Tom zawiera mniej znane baśnie Andersena, które pozwalają dostrzec wszystkie zalety jego wspaniałego pisarstwa-humor,liryzm,metafizyczną głębię. Dzięki świetnemu tłumaczeniu pani Bogusławy Sochańskiej, która wszystkie baśnie przełożyła bezpośrednio z duńskiego, docieramy do Andersena prawdziwego-prostego i finezyjnego zarazem.Trafiającego zarówno do czytelnika dziecięcego,jak i dorosłego. Oprócz tytułowej baśni mamy tutaj tak piękne utwoty jak "Lodowa Pani","Ole Śpijsłodko","Bzowa Babuleńka","Len","Stokrotka" czy "Pięc ziarnek grochu".
Andersen w nowej szacie
(2009-07-03)
Be
El
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Jestem podróżnikiem raczej kanapowym - zwiedzam (niestety) świat oczami innych. Ale właśnie dzięki temu zupełnie przypadkiem dowiedziałam się o nowym przekładzie baśni Andersena. Otóż jakiś czas temu w jednym z artykułów zapytano Bogusławę Sochańską, dyrektorkę Duńskiego Instytutu Kultury w Polsce, o wymarzony cel podróży. Odpowiedziała wówczas - Od niedawna najbardziej marzę o Szwajcarii. Wśród trzech grubych tomów baśni i opowieści Andersena, które ostatnio na nowo tłumaczyłam na polski - baśni dla wszystkich, dzieci i dorosłych, jest przepiękna "Lodowa pani". Opowiada o romantycznej miłości, a akcja toczy się w Alpach Berneńskich. Nigdy nie miałam potrzeby jeżdżenia w Alpy, ale teraz chciałabym przemierzyć je szlakiem bohatera baśni. Z Grindelwaldu, mijając szczyt Jungfrau, przejść przez przełęcz Gemmi nad Jezioro Genewskie i dojść aż do Montreux - tak to sobie przynajmniej wyobrażam. [Gazeta Wyborcza - Turystyka]
I już żadne podróże nie były ważne. Artykuł, jak wszystko zresztą, co wiąże się z moimi ulubionymi książkami i autorami, zapobiegliwie zachowałam. No i zaczęłam wyglądać nowych baśni duńskiego pisarza w księgarni. Obok tych najbardziej znanych pojawiła się na naszej półce "Córka króla moczarów" i inne baśnie. Wprawdzie bez cytowanej "Lodowej pani", ale również piękne. Tytułowa baśń - po raz pierwszy, użyję tu starszego wyrażenia, spolszczona. Bogusława Sochańska wykonała naprawdę tytaniczną pracę.
Baśnie Andersena to moje dzieciństwo. Pamiętam jak w szkole czytano nam "Dzieje życia" pisarza. My, w niebieskich fartuszkach, siedzieliśmy zasłuchani w starych zielonych ławkach, w których były jeszcze dziurki na kałamarz. A potem usłyszeliśmy Calineczkę, Księżniczkę na ziarnku grochu, Brzydkie kaczątko. To moje najpiękniejsze wspomnienia i pierwsze szczere literackie wzruszenia. Choć przyznaję - największe wrażenie zrobiła na mnie czytana już w domu - "Choinka". Bardzo ją przeżywałam. Smutek niepotrzebnego po świętach drzewka, przemijanie, odstawienie w kąt, powolne umieranie na strychu - płakałam razem z drzewkiem. Po nowe baśnie sięgnęłam z ciekawości. Wszyscy znają przecież Andersena i jego baśnie - jak Polska długa i szeroka. Teksty tłumaczone przez Jarosława Iwaszkiewicza, Stefanię Beylin i Stanisława Sawickiego, ilustracje Szancera. Dla wydawnictwa Media Rodzina było to z pewnością niesamowite wyzwanie. Muszę przyznać - jestem pod wrażeniem - pięknego tłumaczenia, bezpośrednio z duńskiego, które uchwyciło to, co niekiedy ginie w przekładzie - humor, ironię, groteskę, anegdotę i filozofię; oryginalnych ilustracji Aleksandry Kucharskiej - Cybuch. Do tego bardzo staranna i przemyślana otoczka wydawnicza. Mogłabym tak długo och-ać i ach-ać.
(5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji