Nasza cena: 35,99 zł

Cena rynkowa: 38,49 zł

Dodaj do koszykaDodaj do przechowalni Do listy życzeń

Co to jest lista życzeń?

Koszyk pusty

Dostawa za darmo!
Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Death Magnetic (polska Cena!!)

Death Magnetic [Polska cena]

Metallica  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

nośnik: CD 1 szt.
Ocena klientów:

2008 - Dziewiąty album studyjny amerykańskiego zespołu heavymetalowego, wydany 12 września 2008.

Posłuchaj

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

Polecamy również:

Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...

Inni klienci oglądali również...

    Pełny opis produktu: Death Magnetic [Polska cena]

      Średnia ocena z 33 recenzji (Dodaj własną)

    Wykonawca:
    Metallica
    Firma fonograficzna:
    Universal Music Group , 2008
    Nr katalogowy:
    1781093
    Sprawdź inne tytuły:
    Metallica
    Dziewiąty album studyjny amerykańskiego zespołu heavymetalowego, wydany 12 września 2008.
    Posłuchaj utworów: MP3 WMA
    1. That Was Just Your Life
    2. The End Of The Line
    3. Broken, Beat & Scarred
    4. The Day That Never Comes
    5. All Nightmare Long
    6. Cyanide
    7. The Unforgiven III
    8. The Judas Kiss
    9. Suicide & Redemption
    10. My Apocalypse
    Dodaj do profilu: FacebookBlipTwitter

    Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

    Death Magnetic [Polska cena]
    Wykonawca:
    Metallica

    Oczywiście na TAK! (2010-11-15)

    Piotr Szewczyk  Więcej o recenzencie

    Naprawdę warto posłuchać tego albumu, mi przypadł do gustu, niezła płyta.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Na dłuższą metę nużąca, odległa od szczytowych osiągnięć grupy (2010-07-15)

    Powerslave  Więcej o recenzencie

    Słuchałem tej płyty wkrótce po premierze i wydała mi się znacznie bardziej interesująca od ewidentnych pomyłek w karierze zespołu za jakie uważam "Load" czy "St Anger". Tak jakby powrót do korzeni, gra z większym: czadem, energią i drivem. Po dłuższej przerwie wrzuciłem ten album na talerz, i niestety, na chłodno (chociaż w upale) album ten wydaje mi się już średnio interesujący, momentami wręcz nużący niestety. Lepszy imo bez dwóch zdań od wspomnianych "Load" czy Reload", ale od "Mastera…" czy choćby "Ride the Lightning" dzieli go niestety przepaść. Są owszem udane kompozycje jak "Cyanide" czy "The Day That Never Comes", ale całość niestety jest dość ciężko strawna. Muza wydaje mi się z lekka wymuszona, brak jest chyba lekkości, świeżości, słychać owszem te wszystkie patenty które zapewniły wielkość zespołu prawie dwie dekady wcześniej, ale dziś one nie składają się na tak porywającą muzykę do jakiej przywykłem słuchając wcześniejszych płyt. Jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy? Chyba jednak jakość kompozycji – przeciętna. Brak porywających linii melodycznych, których nie zastąpią tricki w rodzaju zmian tempa, bo to już nawet zespoły grające jako suport dla Kata czy Turbo opanowały do perfekcji. Jak śpiewał kiedyś "Jary" – "nie kupisz weny, bo na to nie ma ceny". Odstawiłem tę płytę na półkę z myślą, że gdy będę miał ochotę na Metallicę sięgnę raczej po nieśmiertelnego "Mastera" czy czarny album (skipując utwór Enter Sandman") ale niekoniecznie po "Death Magnetic". Sad but true...

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    żenująca realizacja (2009-10-11)

    Krzysztof Dębowski  Więcej o recenzencie

    płyta w miare poprawna, ale kolejna żenująco brzmiąca realizacja świadczy, że Lars Urlich jest przygłuchy i nie powinien się zabierać za miksowanie muzyki... to niestety jest dziś ważne, zwłaszcza że jakiś fil brzmi przy tym cudownie

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    (2009-06-17)

    AIeksandra  Więcej o recenzencie

    Super płyta! Uwielbiam Metallicę! Nie będę się rozpisywać, po prostu rewelacja i już!

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Metallica wróciła (2009-02-24)

    Agata Hanelik  Więcej o recenzencie

    Słysząc w radiu pierwszy singiel The day that never comes miałam na początku mieszane uczucia. chciałam usłyszec wiecej, mocniej. Ale po kupieniu płyty i przesłuchaniu całości, uważam że płyta jest świetna. Im częściej jej słucham tym bardziej zyskuje w moich oczach. Polecam!

    (1 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Powrót starej Metallici z powiewem świeżości (2009-02-06)

    Agathema  Więcej o recenzencie

    Kupiłam (a właściwie dostałam na własne życzenie) tę płytę "w ciemno", nie czytając żadnych recenzji - z zaufania i ciekawości, tak po prostu. Ciężkie brzmienia to dla mnie korzenie, Metallica - podstawa. Teraz raczej lubuję się w "czarnej muzyce", więc do końca nie byłam pewna, jak przyjmę ten powrót. Nie zawiodłam się. Zdecydowanie pozytywne odczucia. Można doszukać się dawnego klimatu i odczuć powiew świeżości, czyli chyba to, na co każdy słuchacz takiego klasyku, jak Metallica, liczy. Nie brzmi to jak wymuszone kompozycje, jak mówiono o "St. Anger" (chociaż prędzej przypisałabym się do wielbicieli poprzedniego krążka, niż do tych po drugiej stronie barykady). Jeden z lepszych albumów w moim różnogatunkowym zbiorze płyt. Polecam longplay także tym, którzy o Metallice słyszeli z opowieści. Myślę, że nikt się nie zawiedzie.

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Powrót... (2009-01-10)

    Klaudia Watychowicz  Więcej o recenzencie

    No i jest. Tak długo wyczekiwana płyta Metalliki. Ale przyznajmy szczerze - nie tego się spodziewaliśmy. Wszyscy liczyli na wielki powrót, ale w starym stylu. A tu nastąpiła lekka zmiana. Po przesłuchaniu miałam wrażenie, jakby złagodnieli. Bez obaw. To nadal ta sama legenda metalu. To nadal ten sam zespół. Jedynie z nowym gitarzystą. Warta kupienia. Polecam, jako wierna fanka.

    (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Powrót do świetnej formy (2008-11-17)

    Jacek Podlewski  Więcej o recenzencie

    No i doczekaliśmy się. Najbardziej oczekiwana premiera roku (i to - śmiem twierdzić - nie tylko dla długowłosych wielbicieli ciężkiego grania) ujrzała światło dzienne. A rzesze fanów odetchnęły z ulgą - James Hetfield i spółka nie zawiedli. Pracy nad krążkiem towarzyszyły różne komentarze - zarówno pełne wiary w powrót zespołu do wielkiej formy, jak i zrezygnowane, w stylu "Metallica już się skończyła", "daliby sobie spokój". Nie brakowało powątpiewających, czy starszym o 20 lat muzykom uda się ponownie uzyskać agresywne brzmienie i energię znane z ich pierwszych wydawnictw z lat 80., do których, według lidera, miał być zbliżony nowy materiał. Jak się jednak okazało, to Hetfield miał rację. Nowy krążek przynosi potężną porcję tego, co zdecydowało o ponadczasowości klasycznych już dziś albumów - dłuższe, rozbudowane kompozycje, potężne brzmienie, motoryczną perkusję Larsa Ulricha, aranżacyjne smaczki. Można zapomnieć, że Kirk Hammett brał lekcje gitary jazzowej czy zagrał w duecie z Carlosem Santaną - na "Death Magnetic" jego solówki są "szybkie i wściekłe" i przywodzą na myśl "Kill'Em All". Basista ma też więcej niż dotąd do powiedzenia na płycie - przypomnijmy, że mimo kilkuletniego stażu w formacji jest to studyjny debiut Roberta Trujillo. Nie byłoby jednak tego albumu - ani w ogóle fenomenu Metalliki - gdyby nie James Hetfield. Charyzmatyczny frontman po raz kolejny pokazał, że jego głowa jest bezdenną kopalnią riffów, zaś niepowtarzalny głos nic nie stracił na mocy. "Death Magnetic" jest krążkiem bardzo ostrym i bezkompromisowym. Promujące go single: "Cyanide" i "End of the Line" to prawdziwe metalowe hity oparte na wyrazistych riffach. Obok nich znajdują się ambitniejsze kompozycje, takie jak "Judas Kiss" czy, przede wszystkim, rewelacyjne "All Nightmare Long" - rozpędzony muzyczny pocisk, który śmiało mógłby znaleźć się na "Ride the Lightning" lub "Master of Puppets". Nie można też nie wspomnieć o dziesięciominutowym, instrumentalnym "Suicide & Redemption", który przywodzi na myśl tytułową kompozycję z "The Crusade Trivium" - starzy wyjadacze pokazują tu młodszym kolegom, że czas nie pozbawił ich metalowego "wykopu" i wykonawczej biegłości. "S&R" raczej nie stanie się klasykiem na miarę "Oriona", ale z pewnością należy do ciekawszych propozycji nowego CD. Ukłonem w stronę "Czarnego Albumu" jest z kolei "Unforgiven III"... tego tytułu chyba nie trzeba wyjaśniać. Delikatne intro i spokojna zwrotka przynoszą jakże pożądaną chwilę odpoczynku od "łojenia", zaś rozbudowane zakończenie i jedna z najlepszych na płycie solówek stanowią świetną kulminację napięcia. Jest to zdecydowanie najbardziej radiowy utwór na "DM", chociaż nie ma mowy o wdzięczeniu się do publiki. Podsumowując - nowy album amerykańskich gigantów thrash metalu nie powinien nikogo rozczarować. Przynosi 80 minut solidnej, doskonale zagranej i wyprodukowanej muzyki. Zaś fani spragnieni powrotu do złotych lat najostrzejszej twórczości zespołu będą wniebowzięci. Nikt nie powinien mieć już wątpliwości, że Metallica nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i okres słabości ma za sobą. Z uwagi na olbrzymie zainteresowanie premierą, już dziś można przewidywać, że płyta będzie rzadkim przypadkiem wielkiego, komercyjnego sukcesu muzyki wyjątkowo niekomercyjnej .

    (2 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Udana płyta (2008-11-02)

    Agnieszka Sobczak-Godynicka  Więcej o recenzencie

    Cudownie zgrana płyta łączy w sobie wiele motywów słyszanych na wcześniejszych krążkach z powiewem nowości. Moim zdaniem warto ją mieć w płytotece i delektować się muzyką aż do wydania następnego albumu... i oby nie przyszło nam znowu tak długo na niego czekać.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Nie pies ni wydra (2008-10-07)

    Maciej Zwarycz  Więcej o recenzencie

    Jednym słowem porażka. Jeśli miał to być powrót do korzeni, to panowie zagubili drogę. A zresztą po co wracać. Po kosmicznym koszmarze St. Anger zostały te cholerne tam tamy. Czemu Urlich uparł się walić w karton po margarynie zamiast w werbel nie odgadnę. Płyta jest nijaka. Najlepszą formą błyszczy James na wokalu. Reszta to trociny. Solówki takie slayerowe, perkusja monotonna, kawałki proste jak włosy mongoła. I co z tego że jest szybko? To nie wystarczy. Słowem lipa. Poprzedni moim zdaniem najgorszy album M. miał przynajmniej duszę. Na St.Anger poszli w kierunku, który mi kompletnie nie pasuje, ale brawo za próbę, pewnie ma swoich zagorzałych fanów. Ten album to kręcenie się wokół własnego ogona. Ma tylko sprawność, jakość i znaczek Metallica i dlatego te 2 gwiazdki. Jest co prawda lepszy niż ta totalna chała po czarnej, ale to nie blask diamentu w biały dzień, a blade światełko robaczka świętojańskiego ciemną nocą.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Przeczytaj wszystkie recenzje (33)

    Muzyka - Zapowiedzi - zamów już dziś!

    Muzyka - wszystkie zapowiedzi »

    Muzyka - Bestsellery. Bądź na czasie!

    Muzyka - wszystkie bestsellery »

    Muzyka - Promocje - kupuj i oszczędzaj!