-
-
-
-
Above
- Mad Season
-
cena:
24,99
zł
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: De-Loused In The Comatorium
Średnia ocena z 14 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
The Mars Volta
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 2003
- Nr katalogowy:
- 9860298
- Sprawdź inne tytuły:
-
The Mars Volta
Jedna z najważniejszych, najbardziej błyskotliwych płyt tego roku. "Nie próbujemy ożywić Genesis, nie udaję, że jestem Peterem Gabrielem przebranym za kwiat i śpiewającym o goblinach" sarkastycznie stwierdza wokalista The Mars Volta Cedric Bixler Zavala. Jednak to właśnie debiutancki album grupy stworzonej przez niego wraz z gitarzystą Omarem Rodriguezem - Lopezem na gruzach świetnego emo-punk-metalowego At The Drive-In, przynosi jedną z najbardziej twórczych i zaskakujących reinterpretacji progresywnego etosu. The Mars Volta nie ma nic wspólnego ze smętnymi prog-rockowymi pogrobowcami, jeśli szukać analogii wśród współczesnych zespołów to jest tu coś z psychodelii The Coral, szaleństwa Mr Bungle, muzycznego bogactwa Radiohead, melodramatycznej epickości Tool, jest wreszcie coś z Voivod (szczególnie z czasów Nothingface i Angel Rat.) Gdy sięgnąć głębiej oczywiście natrafimy na King Crimson w swoim mocniejszym, konstrukcyjno hard - rockowym wydaniu, barrettowskie Pink Floyd i Yes z czasów Fragile. Dziesięć przebogatych muzycznie kompozycji, gościnnie dwaj zachwyceni muzyką The Mars Volta członkowie Red Hot Chili Peppers - John Frusciante i Flea, za konsoletą zaś sam Rick Rubin.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Son et Lumiere |
|
| 2. Inertiatic ESP |
|
| 3. Roulette Dares (The Haunt Of) |
|
| 4. Tira Me a las Arańas |
|
| 5. Drunkship of Lanterns |
|
| 6. Eriatarka |
|
| 7. Cicatriz ESP |
|
| 8. This Apparatus Must Be Unearthed |
|
| 9. Televators |
|
| 10. Take the Veil Cerpin Taxt |
|
- De-Loused In The Comatorium
- Wykonawca:
-
The Mars Volta
Niesamowity album
(2007-01-11)
Kubolski
Więcej o recenzencie
Zbawienie. Tak inaczej można przetłumaczyć nazwę kapeli, cokolwiek by ona nie znaczyła. Dwa nazwiska: Bixler - Rodriguez. To powinno mówić wiele znawcom troszkę bardziej awangardowego rocka. At The Drive-In, grupę, w której panowie udzielali się poprzednio, można zakwalifikować do kategorii post-punk emo hardcore. Po polsku znaczy to: hałaśliwe, melodyjne granie w (zazwyczaj) szybkim tempie, osadzone w nurcie nowego punku. Wydali zjawiskowy album dla tamtejszej sceny - "Relationship Of Command" (wytwórnia Grad Royal). Niestety, tylko tę płytę można jakoś wygrzebać na naszym upośledzonym rynku muzycznym. No, ale przejdźmy do konkretów... At The Drive-In już nie ma, są za to formacje Sparta i Mars Volta. W Sparcie gra sekcja rytmiczna ATD-I (Paul Hinojos - bas, Tony Haijar - bębny) oraz gitarzysta (Jim Ward). W Mars Volta, jak już wspomniałem, gra jego esencja: Omar Rodriguez - gitarzysta, główny autor muzyki ATD-I oraz Cedric Bixler - awangardowy wokalista, nietuzinkowy tekściarz i w ogóle osobowość wielce oryginalna. Co do reszty składu nie jestem pewien, na albumie prezentuje się ona następująco: Flea (bas, gościnnie z Red Hotów), Jon Theodore (bębny), Ikey Owens (klawisze), Jeremy Ward (kuzyn Jima ze Sparty, odpowiedzialny za sample i efekty dźwiękowe). Jeremy opuścił już nas, zmarł w wyniku przedawkowania narkotyków. Smutne, podobnie jak smutna jest wymowa całej płyty, choć muzyka nie zawsze to potwierdza. Właśnie, czas powiedzieć coś o płycie. Mamy tu do czynienia z concept albumem, rzeczą napisaną w hołdzie Julio Venegasowi, wieloletniemu przyjacielowi członków At The Drive-In, poecie i awangardowemu myślicielowi. Popełnił on samobójstwo w 1996 roku, podczas jednej z prób ATD-I, rzucając się z mostu na autostradę. Cedric i Omar pomyśleli, że zadedykują mu płytę. Album jest więc jedną wielką historią opowiedzianą językiem abstrakcyjnych metafor w towarzystwie najprzeróżniejszych dźwięków. Opowiada historię człowieka (nazwanego Cerpin Taxt), który chce popełnić samobójstwo poprzez przedawkowanie morfiny. Efektem nadużycia nie jest jednak śmierć, lecz śpiączka, podczas której bohater odbywa fascynujące podróże w głąb swojej podświadomości. Po tygodniu nieoczekiwanie budzi się ze śpiączki, lecz wybiera śmierć. Wstrząsająca historia, która ma potwierdzenie w muzyce zawartej na płycie - nerwowej, zaskakującej kaskadzie dźwięków, dziwacznych akordów i zagrywek. Muzyka jest wypadkową wielu stylów. Ze względu na osobę wokalisty i gitarzysty, mogą się nasuwać skojarzenia z ATD-I, jednak jest to muzyka bardziej wyszukana. Na pewno jest w tym dużo gwałtowności, buntu, punkowej estetyki (do której zresztą sam Cedric się przyznaje). Są tu także momenty subtelniejsze, w której zespół dotyka tej samej tajemnicy, którą odkryli w latach 70. Pink Floyd i King Crimson - tajemnicy muzyki, niewymuszonych, pięknych dźwięków. Słychać odwołania do psychodeli, klasyki rocka, są elementy stricte latynoskie (salsa!), wszystko brzmi jednak zaskakująco spójnie. Kontrolowany chaos inaczej. Czyli coś z dawnej szkoły ATD-I... O utworach można powiedzieć tyle, że na pierwsze przesłuchanie są totalnie nieprzewidywalne. Nigdy nie można być pewnym, co stanie się dalej. Kontrastujące momenty ciszy i zgiełku goszczą na tej płycie bardzo często. Idąc tropem wskazówek podanych na oficjalnej stronie, muzyka Mars Volty przywołuje dalekie echa Led Zeppelin, Jane's Addicrion, Fugazi, Santany, Milesa Daviesa i muzyki ambient-dub. Jest w tym całkiem sporo prawdy, jest to muzyka ambitna, nie dla każdego. Tylko dla ludzi o otwartej głowie i uszach. Dla was jest ta płyta.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Brak słów
P.
"De-Loused In The Comatorium" to w mojej opinii jak na razie płyta dekady. Słucham rocka i wszelkich jego odmian odkąd zrozumiałem jak brzmi gitara i perkusja itp., to znaczy od bardzo dawna. Mam 19 lat, nie było mi dane żyć w okresie narodzin takich gigantów jak Zeppellin, Doors, Stones, ishbone Ash, ale było mi dane przeżyć powstanie z gruzów czegoś wspaniałego w muzyce rockowej - The Mars Volta. Płyta wyrafinowana muzycznie, Rodriguez i Zavala są niezwykle dojrzali i nie zależy im na rozgłosie. Coś wspaniałego, lektura obowiązkowa dla ludzi, którzy podobnie jak ja nie żyli w czasach wspomnianych tuzów muzyki rockowej. Polecam!
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Muzyka wszechogarniająca, pochłonęła całą mnie!
Iwona
Ledwożyw
O duecie usłyszałam po raz pierwszy w trójce bodajże, przy okazji utworu Inertiatic esp. Od razu wiedziałam, że na to czekałam, że to jest to, czego brakowało mi w muzyce, którą znam i której słucham. To jedna z płyt doskonałych od poczatku do końca, z pomysłem, traktująca o czymś, w tym przypadku o kimś, spójna, gdzie każdy dźwiek jest na swoim miejscu. Słysząc jedną piosenke jedynie zdecydowałam się ją nabyć, jakkolwiek i gdziekolwiek. I tu pojawił się problem, nigdzie nie mogłam jej znaleźć, nikt nie kojarzył nazwy zespołu. Dopiero po paru miesiącach udało mi się w jakimś muzycznym sklepiku nabyć ją i cieszyć się. Po pierwszym przesłuchaniu, po tak wielu przeżytych emocjach miałam łzy w oczach, naprawdę - co nieczęsto, a raczej rzadko mi się zdarza, siedziałam wbita w fotel, ogromne wrażenie wywarła na mnie ta płyta. Słucham jej dosyć często, to fakt, ale ona nic nie traci z każdym odsluchaniem, co więcej, jest to tak bogata w dzwięki i poddźwięki płyta, że za każdym razem łapię się na tym, że znajduje w niej coś nowego. Trzeba przyznać, że język jest dość trudny, czesto niezrozumiały, ale pomimo wszystko sama muzyka wiele wyjaśnia. Polecam tę płytę wszystkim, którzy choć troszeczkę szukają emocji w muzyce i są gotowi na niecodzienne zetknięcie z muzyką porywającą, acz jak ktoś już stwierdził, nieco trudną, ale ile radości po przebrnięciu i zrozumieniu, ile przyjemności daje słuchanie jednej z najlepszych płyt dwudziestolecia!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Czysta rewelacja!
(2004-04-29)
Mateusz
Michalewski
Więcej o recenzencie
Zespół The Mars Volta tworzą Cedric Zavala (vocals), Omar Rodriguez-Lopez (guitar), Jon Theodore (drums), Juan Alderete (bass) oraz Isaiah Owens (keyboards). W lutym 2003r. wydali swoją debiutantcką płytę pt. "De-Loused in the Comatorium", która była sukcesem i zdobyła wielu fanów na całym świecie. Album nawiązuje do progresywnego rocka z lat 70'. Usłyszymy w nim silny głos Cedric'a, ostre gitary i mocne perkusje wzbogacone przez masę elektronicznych dźwięków.
Moja przygoda z tą grupą zaczeła się po teledysku Televators. Ten kawałek urzekł mnie do tego stopnia, że od razu kupiłem płytę. Nigdy nie sądziłem, że w czasach wszechobecnego kiczu istnieje zespół, który jest w stanie nagrać piękną balladę. To może świadczyć tylko o profesjonalizmie tych ludzi. Pozostałe utwory również zasługują na aplaus, choć przyznam, że są znacznie ostrzejsze. Bez wątpienia członkowie grupy spisali się na medal. Płyta "De-Loused in the Comatorium" brzmi po prostu świetnie i mogę ją polecić każdemu, nie bojąc się konsekwencji.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Dobra
Mon
Rogowska
Mój pierwszy kontakt z Mars Voltą to teledysk do "Televators". Początkowo sądziłam, że jest to Radiohead, jednak wyraźnie się od niego różniło po dłuższym wsłuchaniu. Byłam zachwycona.
Jak się okazało to jeden z trzech ulubionych utwórów na tej płycie, moich oczywiście. Cała płyta utrzymana jest w klimatach progresywnego rocka. Cudowna alternatywa w przeładowanym przeciętnością świecie muzyki.
Genialnym jest utwór "Drunkship of lanterns" z delikatnym wprowadzeniem i przejściem do dynamicznych gitar.
"Inertiatic ESP" to lekkie dźwięki, po których również następują gitarowe 'przerywniki' aż w końcu piosenka rozkręca się. Warto dodać, że niesamowitego charakteru płycie dostarcza charyzmatyczny głos Cedrica Bixler-Zavalasa.
Płyta powinna się znaleźć u każdego, kto znudził się już papką serwowaną w mediach. The Mars Volta to co prawda powrót do dawnych wpływów, ale powiew świeżości i oryginalności zapiera dech w piersiach.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Ja słucham i płaczę
(2004-01-23)
Jakub
Ziołek
Więcej o recenzencie
To jedna z najlepszych płyt ro(c)ku. Nie mam wątpliwości. Kapitalne odświeżenie skostniałego progrocka i podanie go w zupełnie nowej powalającej mocą i energią (nieraz i punkową!, a jakże) formule. Szaleńcze galopady sekcji rytmicznej, fantastyczne, mocne riffy, wielowątkowość kompozycji, niezwykłe efekty brzmieniowe, cudowne solówki i ten niesamowity Bixler-Zavala przy mikrofonie (facet tyle się nauczył od czasu at the drive-in). Plus, mamy do czynienia z concept albumem, fascynującą, przejmującą historią człowieka, który autentycznie popełnił samobójstwo. Ulubione fragmenty: Inerciatic ESP, Eriatarka, Roullette Dares. Nie mam pytań! Fantastyczny zespół, fantastyczna płyta!
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(14)