| Utwory: |
| 1. Arnold Schoenberg: Violin Concerto, Op.36 - Poco Allegro |
|
| 2. Arnold Schoenberg: Violin Concerto, Op.36 - Andante grazioso |
|
| 3. Arnold Schoenberg: Violin Concerto, Op.36 - Finale. Allegro |
|
| 4. Jean Sibelius: Violin Concerto in D minor, Op.47 - Allegro moderato |
|
| 5. Jean Sibelius: Violin Concerto in D minor, Op.47 - Adagio di molto |
|
| 6. Jean Sibelius: Violin Concerto in D minor, Op.47 - Allegro, ma non tanto |
|
Hilary Hahn z podciętymi skrzydłami
(2008-06-27)
Magda
Talik
Więcej o recenzencie
Od kilku lat akcje Hilary Hahn w świecie muzycznym konsekwentnie zwyżkują. Najzdolniejsza z amerykańskich skrzypaczek młodego pokolenia zaskakuje zwłaszcza w nagraniach. Jej motoryczne koncerty Bacha, subtelne i finezyjne sonaty Mozarta czy nostalgiczny koncert Elgara budzą podziw dla talentu i zachwycają świeżością odczytania. Dlaczego więc przy najnowszej płycie Hahn trzeba powściągnąć dotychczasowy entuzjazm? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wydawało się, że dzieło Jeana Sibeliusa jest stworzone dla Amerykanki. Tajemnicze i refleksyjne, ale zarazem pełne żarliwości a Hahn udowadniała już, że potrafi takie emocje świetnie uzewnętrznić. Jednak rejestracja koncertu op. 47 sprawia wrażenie, jakby powstała zbyt późno, jakby pasja skrzypaczki zdążyła ostygnąć przez lata oswajania się z kompozycją. Jak twierdzi sama Hilary Hahn, już w dzieciństwie słuchając nagrania miała świadomość, że ten koncert zbija ją z tropu, stanowi zagadkę. Wygląda na to, że wciąż nierozwiązaną, mimo że ostatnio skrzypaczka regularnie mierzyła się z nim na scenie. Wykonania "live" mogły się podobać, jednak na płycie Hahn gra jakby z podciętymi skrzydłami, przyciężko i zbyt przewidywalnie. Nie wspiera jej też Szwedzka Symfoniczna Orkiestra Radiowa w przeciętnej formie, choć przecież pod batutą uznanego Esy-Pekki Salonena. Jednak brak zaangażowania to grzech większy niż drobna nawet omyłka a solówki instrumentów dętych w pierwszej części są, niestety, mocno wymuszone (czyżby surową batutą?). Nie wspominając o zbyt gęstym brzmieniu orkiestry, w którym giną wszelkie niuanse. Co ciekawe, zupełnie inny zespół słyszymy w otwierającym płytę koncercie Arnolda Schönberga - dynamiczny, wchodzący w żywy dialog z solistką, oddający w bezbłędny sposób dramatyczny, nerwowy rys kompozycji. Inna jest tu też sama Hilary Hahn, poruszająca się znacznie swobodniej w trudnej dodekafonicznej strukturze niż, wydawałoby się, łatwiejszym dla niej postromantycznym dziele fińskiego twórcy. Być może wpływ na to cudowne przeobrażanie miał późniejszy (niż w przypadku koncertu Sibeliusa) termin nagrania a może po prostu muzyczne preferencje. Ta płyta jest bowiem dowodem na to, że czasem warto się zatrzymać, wsłuchać w siebie i mieć odwagę powiedzieć "nie" nawet jeśli agenci czy wytwórnia krzyczą "tak". To powinna być cenna lekcja dla Hilary Hahn, bo przed nią jeszcze wiele lat niełatwych muzycznych wyborów. Oby były czynione z przekonaniem.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji