Koszyk pusty

Dostawa za darmo!
Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Chodźcie, idziemy

Chodźcie, idziemy

Janusz Rudnicki  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

okładka: twarda
nośnik: druk
liczba stron: 192

Produkt niedostępny
do przechowalni

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

- polecamy

Janusz Rudnicki - zobacz więcej »

Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...

Inni klienci oglądali również...

    Pełny opis produktu: Chodźcie, idziemy

      Średnia ocena z 2 recenzji (Dodaj własną)

    Autor:
    Janusz Rudnicki
    Wydawnictwo:
    WAB , Październik 2007
    Seria:
    Archipelagi
    ISBN:
    978-83-7414-282-3
    Liczba stron:
    192
    Wymiary:
    125 x 195 mm
    Sprawdź inne tytuły:
    Janusz Rudnicki
    Jest rok 1995. W jednym z gdańskich wieżowców wybucha gaz. Czterej pozbawieni dachu nad głową lokatorzy i polski pisarz, który w tym samym dniu wrócił na stałe do kraju, z Niemiec, postanawiają udać się w podróż do Niemiec. Dołączają do grupy robotników przymusowych z okresu drugiej wojny światowej, mających zamiar wymóc na niemieckich władzach podwyżkę odszkodowań. Droga tej groteskowej procesji pełna jest wybojów. Aresztowanie na granicy, wypadek drogowy, okradanie zwłok ofiar alianckich nalotów, strzały niemieckich saperów w polskim konsulacie i bomba niewypał, której rozbrajanie powoduje gigantyczny korek, to tylko niektóre z ich przygód. W Chodźcie, idziemy Rudnicki nie po raz pierwszy objawia się jako mistrz groteski i czarnego humoru. Jego książka to konglomerat gatunków, powieść pikarejska łączy się tu z dramatem i kroniką wydarzeń. Głównym bohaterem, a zarazem narratorem Chodźcie, idziemy jest postać dobrze znana czytelnikom Prudnickiego, polski pisarz, emigrant-nieemigrant, kpiarz i niestrudzony prześladowca tzw. polskich problemów. To literatura przesiąknięta duchem karnawału, szalona i oczyszczająca.

    Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

    Chodźcie, idziemy
    Autor:
    Janusz Rudnicki

    Obraz Polaka bez pozłoty (2009-03-06)

    Maciej Bylczyński  Więcej o recenzencie

    "Obracam zdania i tyle..." mówi znany literat - E. I. Lonoff - z Cienia pisarza Philipa Rotha. Autorowi "Mojego Wehrmachtu" również obce jest zadęcie towarzyszące poczuciu pisarskiej misji. Swój rozpadający się pod wpływem eksplozji gazu blok odważnie zestawia z katastroficzną wizją okrutnych rzezi na Kresach – jakie są dominantą innego prozaika osiadłego w Niemczech – Włodzimierza Odojewskiego (tym ostrzejsza to paralela, że Rudnicki nie kryje, że zapamiętanemu przez niego Heimatowi daleko od mlekiem i miodem płynącej, mitycznej Arkadii, to raczej jakieś menelskie blokowisko rodem z filmów Barei). O ile jednak przesłaniem zbioru tego ostatniego – "Jedźmy, wracajmy" (z roku 2000) - jest czytelna konkluzja, by nie rozdrapywać z takim trudem zabliźnionych ran, by... nie jechać, wracać, bo nawet literackie powroty do utraconej Arkadii muszą być skazane na ból, obciążone ojczyźnianą agorafobią, która raz na zawsze wszczepili bohaterom Odojewskiego rosyjscy i niemieccy żołdacy, o tyle w literackiej kategorii pamięci Rudnickiego jest miejsce na dystans, który umożliwia mu zaproszenie nas do nowego odkrywania siebie, naszych sąsiadów, twórczego poznawania historii najnowszej. Stąd jego czytelne zaproszenie: "chodźcie, idziemy"... Ktoś zarzucił onegdaj Rudnickiemu, że jest "pisarzem ,który mówi, nic nie mówiąc", stylistycznym chuliganem, słownym "żonglerem z Hamburga". Prawda – wywodzący się ze śląskiej ziemi prozaik polemizuje z romantyczną recepcją swojej małej ojczyzny, bo "człowiek powinien być większy od kontekstu. Człowiek to nie żarówka, żeby każda sytuacja wkręcała go w swoją oprawkę, a on świecił kiedy ona chce". Toteż bohaterowie jego książek (Mleczarz, Pinkerton, Dostojewski, Madame Butterfly...) są niczym z eseju niemieckiej badaczki literatury - Claudi Benthiem (Mannlichkeit als Maskarade) – mali, "skurczeni jak po praniu", marionetkowi, przypadkowi. Przy czym fabuła jego utworu wyraźnie nawiązuje przecież do faktów (historii hamburskiego cmentarza, demonstracji byłych robotników przymusowych w III Rzeszy etc.). Wsiadać przeto do tego teatru absurdu, Pociągu życia (Train de vie)…? Jechać, czy nie jechać? Z Rudnickim – owszem – można – i na Kresy, i na Zachód. Jechać więc jak najbardziej! Co więcej – dzięki takim pisarzom na Obczyźnie nasze wyjazdy stają się łatwiejsze, mądrzejsze, dojrzalsze. Mamy ważnego ambasadora pojednania polsko - niemieckiego w Hamburgu. Głos gombrowiczowski, w kostium błazna przybrany. Podszyty absurdalnym humorem, jadowitą satyrą i niemal szaleństwem. Ale to mądry błazen – Stańczyk. Tylko wychodząc z "Okopów Świętej Trójcy" możemy otworzyć się na drugiego człowieka. Czy aby tylko wszyscy jesteśmy gotowi na obraz Polaka bez pozłoty?

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Polak z Niemcem - dwa bratanki? (2007-12-05)

    Jarosław Czechowicz  Więcej o recenzencie

    Książka Rudnickiego dzieli się na cztery dramatyczne akty i zawiera swoiste uzupełnienia tychże aktów, które poznajemy na końcu. Ta wymykająca się próbom klasyfikacji powieść rozpoczyna się niczym dzień Adasia Miałczyńskiego z "Dnia świra" w połączeniu z sytuacjami nakreślonymi przez serial "Alternatywy 4". Oto bowiem główny bohater wychodzi na klatkę schodową usmarowany pastą do butów, którą to wysmarował się z nudów. Odbiera paczkę od listonoszki, zatrzaskuje własne drzwi i próbuje przez balkon sąsiada dostać się do własnego mieszkania. I w pewnym momencie rozlega się wielkie "bum", po którym dwa piętra wieżowca zapadają się pod ziemię. Autor wychodzi od autentycznego zdarzenia, ale dalsza część powieści daleka będzie od autentyzmu, choć w swej grotesce i sarkazmie mocno zbliży nas do pewnych prawd. Rudnicki dokonuje sztuki bardzo trudnej, albowiem realną tragedię próbuje ukryć pod maską surrealistycznej wizji. Tytułowa apostrofa kieruje nas w stronę galerii dziwacznych postaci, które po stracie własnych mieszkań po wybuchu gazu, udają się w niezwykłą podróż (pielgrzymkę?) ku zachodnim granicom kraju. Po jej przekroczeniu przeżyją mniej lub bardziej prawdopodobne przygody, ale całość nabiera sensu dopiero wówczas, gdy spojrzymy na tę książkę jako na swoiste rozliczenie się z polskimi przywarami narodowymi naświetlonymi kontrastowo obok niemieckiej historii i teraźniejszości.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Książki - Zapowiedzi - zamów już dziś!

    Książki - wszystkie zapowiedzi »

    Książki - Nowości - polecamy!

    Książki - wszystkie nowości »

    Książki - Promocje - kupuj i oszczędzaj!