Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Death Magnetic [Polska cena]
Średnia ocena z 33 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Metallica
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 2008
- Nr katalogowy:
- 1781093
- Sprawdź inne tytuły:
-
Metallica
Dziewiąty album studyjny amerykańskiego zespołu heavymetalowego, wydany 12 września 2008.
| Posłuchaj utworów: |
MP3 |
WMA |
| 1. That Was Just Your Life |
 |
 |
| 2. The End Of The Line |
 |
 |
| 3. Broken, Beat & Scarred |
 |
 |
| 4. The Day That Never Comes |
 |
 |
| 5. All Nightmare Long |
 |
 |
| 6. Cyanide |
 |
 |
| 7. The Unforgiven III |
 |
 |
| 8. The Judas Kiss |
 |
 |
| 9. Suicide & Redemption |
 |
 |
| 10. My Apocalypse |
 |
 |
- Death Magnetic [Polska cena]
- Wykonawca:
-
Metallica
Na dłuższą metę nużąca, odległa od szczytowych osiągnięć grupy
(2010-07-15)
Powerslave
Więcej o recenzencie
Słuchałem tej płyty wkrótce po premierze i wydała mi się znacznie bardziej interesująca od ewidentnych pomyłek w karierze zespołu za jakie uważam "Load" czy "St Anger". Tak jakby powrót do korzeni, gra z większym: czadem, energią i drivem.
Po dłuższej przerwie wrzuciłem ten album na talerz, i niestety, na chłodno (chociaż w upale) album ten wydaje mi się już średnio interesujący, momentami wręcz nużący niestety. Lepszy imo bez dwóch zdań od wspomnianych "Load" czy Reload", ale od "Mastera…" czy choćby "Ride the Lightning" dzieli go niestety przepaść. Są owszem udane kompozycje jak "Cyanide" czy "The Day That Never Comes", ale całość niestety jest dość ciężko strawna. Muza wydaje mi się z lekka wymuszona, brak jest chyba lekkości, świeżości, słychać owszem te wszystkie patenty które zapewniły wielkość zespołu prawie dwie dekady wcześniej, ale dziś one nie składają się na tak porywającą muzykę do jakiej przywykłem słuchając wcześniejszych płyt. Jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy? Chyba jednak jakość kompozycji – przeciętna. Brak porywających linii melodycznych, których nie zastąpią tricki w rodzaju zmian tempa, bo to już nawet zespoły grające jako suport dla Kata czy Turbo opanowały do perfekcji. Jak śpiewał kiedyś "Jary" – "nie kupisz weny, bo na to nie ma ceny".
Odstawiłem tę płytę na półkę z myślą, że gdy będę miał ochotę na Metallicę sięgnę raczej po nieśmiertelnego "Mastera" czy czarny album (skipując utwór Enter Sandman") ale niekoniecznie po "Death Magnetic". Sad but true...
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Powrót starej Metallici z powiewem świeżości
(2009-02-06)
Agathema
Więcej o recenzencie
Kupiłam (a właściwie dostałam na własne życzenie) tę płytę "w ciemno", nie czytając żadnych recenzji - z zaufania i ciekawości, tak po prostu. Ciężkie brzmienia to dla mnie korzenie, Metallica - podstawa. Teraz raczej lubuję się w "czarnej muzyce", więc do końca nie byłam pewna, jak przyjmę ten powrót. Nie zawiodłam się. Zdecydowanie pozytywne odczucia. Można doszukać się dawnego klimatu i odczuć powiew świeżości, czyli chyba to, na co każdy słuchacz takiego klasyku, jak Metallica, liczy. Nie brzmi to jak wymuszone kompozycje, jak mówiono o "St. Anger" (chociaż prędzej przypisałabym się do wielbicieli poprzedniego krążka, niż do tych po drugiej stronie barykady). Jeden z lepszych albumów w moim różnogatunkowym zbiorze płyt. Polecam longplay także tym, którzy o Metallice słyszeli z opowieści. Myślę, że nikt się nie zawiedzie.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Powrót do świetnej formy
(2008-11-17)
Jacek
Podlewski
Więcej o recenzencie
No i doczekaliśmy się. Najbardziej oczekiwana premiera roku (i to - śmiem twierdzić - nie tylko dla długowłosych wielbicieli ciężkiego grania) ujrzała światło dzienne. A rzesze fanów odetchnęły z ulgą - James Hetfield i spółka nie zawiedli.
Pracy nad krążkiem towarzyszyły różne komentarze - zarówno pełne wiary w powrót zespołu do wielkiej formy, jak i zrezygnowane, w stylu "Metallica już się skończyła", "daliby sobie spokój". Nie brakowało powątpiewających, czy starszym o 20 lat muzykom uda się ponownie uzyskać agresywne brzmienie i energię znane z ich pierwszych wydawnictw z lat 80., do których, według lidera, miał być zbliżony nowy materiał. Jak się jednak okazało, to Hetfield miał rację. Nowy krążek przynosi potężną porcję tego, co zdecydowało o ponadczasowości klasycznych już dziś albumów - dłuższe, rozbudowane kompozycje, potężne brzmienie, motoryczną perkusję Larsa Ulricha, aranżacyjne smaczki. Można zapomnieć, że Kirk Hammett brał lekcje gitary jazzowej czy zagrał w duecie z Carlosem Santaną - na "Death Magnetic" jego solówki są "szybkie i wściekłe" i przywodzą na myśl "Kill'Em All". Basista ma też więcej niż dotąd do powiedzenia na płycie - przypomnijmy, że mimo kilkuletniego stażu w formacji jest to studyjny debiut Roberta Trujillo. Nie byłoby jednak tego albumu - ani w ogóle fenomenu Metalliki - gdyby nie James Hetfield. Charyzmatyczny frontman po raz kolejny pokazał, że jego głowa jest bezdenną kopalnią riffów, zaś niepowtarzalny głos nic nie stracił na mocy.
"Death Magnetic" jest krążkiem bardzo ostrym i bezkompromisowym. Promujące go single: "Cyanide" i "End of the Line" to prawdziwe metalowe hity oparte na wyrazistych riffach. Obok nich znajdują się ambitniejsze kompozycje, takie jak "Judas Kiss" czy, przede wszystkim, rewelacyjne "All Nightmare Long" - rozpędzony muzyczny pocisk, który śmiało mógłby znaleźć się na "Ride the Lightning" lub "Master of Puppets". Nie można też nie wspomnieć o dziesięciominutowym, instrumentalnym "Suicide & Redemption", który przywodzi na myśl tytułową kompozycję z "The Crusade Trivium" - starzy wyjadacze pokazują tu młodszym kolegom, że czas nie pozbawił ich metalowego "wykopu" i wykonawczej biegłości. "S&R" raczej nie stanie się klasykiem na miarę "Oriona", ale z pewnością należy do ciekawszych propozycji nowego CD. Ukłonem w stronę "Czarnego Albumu" jest z kolei "Unforgiven III"... tego tytułu chyba nie trzeba wyjaśniać. Delikatne intro i spokojna zwrotka przynoszą jakże pożądaną chwilę odpoczynku od "łojenia", zaś rozbudowane zakończenie i jedna z najlepszych na płycie solówek stanowią świetną kulminację napięcia. Jest to zdecydowanie najbardziej radiowy utwór na "DM", chociaż nie ma mowy o wdzięczeniu się do publiki.
Podsumowując - nowy album amerykańskich gigantów thrash metalu nie powinien nikogo rozczarować. Przynosi 80 minut solidnej, doskonale zagranej i wyprodukowanej muzyki. Zaś fani spragnieni powrotu do złotych lat najostrzejszej twórczości zespołu będą wniebowzięci. Nikt nie powinien mieć już wątpliwości, że Metallica nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i okres słabości ma za sobą. Z uwagi na olbrzymie zainteresowanie premierą, już dziś można przewidywać, że płyta będzie rzadkim przypadkiem wielkiego, komercyjnego sukcesu muzyki wyjątkowo niekomercyjnej .
(2 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Nie pies ni wydra
(2008-10-07)
Maciej
Zwarycz
Więcej o recenzencie
Jednym słowem porażka. Jeśli miał to być powrót do korzeni, to panowie zagubili drogę. A zresztą po co wracać. Po kosmicznym koszmarze St. Anger zostały te cholerne tam tamy. Czemu Urlich uparł się walić w karton po margarynie zamiast w werbel nie odgadnę. Płyta jest nijaka. Najlepszą formą błyszczy James na wokalu. Reszta to trociny. Solówki takie slayerowe, perkusja monotonna, kawałki proste jak włosy mongoła. I co z tego że jest szybko? To nie wystarczy. Słowem lipa. Poprzedni moim zdaniem najgorszy album M. miał przynajmniej duszę. Na St.Anger poszli w kierunku, który mi kompletnie nie pasuje, ale brawo za próbę, pewnie ma swoich zagorzałych fanów. Ten album to kręcenie się wokół własnego ogona. Ma tylko sprawność, jakość i znaczek Metallica i dlatego te 2 gwiazdki. Jest co prawda lepszy niż ta totalna chała po czarnej, ale to nie blask diamentu w biały dzień, a blade światełko robaczka świętojańskiego ciemną nocą.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(33)