Przepiękna, niesamowita płyta
(2007-06-28)
Szymon
Falkiewicz
Więcej o recenzencie
Carlosa Santane zna dzisiaj chyba każdy, nawet ktoś mało interesujacy się muzyka słyszał na pewno to nazwisko. Nazwisko gitarzysty legendy, który tak fenomenalnie zagrał ze swoim zespołem na Woodstock w 1969 r. (i jedna z nielicznych gwiazd tamtego okresu, która żyje do dziś), który na scenie muzycznej jest już od ponad 40 lat, którego brzmienie gitary jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych brzmień. Co prawda, muszę przyznać, że jego najnowsze popowe albumiki zupełnie do mnie nie przemawiają, ale doceniam go bardzo jako muzyka, gdyż wkłada serce i swoją duszę w grę na gitarze. Najbardziej odpowiadają mi jego nagrania z lat 1969-1977. No, ale przejdźmy do omówienia płyty "Caravanserai" z roku 1972. Płyty niezwykłej, magicznej i zdecydowanie najlepszej w całym dorobku Carlosa. Po wydaniu trzech zdecydowanie rockowych albumów ("Santana", "Abraxas", "Santana 3") gitarzysta zwrócił się ku muzyce delikatniejszej, spokojniejszej, wysublimowanej, mówiąc po prostu zainteresował się jazzem. Słuchał dużo Johna Coltrane'a, Milesa Davisa, Mahavishnu Orchestra. Zafascynowany ich muzyką postanowił zmienić klimaty. Pomógł mu w tym w znaczenym stopniu perkusista z jego zespołu Michael Schrieve. I rzeczywiście, "Caravanserai" to płyta bardzo mocno zahaczająca o jazz z elementami rytmów latynoamerykańskich, a nawet w jednym utworze z odrobiną funku ("Look Up To See What"s Coming Down"). Na tym albumie nie ma żadnych hitów w rodzaju "Jingo" czy "Evil Ways". Wokal pojawia sie dość rzadko i to tam, gdzie pasuje. Całosć jest niesłychanie lekka i uduchowiona. Doskonale pracuje sekcja rytmiczna, klawisze a sam Santana jak zwykle nie zawodzi. Prawdziwą perełką na płycie jest utwór "Song Of The Wind", w którym Carlos gra po prostu tak pięknie i finezyjnie, że momentami ma się wrażenie, że jego gitara płacze. Oczywiście gitarzysta pomagał sobie przy tworzeniu tego albumu rozmaitego rodzaju środkami odurzającymi, co najlepiej słychać w dwóch ostatnich kawałkach, które wręcz zwalają z nóg. Jest to jednak dość mało znana płyta, a wielka szkoda, bo to po prostu kawał pięknej, starannie opracowanej muzyki. Jak dla mnie to jeden z najlepszych albumów lat 70-tych. Daję absolutnie 5/5. Dopiero po wysłuchaniu tej płyty można w pełni docenić umiejetności Carlosa Santany.
(4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Santana na jazzowo
(2004-05-05)
Jacek
Podlewski
Więcej o recenzencie
Na tej płycie Santana ukazuje nam swoje jazzowe możliwości, które, trzeba przyznać, są imponujące. Całość jest delikatna, spokojna, nastrojowa, nie ma tu śladów dzikiej bębnowo-gitarowej kakofonii znanej z pierwszych płyt, jednym słowem - jeden z czołowych muzyków pokolenia "dzieci-kwiatów" nagle ujawnił się jako rasowy jazzman. Prawdziwe perełki z tego albumu to "Song of the wind" - utwór wyjaśniający, co znaczy "płacząca gitara Santany" oraz jedyny prawdziwie energiczny fragment płyty - "All The Love Of The Universe". Od strony technicznej Carlos czaruje jak zawsze, doskonale brzmi sekcja rytmiczna, zaskakująco dobry jest wokal - przez lata pięta achillesowa grupy. Album tworzą w większości autorskie kompozycje członków zespołu, lecz słyszymy tu także innowatorską interpretację Jobima -"Stone Flower". Interesująco brzmi także surowe, minimalistyczne "Future Primitive", wplecione między dwa szybsze utwory, wbrew pozorom doskonale komponujące się z nimi, zmieniające na chwilę styl i atmosferę, nie niszcząc uroku całości.
"Caravanserai" można by jeszcze długo analizować. Ale lepiej go posłuchać! :) Ta płyta to prawdziwa uczta zarówno dla fanów jazzu, jak i Santany!
(3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji