Joe znowu nie zawiódł
(2001-05-13)
Przemek
Hirniak
Więcej o recenzencie
Po wydaniu w 1996 roku koncertowego albumu "G3 - Live In Concert" Joe Satriani uraczył nas kolejnym studyjnym albumem o wdzięcznej nazwie "Crystal Planet". Bardzo różnorodny to album, ale to wciąż ten sam Satch, którego gra jest bardzo charakterystyczna. Joe znowu ukłonił się w stronę rocka, wprowadzając tu i ówdzie nowe rozwiązania m.in. z muzyki techno. Większość sobie pomyśli zapewne:" Satriani i komputery, koniec świata !". Otóż wcale nie koniec, bo utworów z zapożyczeniami z muzyki techno jest tylko kilka, a jeśli już są, to trzeba bardzo mocno wytężyć słuch, żeby je usłyszeć. Satch udowodnił, że ma również pojęcie o muzyce techno i że potrafi ją z pozytywnym skutkiem wprowadzać do swojej muzyki. A jaki jest sam "Crystal Planet" ? Bardzo różnorodny. Owierający album "Up In The Sky" wprost porywa, a nawet przenosi do nieba. Oczywiście za sprawą szybkiej gitary, której dzielnie sekunduje sekcja rytmiczna złożona z basisty Sturta Hamma i perkusisty Jeffa Campitelliego - dwóch wybitnych muzyków sesyjnych, z których pierwszy udzielał się m.in. na płytach Steve'a Vaia. Powracając do płyty...Drugi w kolejności jest "House Of Bullets". Bardzo bluesowy kawałek, a to za sprawą basu, który w tym przypadku obsługuje sam Satch. Trzecie miejsce na płycie zajmuje utwór tytułowy, który jest wprost piękny. Gitara śpiewa i nie trzeba wcale wokalisty. Szczególnie wyróżnia się końcówka utworu, w której Satch daje upust swej wściekłości. Potem jest chwila wytchnienia: "Lights Of Heaven" i "Trundrumbalind" to spokojne utwory. "Lights Of Heaven" zaskakuje swoim wyrafinowaniem. Dużo tu robi bas. Wraz z gitarą i perkusją świetnie oddają klimat tego kawałka. "Światła nieba" w wykonaniu Satcha są bardzo jasne i piękne. "Raspberry Jam Delta - V" i "Ceremony" zdaje się niczym nie zaskakiwać, ale w "Raspberry..." gitara otwierająca utwór chce coś powiedzieć do słuchacza. Ciekawie co? Potem jest utwór, który na długo pozostaje w pamięci. Przynajmniej w moim przypadku tak było. "With Jupiter In Mind" zachwyca dźwiękami gitary, którą Joe opanował już chyba do perfekcji. Jedenasty w kolejności - "Secret Prayer" potrafi wprowadzić słuchacza w dziwny trans, a to za sprawą dość wolnego tempa i przepięknej suity gitarowej. "A Train Of Angels" jest szybkie jak na "Pociąg Aniołów" przystało. W tym utworze swoje kompozytorskie pięć groszy dorzucił pięcioletni wtedy syn Satcha. Może rośnie nam nowy wirtuoz gitary? Nic dziwnego, jak się ma takiego tatę... Kolejny kawałek - "A Piece Of Liquid" jest bardzo wolny. Kończy się i nagle dostajemy kopa od "Psycho Monkey". Bardzo ciekawy rytm. W ogóle w tym utworze bardzo dużo robi sekcja rytmiczna. Potem mamy przedostatni już "Time". Przeplata się w nim bardzo dużo pomysłów. Jest miejsce na gitarę akustyczną, jest troszkę techno, które tylko uatrakcyjnia utwór, ale najlepsza jest przepiękna solówka Satrianiego. Gdy jej słucham, to chciałbym, żeby nigdy się nie skończyła, ale jak wiemy wszystko co dobre szybko się kończy. Po "Time" mamy jeszcze "Z.Z.S' Song" zadedykowany synowi Satcha. Sam tytuł mówi o zawartości tego utworu. Zzzz...może się przecież kojarzyć tylko z jednym - ze spaniem. Przy tym utworze zdarzyło mi się zasnąć już nie raz. Sama gitarka i nic więcej. I to już niestety był ostatni utwór. A jest ich na "Crystal Planet" piętnaście. Joe nagrał album różnorodny i bardzo dobry zarazem. Więc proszę włożyć płytę do odtwarzacza, wcisnać "play", wygodnie usiąść i odlecieć na "Kryształową Planetę". Pobyt na niej będzie niezapomniany. Zapewniam.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji