Tytułowy "człowiek w ciemności", August Brill, emerytowany krytyk literacki po przejściach, cierpi na chroniczną bezsenność. Przykuty do łóżka w domu córki opowiada sobie historie, byle jak najdalej odegnać myśli od nieszczęść, o których wolałby zapomnieć: niedawnej śmierci żony i ohydnym publicznym zamordowaniu narzeczonego wnuczki. W jego wyobraźni rodzi się cały równoległy świat, w którym Ameryka nie toczy wojny z Irakiem, lecz sama z sobą; co prawda wieże World Trade Center stoją tutaj nienaruszone, ale wybory prezydenckie z roku 2000 doprowadziły do krwawej secesji i wybuchu wojny domowej. Wyparte myśli domagają się jednak głosu: na krótko przed świtem Brill otworzy swoje wnętrze przed ukochaną wnuczką.
Jest to poruszająca powieść o naszym ogarniętym wojną świecie, zarazem gorzka satyra polityczna i niełatwa historia rodzinna, której bohater śmiało spogląda w czarną bezdeń nocy i odnajduje radość w prostych codziennych czynnościach.
Człowiek tworzący
(2008-11-07)
Krzysztof
Bruszewski
Więcej o recenzencie
Jest coś niezwykle śmiesznego w polskich wydaniach książek Austera: większość z nich ma coś z Nowego Jorku na okładce. Drapacz chmur najczęściej, bo on duży i wszyscy wiemy o jakie miasto chodzi. Zgoda: Auster jest przesiąknięty nowojorskim intelektualizmem, co rusz tworzy bohaterów literackich, którzy przekładają książki nad masturbację. (w pierwszej jego powieści, The New York Trilogy jego bohater, porte parole autora czyta Waldena Henrego Thoreau).
Lecz nie o to przecież autorowi chodzi. Jego najnowsza powieść, należący do krótkich form "Człowiek w ciemności" to próba szukania genezy powstawania fikcji literackiej: po ludzku: dlaczego ludziom chce się tworzyć. Nie tak dawno Pamuk oznajmił światu, że zasiada do pisania kiedy nachodzą go nuda tak wielka, że nie może nic ze sobą zrobić. Podobnie August Brill, emerytowany krytyk literacki, nie mogąc zapaść w sen, zaczyna sobie opowiadać historię mężczyzny, który budzi się w świecie, gdzie 11/09 się nie zdążył. Oczywiście rzeczywistość ta ma swoje problemy, o których w recenzji nie można pisać. W końcu losy Bricka, tak się nazywa fikcyjny bohater, splatają się z losem jego twórcy. Auster snuje dwie opowieści, nie zadając sobie trudu rozłączania wątków, nie ma tu żadnych rozdziałów i paragrafów. Strukturalny prymitywizm ma posłużyć podkreśleniu nierozłączalności losów dwóch głównych bohaterów. Oba wątki są podporządkowane polityce, ten dziejący się w naszym świecie może jeszcze bardziej, niż ten drugi. August Brill mieszka ze swoją wnuczka, której chłopak zginął pracując dla agencji w Iraku. Młoda kobieta wraca do rodzinnego domu, gdzie jest jeszcze jej matka, pisząca swą powieść. Auster wyraża po raz kolejny swą niechęć do administracji Busha i polityki Korporacyjnej Ameryki. Jest w tym bardzo bliski do Naomi Klein i jej poglądów zawartych w "The Shock Doctrine".
Jeżeli już zacząłem o intelektualistach: Brill jest też oczywiście dobrze wyedukowanym, bardzo przyzwoicie się wysławiających białym mężczyzną. W internecie można znaleźć "kilka tysięcy jego recenzji i listę nagród jakie dostał". Jego żona była muzykiem operowym. (Uwaga, akcent polski: ich pierwsze miłosne spotkania umożliwiła para profesorów uchodźców, wykładających na nowojorskiej uczelni). Wszyscy znajomi też mają przynajmniej jedno Phd (amerykański odpowiednik tytułu magistra). Auster czuje się komfortowo tworząc właśnie takie postaci. Dlatego też część opisująca losy Bricka jest o wiele słabsza. Arystoteles w poetyce pisze o prawdopodobieństwie: ile trzeba przemycić rzeczywistości do fikcji, by ta mogła uchodzić za przekonywającą. Auster eksperymentuje z tą teorią tworząc Amerykę 2, gdzie wszystko jest takie samo, zwyczaje, przesądy, ceny: na prowincji wszystko kosztuje 5 dolarów, tylko jeden element jest inny: terroryści nie zburzyli World Trade Center. Fikcyjność tej krainy podkreśla fakt, że Brick nie jest bohaterem powieści, jest kreacją bohatera tej powieści, Auster zrzeka się w ten sposób praw własności. Mamy więc fikcyjną krainę, która nie ma nic wspólnego z autorem, lecz z jego bohaterem.
Auster, manipulując zasadą prawdopodobieństwa, posunął się o krok dalej w swoim pisarstwie: nie jest już autorem, jest Kreatorem, to jego postaci tworzą światy.
Pozostaje pytanie dokąd teraz z tego miejsca pójdzie. (w każdym razie możemy być pewnym, że kolejna powieść też będzie mieć drapacz chmur na okładce).
(3 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji