Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: China
Średnia ocena z 3 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Vangelis
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, Styczeń 1996
- Nr katalogowy:
- 8136532
- Sprawdź inne tytuły:
-
Vangelis
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Chung Kuo |
|
| 2. The Long March |
|
| 3. The Dragon |
|
| 4. The Plumb Blossom |
|
| 5. The Tao Of Love |
|
| 6. The Little Fete |
|
| 7. Yin & Yang |
|
| 8. Himalaya |
|
| 9. Summit |
|
- China
- Wykonawca:
-
Vangelis
Muzyczna lekcja sinologii
(2007-08-26)
MarS
Więcej o recenzencie
Vangelis wyrywa nas z Europy i ciągnie do Azji. Pierwsze chwile zdają się być zapełnione tłumem Chińczyków w czasie święta, gdy podrywają w górę mieniące się kolorami smoki. Po chwili wrażenie znika, zastąpione muzyką, która wydaje się znajoma. Ma w sobie ulotność wiosennego deszczu. Ten powoli zmienia swój bieg. Krople wirują wokół nas, kusząc tym, co jest za ich zasłoną. To współczesne Chiny, które nie są tylko krainą tradycji. Ich historia w XX wieku była bardzo burzliwa. Tę wieloznaczność Vangelis rozkłada na pojedyncze dźwięki, które gęstnieją i powoli rozszerzają muzyczny horyzont. Trudno o lepszy utwór, który by zaczynał trudną podróż do kraju zagadek i kontrastów. Oraz braku zrozumienia. Pozostaje intuicja Vangelisa, który bada swą wrażliwość na obce piękno. Drugi utwór próbuje za pomocą fortepianu dopełnić obraz. Ogarnia nas smutek i nostalgia. A przecież Chin nigdy nie utraciliśmy. To one próbują teraz zamieszkać w naszym sercu. Skąd będą domagać się skupienia na sobie uwagi. Trzecia opowieść o "smoku" podrywa nas z zamyślenia i buduje w ciągu zaledwie paru minut daleką podróż w obłokach, nad pagórkami i polami ryżowymi. Wśród szalonych kolorów, czerwieni smoka i błękitu przestworzy. Wraz z czwartym utworem fortepian i skrzypce definiują kwiat śliwy. Drobina natury zyskuje wielkość vangelisową elektroniką. Potem czas na narodowy punkt widzenia i czujemy już, czym śliwa jest dla Chińczyków. "The Tao of Love" wycisza nas na nowo. Rozczula i popycha swą delikatnością w świat, jakiego nie znamy. Vangelisa kusi, by opowiedzieć o codzienności niecodziennej, bo dalekiej i egzotycznej. "Małe święto" stara się przywołać obrazy, jakich nigdy nie widzieliśmy. Konieczne stają się słowa. Angielski w ustach Chińczyka jest jednak tak modulowany, że przestaje być na moment najbardziej nudnym i banalnym językiem. A my czujemy się zdezorientowani. "Ying i Yang" jest jak pojedynek w deszczu, gdzie wszystko dzieje się w umyśle. Postronny widz niczego nie rozumie. Wkrótce ta dezorientacja zostaje przemieniona za sprawą magii Vangelisa w to, o czym nie ma się odwagi mówić. Ten album można przeżywać właśnie tak trochę osobiście, trochę z dystansu. Zaskakuje, że to niecodzienne spojrzenie Vangelisa na Chiny nie doczekało się popularności. Wielu fanów muzyki elektronicznej słyszało "Chiński koncert" Jeana Micheala Jarre'a. Jednak bez albumu drugiego wielkiego elektronika wciąż będzie brakowało tego drugiego spojrzenia. I choć Francuza można wysoko cienić, choćby za wspaniałe widowiska, to jednak Grek wydaje się tym, który potrafi Chiny naprawdę przybliżyć. Bo robi to za pomocą małych i wielkich przestrzeni, zręcznie zmieniając perspektywę. Za sprawą
"Himalaya" wiem, że każdy powrót do albumu będzie jak wysnucie kolejnych obrazów. Ta ich potencjalność i trwanie w uśpieniu na płycie, czaruje bardziej niż obraz czy słowo. Bo żaden przewodnik czy film nie przygotuje nas na podróż do Chin, a Vangelis właśnie to robi. I wiemy, że będziemy musieli tam wyjechać, by się przekonać, co tak zafascynowało artystę, że swój album układał z kompozycji, które słucha się, jak tylko można czytać wspaniałą i zagadkową poezję. Ta synestezja (dźwięki = słowa, obrazy, zapachy) króluje na "China". I gdy dotrzemy poprzez "Himalaya" na "Szczyt", będziemy tęsknić za obrazem Chin z wysokości, który nam umknął wraz z ostatnimi dźwiękamI.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Wschód i Zachód połączone
(2007-05-30)
Przemysław
Bryk
Więcej o recenzencie
Vangelisa muzycznych wojaży część dalsza - po wysoce eksperymentalnych, a zarazem nieco słabiej ocenianych albumach "Spiral" i "Beaubourg" grecki kompozytor nie poprzestał na szukaniu nowych dźwięków i impresji. Inspirując się tradycyjną muzyką Dalekiego Wschodu stworzył i wydał w 1979 roku kolejny album - "China". Dzieło znacznie przystępniejsze dla przeciętnego słuchacza niż poprzednie dwie płyty, z tego też względu znacznie wyżej oceniane. Łącząc muzykę Wschodu z Zachodem Vangelis starał się połączyć brzmienia elektroniczne syntezatora z akustycznymi chińskich instrumentów i w pełni mu się to udało. Zasadniczo nie należę do entuzjastów muzyki Dalekiego Wschodu, ale albumowi "China" oprzreć się nie zdołałem. Vangelisowi udało się w czterdziestu minutach muzyki zawrzeć tajemniczość i mistykę Chin. Choć do miłości w moim przypadku daleko, "China" potrafi zauroczyć słuchającego, ot choćby dzięki takim utworom jak "The Tao of Love", "Himalaya" czy "Chung Kuo", który rozpoczyna płytę. Aż ma się ochotę przenieść do Chin, najlepiej tych starożytnych. Znajdziemy tu utwory żywe, dynamiczne, a także spokojne i niemal poetyckie - różnorodne jak kultura i tradycja narodu chińskiego. Tenże szósty studyjny album Vangelisa to dzieło warte swojej ceny, muzyka z "China" jest barwna i klimatyczna, a co najważniejsze - miło się jej słucha. I choć wymieniłbym lepsze kompozycje w karierze greckiego muzyka, to "China" plasuje się w czołówce. I to naprawdę wysoko. Polecam.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Orientalny eksperyment - wschód i zachód połączone
(2007-05-27)
Przemysław
Bryk
Więcej o recenzencie
Vangelisa muzycznych wojaży część dalsza - po wysoce eksperymentalnych, a zarazem nieco słabiej ocenianych albumach "Spiral" i "Beaubourg" grecki kompozytor nie przestał szukać nowych dźwięków i impresji. Inspirując się tradycyjną muzyką dalekiego wschodu stworzył i wydał w 1979 roku kolejny album - "China". Dzieło znacznie przystępniejsze dla przeciętnego słuchacza niż poprzednie dwie płyty, z tego też względu znacznie wyżej oceniane. Łącząc muzykę wschodu z zachodem Vangelis starał się połączyć brzmienia elektroniczne syntezatora z akustycznymi chińskich instrumentów i w pełni mu się to udało. Zasadniczo nie należę do entuzjastów muzyki dalekiego wschodu, acz albumu "China" odmówić sobie nie zdołałem. Vangelisowi udało się w czterdziestu minutach muzyki zawrzeć tajemniczość i mistykę Chin. Choć do miłości w moim przypadku daleko, "China" potrafi zauroczyć słuchającego, ot choćby dzięki takim utworom jak "The Tao of Love", "Himalaya" czy "Chung Kuo", który rozpoczyna płytę. Aż ma się ochotę przenieść do Chin, najlepiej tych starożytnych. Znajdziemy tu utwory żywe, dynamiczne, a także spokojne i niemal poetyckie - różnorodne jak kultura i tradycja narodu chińskiego. Tenże szósty studyjny album Vangelisa to dzieło warte swojej ceny, muzyka z "China" jest barwna i klimatyczna, a co najważniejsze - miło się jej słucha. I choć wymieniłbym lepsze kompozycje w karierze greckiego muzyka, tak "China" plasuje się w czołówce. I to naprawdę wysoko. Polecam.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji