Koniec czekania! Mistrzowie emo wracają po czterech latach, które minęły od wydania platynowego, nominowanego do Grammy krążka "The Black Parade". Czwarte dzieło zespołu z New Jersey dowodzonego przez charyzmatycznego Gerarda Waya nosi tytuł "Danger Days: The True Lives Of The Fabulous Killjoys". Całość promuje singel "Na Na Na (Na Na Na Na Na Na Na Na Na)". My Chemical Romance w studiu ponownie skorzystali z usług zasłużonego Roba Cavallo. Również on odpowiadał za brzmienie "The Black Parade" oraz albumów choćby Dave Matthews Band, The Goo Goo Dolls, czy Green Day.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że MCR poszli dalej niż na "The Black Parade" i album "Danger Days: The True Lives Of The Fabulous Killjoys" jest skazany na sukces. Opiniotwórczy magazyn "New Musical Express" napisał o krążku: "Ten album jest tak doskonały, że czujesz się zażenowany słuchając innych produkcji". Recenzent nazwał My Chemical Romance "zbawcami rock and rolla". Wszyscy znawcy rocka zgodnie podkreślają dojrzałość muzyki Amerykanów, postęp w dziedzinie aranżowania, idealne wyczucie proporcji. Tego tytułu nie można przegapić! Pozycja zdecydowanie nie tylko dla fanów emo!
Rock'n'dance! MCR Wita nas w ten szczesliwy, niebezpieczny dzien!
(2010-11-24)
Marcel
Kępiński
Więcej o recenzencie
W końcu po tak długim okresie oczekiwania fani My Chemical Romance doczekali się dnia premiery najnowszego, czwartego już krążka zespołu. Danger Days: The True Lives Of The Fabulous Killjoys ponownie zaskakuje zupełnie innym brzmieniem zespołu. Pierwsze piosenki które zaczęły wyciekać do sieci z albumu Danger Days nie napawały optymizmem. Duzo elektroniki, moda na nią ogarnęła nawet ich..pomyślałem na poczatku. Az tu nagle przesłuchawszy całego albumu, bylem w szoku. Panowie ponownie mnie zaskoczyli i miłość do nich zaczęła się od nowa. Wbrew pozorom tej elektroniki aż tak strasznie dużo nie ma...a jest za to to co uwielbiam..soczyste gitarowe riffy (w końcu Pan Ray Toro wcisnął w album swoje nietuzinkowe umiejętności.)Mamy 15 piosenek które jako całość komponują się świetnie. Panowie z MCR zapowiadali przed tworzeniem płyty ze pragną nagrać rock'n'rollowy krążek. Wiedziałem, ze chęci na to mogą mieć ogromne, ale zapewne nic z tego jak zwykle nie wyjdzie. Myliłem się...album jest bardzo żywiołowy, skoczny, taneczny ze spora dawka naprawdę świetnych partii gitarowych. Polecam ten album wszystkim fanom zespołu jak i także tym, którzy do tej pory nie mieli okazji przekonać się do muzyki My Chemical Romance! Myślę, ze ta płyta raz na zawsze zakończy spór o to czy MCR jest Emo czy nie jest. Odpowiedz jest prosta..nie są! Podczas długiej i trudnej podróżny w czasie tworzenia płyty zespół poniósł ofiary...od zespołu odszedł perkusista..później chłopaki nie byli zadowoleni z nagranego materiału i wyrzucili go do kosza i zaczęli nagrywać jeszcze raz. "Dzis, kiedy slucham tego, co nagraliśmy w te niespotykane, zimne letnie wieczory w Kalifornii, słyszę zespól, który dorasta, rozwija sie, walczy i ma swój czas. Danger Days to soundtrack przeciwko śmierci iskry kreatywności". - słowa gitarzysty zespołu Franka Iero. To prawda rozwinęli się bardzo i ponownie zaskoczyli fanów potwierdzając zarazem, ze nie łatwo jest ich zaszufladkować i oznaczyć jednym gatunkiem...po prostu się tego nie da... Moimi faworytami na płycie są bez wątpienia: Na Na Na..., Sing, Planetary (GO!), Party Poison, S/C/A/R/E/C/R/O/W, DESTROYA i Vampire Money (piosenka iście w rock'n'rollowym stylu..przypominają się czasy Ramones...) "... Na koniec, przyjaciele, jeśli znajdziecie w tej płycie cokolwiek, co was zainteresuje, proszę, niech będzie to siła i pasja!..."
(10 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji