu z dokonaniami ostatnich lat książka wypada zdecydowanie lepiej mimo jej zdumiewającego braku dynamiki. Dałabym jej czwórkę, gdyby nie świadomość, że można było lepiej. Sami wiecie... nogi pod czerwoną lampą... to se ne vrati.
(2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przytyłam chyba ze 3 kg...
(2010-08-08)
Kasia
Wita
Więcej o recenzencie
Książka bardzo słaba. Rzuciłam się na nią gdy tylko usłyszałam "Alicja, Muldgaard". Jednak to już nie to samo. Motywem przewodnim jest jedzenie, od samego czytania można przybrać na wadze. Przy każdym kolejnym pytaniu Alicji o kawę aż ćmiło mi się w oczach. W poprzednich książkach bardzo trudno było odgadnąć mordercę, natomiast w "Byczkach..." mordercę można było odgadnąć już na samym początku. W tę książkę trzeba się mocno wczytać, inaczej nie ogarniemy chaosu jaki w niej panuje, jest to trudne zwłaszcza na początku, kiedy padają różne kwestie powyrywane z kontekstu. Strona redaktorska też zawiodła, mnóstwo literówek. Nie wiem czy pani Chmielewskiej uda się wrócić do czasów mamusi, Lucyny, Teresy, Alicji i Pana Muldgaarda z czasów świetności. Jedynym atutem tej pozycji jest bezkonkurencyjny Marianek.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(23)