Przekombinowanie
(2006-04-21)
Marcin
Kubicki
Więcej o recenzencie
Mnogością swoich projektów, pomijając nieuzasadnioną obecność w jury programu - wiadomo jakiego może niedługo prześcignąć Kazika. Tym razem reanimował Homo Twist, ale karcić go za to nie będę.
Maciej Maleńczuk, krakowski artysta, czerpie swoje inspiracje na "Demonologic" ze wszystkich stron świata. Riffy gitarowe w "Me" przypominają klimaty brazylijskiego, plemiennego thrash metalu. "Antoni Radwan" to już Ameryka Północna, a dokładniej metallikowy "Unforgiven" w maleńczukowej wersji, który zresztą kojarzy się bardziej z projektem solowym wokalisty. Z "Lwem Szablastym" kierujemy się na inny kontynent, bo to NWOBHM (New Wave Of BRITISH Heavy Metal). "Poeta" funkuje, "Dama Prosi Sama" jazzuje, a "Poeta" jest po prostu klasyczny. Zważywszy na fakt, że teksty to jedna z mocniejszych stron Pana MM, żal, że niecała połowa tekstów na płycie jest jego autorstwa. Z drugiej strony, te które wyszły spod jego pióra, nie są tym razem zbyt interesujące. Jeśli ktoś liczy na coś odkrywczego i dowcipnego zarazem, może poczuć się zawiedziony. Staropolszczyzna też już zaczyna nieco nudzić. Reszta tekstów jest przyzwoita, zwłaszcza trzy, bardzo ładne wiersze Emily Dickinson, zawarte w dwóch utworach. Sam wokal należy uznać za poprawny. Maleńczuk bez względu na stylistykę utworu i to jak posługuje się swoim głosem, wypada dobrze i słucha się go z przyjemnością. Pod tym względem próżno szukać potknięć. Ponownie, jak to w przypadku polskich wydawnictw, nie zachwyca produkcja, stojąca poniżej przeciętnej. Zespół stawiając na, mimo różnorodności gatunkowej, mocniejsze brzmienia, nie postanowił pójść za ciosem i wydać album stricte metalowy. "Demonologic" to raczej zabawa dźwiękami, w której zawarta jest sugestia, że zamierzeniem było nagranie czegoś potężnego. Zabrakło odwagi? Oprawie graficznej nie można nic zarzucić, ale to w końcu Beksiński, więc chyba niczego złego nie można się było spodziewać. W książeczce roi się od błędów w tekstach, ale to też nic nowego w polskim przemyśle muzycznym.
Nowa płyta Homo Twist, wśród wielu małych plusów i minusów, razi najbardziej jedną rzeczą. Maleńczuk, prawdopodobnie zmęczony "Wolnością Słowa" Pudelsów, popadł w drugą skrajność, tworząc album, który momentami, całkiem zresztą niepotrzebnie, jest przekombinowany. Uciekając od prostoty, zamiast stworzyć album inteligentny, postawił na szalony, ale to szaleństwo dalekie jest od encyklopedycznych przykładów szaleńców-geniuszy. Może następnym razem.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji