Krążek nie przynoszący rozczarowań, przyjemny, będący dobrą płytą filmową, ale na pewno nie wybitną
(2006-08-04)
Stanisław
Michalski
Więcej o recenzencie
W 1984 roku gitarzysta, wokalista i lider zespołu Dire Straits wykonał pracę zleconą na potrzeby filmu "Cal" w reżyserii Pata O'Connora. To drugi solowy album tego artysty. Rok wcześniej wydał on równiez filmową, znakomitą płytę "Local Hero", nagraną w 1982 roku wraz z całym składem muzyków Dire Straits i wieloma gośćmi, a pochodzące z niej fragmenty zostały włączone do stałego repertuaru jego macierzystej grupy. "Cal", choć nagrany z towarzyszeniem prawie całego podstawowego składu z sesji Brothers In Arms (poza klawiszowcem Alanem Clarkiem), co na pewno dodaje wielkiej atrakcyjności płycie, wraz z pomocą Paula Brady'ego i Liama O'Flynna nie jest tak świetnym soundtrackiem. Nie zmienia to faktu, iż jest bardzo ciekawy. Mark Knopfler pokazał tutaj, że we wspaniały sposób potrafi zagrać delikatnie, oszczędnie nie tracąc nic ze swojej specyficznej maniery. Jak na przykład w onirycznym "A Secret Place/Where Will You Go" albo bardzo podobnym pod względem muzycznym muzycznym "The Road". Na płycie mamy więc urocze kompozycje nie pozbawione pięknych melodii, które na długo zapadają w pamięć, jak choćby rozpoczynający wszystko "Irish Boy", będący krótkim utworem nawiązującym do tradycyjnej muzyki irlandzkiej, która od zawsze pasjonowała Knopflera. Ale jest tu dużo innych piosenek zachowanych w podobnym stylu, jak spokojna "Father And Son" lub "Potato Picking".
Bardzo dużo tu odniesień do Dire Straits. Nastrój niepokoju w "Fear And Hatred" albo zagrywki Marka w końcówce "Love And Guilt" ewidentnie kojarzą się z "Private Investigations" (to chyba najlepsze momenty na płycie), jak również "Irish Love", który można porównać do "Why Worry". Na zakończenie dostajemy długi "The Long Road", czyli coś w rodzaju podsumowania płyty z pięknym zwolnieniem, zmianą metrum w połowie i efektowną solówką gitarzysty na koniec.
"Cal" na pewno nie jest jakimś szczytowym osiągnięciem Knopflera, zachowuje jednak wiele ducha poczynań z Dire Straits (zwłaszcza z okresu "Love Over Gold" i "Brothers In Arms"), jednak nie można jej odmówić specyficznego, przyjemnego klimatu. Z drugiej strony to dobra płyta filmowa znakomicie ubarwiająca obraz O'Connora. Polecam ją przede wszystkim sympatykom twórczości Knopflera. Naprawdę, warto posłuchać.
(11 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji