Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: D-Day. Bitwa o Normandię
Średnia ocena z 4 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Antony Beevor
- Wydawnictwo:
-
Znak
, Kwiecień 2010
- ISBN:
- 978-83-240-1354-8
- Liczba stron:
- 600
- Sprawdź inne tytuły:
-
Antony Beevor
6 czerwca 1944 brytyjscy i amerykańscy żołnierze rozpoczęli inwazję na Normandię. Ten dzień przeszedł do historii jako D-Day. Przeprowadzona na gigantyczną i bezprecedensową skalę operacja, w której wzięło udział niemal trzy miliony żołnierzy, stała się początkiem końca Trzeciej Rzeszy. Antony Beevor - brytyjski historyk, który zdobył sobie fanów na całym świecie książkami takimi jak Berlin 1945. Upadek czy Walka o Hiszpanię - dotarł do wielu nie znanych wcześniej materiałów. Przeprowadził badania w 30 różnych archiwach, w 6 krajach, co czyni z D-Day najlepiej udokumentowaną książkę o bitwie o Normandię. Autor kreśli fascynujący obraz inwazji, której rozmiary zdumiały nawet Stalina. Dowodzone przez Eisenhowera wojska zaskoczyły Niemców, ale ci nie kapitulowali - dywizje Wehrmachtu i Waffen-SS podjęły próbę rozpaczliwie zaciekłej obrony. Efekt brutalnych walk wkrótce dotknął ludność cywilną, a północna Francja zamieniła się w krwawe piekło. Zwycięstwo zostało okupione ofiarą tak wielką, że nie pozwalało na pełną radość i miało wpływ na późniejsze relacje między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Beevor przedstawił te dramatyczne wydarzenia z rozmachem i obrazowością, której nie powstydziłaby się niejedna wojenna hollywoodzka superprodukcja. W stylu, który czytelnicy znają z jego Stalingradu, pokazuje prawdziwe doświadczenie wojny.
- D-Day. Bitwa o Normandię
- Autor:
-
Antony Beevor
Szybkobieży krążownik kal. 45 m(il)m(orskich)
(2010-07-14)
FabrykaRecenzji
Więcej o recenzencie
Autorska erudycja budzi podziw, umiejętność syntezy podobnie, nader wartościowe novum stanowi zaś uwypuklenie losów cywilów oraz analiza sporów aliantów o „francuskie cywilne koszty własne”. Bulwersować muszą obszerne relacje (nie pozbawione ostrych ocen) o częstym traktowaniu Francuzów przez żołnierzy USA niczym mieszkańców podbijanego terytorium: strzelaniu do uciekających, gwałty, molestowania, kradzieże. Nie mówiąc już nawet o, krwawych konsekwencji, plotce krążącej również wśród wyższych amerykańskich szarż (sic!) mówiącej o francuskich kobietach-snajperkach (kochankach Niemców) polujących aliantów. Z „Szeregowcem Ryanem” nie konweniuje też narracja o dobijaniu rannych i mordowaniu jeńców po obu stronach frontu. Prozy wojny u Beevora więcej niż kiedyś u Ryana, humoru, patosu i bohaterstwa o wiele mniej, choć też nie brakuje. Lektura znakomita, gdyby nie krążownik kieszonkowy kal. 45 mm ugrzęzły na mieliźnie przekładu. Ryana „Najdłuższy dzień” zawsze trafiał na czujnych tłumaczy i redaktorów, A. Beevor tego o sobie powiedzieć nie może. Tytułowy krążownik otacza eskadra pomyłek najeżona lufami przeróżnego kalibru. Jedna z nich należy do gen. Coty uzbrojonego w pistolet kalibru - uwaga - 45mm (!!!) „w kościstej ręce”. Owa „kościstość” musiała być nader zaawansowana, skoro w warunkach wojennych oficer radził sobie z pistoletem o lufie średnicy ponad dwa razy grubszej niż działka ówczesnych myśliwców, o 2 mm cieńszą niż nasze pepance w 1939. Na s. 131 supermen-Cota jest nawet w stanie „spokojnie obracać pistoletem na palcu”. W rzeczywistości wspomniany colt miał kaliber 45, ale setnych i to cala, a nie decymetra, czyli milimetrów zaledwie 11,43. Co do krążowników, to mieliśmy ich tylko dwa (niejednocześnie „Dragona” i „Conrada”), tłumaczka zaś lekką ręką dodaje do nich „Krakowiaka” i Ślązaka”. Nawet gdyby te niszczyciele eskortowe zespawać (dorzucając - bo i co to komu szkodzi? - „Kujawiaka”), to i tak na lekki krążownik zabrakłoby prawie tysiąca ton wyporności. Intrygująca jest ewolucja oddziałów wydzielonych czy grup bojowych w „grupy zadaniowe”, lepiej też zapomnieć o „trałowcach przeciwminowych” (a są inne?), pamiętać zaś, że zdanie „trały przeciwminowe zawróciły” ma identyczną wartość jak stwierdzenie „noże koszące uczyniły zwrot” - gdy mowa o strzyżeniu trawnika kosiarką. D-Day” miał redaktorkę prowadzącą, konsultanta merytorycznego, adiustatorkę i dwie korektorki. Tymczasem krążownik jaki jest, każdy widzi - szybkobieżny. Niczym owa niemiecka artyleria występująca w tylko w tej książce (czyżby Wunderwaffe?!). A może okręt zwodowano celowo? Przed wrześniem’39 pewna polska gazeta (z gatunku „krew na pierwszej stronie”) celowo drukowała błędy (w tym ortograficzne), by tym sposobem związać ze sobą czytelnika, który krztusząc się ze śmiechu pisał do redaktorów, w błogim przekonaniu, że jest od nich bardziej kompetentny. Jeśli o coś takiego wydawcom „D-Day” chodziło, można mówić o niewątpliwym sukcesie. Czy A. Beevor byłby podobnego zdania?
(11 z 13 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Wciągająca historia bitew w Normandii
(2010-05-20)
Anders
Więcej o recenzencie
„D-Day” to książka, która wciąga. Beevor niczym świadek lądowania w Normandii opisuje losy zwykłych żołnierzy po obu stronach, ale również uchyla rąbek tajemnicy dotyczący samych generałów. Opis ten nie jest jednostronny, czytamy zarówno o aliantach jak i o nazistach, a autor, kierując się obiektywizmem, przedstawia zarówno bohaterstwo jak i okrucieństwo żołnierzy, walk w Normandii i przez to całej wojny. Mimo że książka nie należy do chudych, czyta się ją bardzo dobrze i po skończeniu odczuwa się nawet pewien niedosyt i, mimo tego, że dobrze wiemy, jakie były dalsze wydarzenia, czujemy ciekawość – co będzie dalej? Bez dwóch zdań – polecam.
(5 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Wspaniały autor! Ale tłumaczenie...
(2010-05-17)
Rafał
Sitkiewicz
Więcej o recenzencie
Autor kilku doskonałych książek - Stalingrad, Berlin, opisuje kolejne wielkie wydarzenie drugiej wojny światowej - bitwę w Normandii. Z typową dla siebie swadą roztacza plastyczną wizję zmagań wojennych - pozwala czytelnikowi przeżywać opisywane wydarzenia. Jednym słowem jak zwykle wspaniale. Ale to tłumaczenie... Poniekąd wesołe. Uśmiech budzą wizje szybkobieżnej niemieckiej artylerii (miało być samobieżnej), automatyczne pistolety 45 mm (jaki to musi mieć odrzut!, wczesne armaty p-panc miały 47 mm), rozmieszczeni na plażach Francji "oficerowie i mężczyźni" (słowo men w nomenklaturze wojskowej oznacza szeregowych). Mimo tych kilku radosnych potknięć polecam - naprawdę wspaniała książka.
(8 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji