Prezentujemy wydany przez artystę nakładem własnej wytwórni Little Idiot album "Destroyed".
"Destroyed" to światowa odyseja po kulisach życia Moby'ego przedstawiająca koncertowanie od zazwyczaj nieodkrytej strony: jako samotne chwile spędzane w sztucznych przestrzeniach - w hotelach, na lotniskach, na zapleczu sceny.
Płyta i album fotograficzny tworzą razem intymny portret świata Moby'ego i jego procesu twórczego - zarówno muzyka, jak i zdjęcia powstały w tym samym okresie i były inspirowane dziwnym, niezwykłym życiem artysty w trasie koncertowej.
Na plus
(2011-09-11)
Jellycrusher
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Kiedy usłyszałem tę płytę po raz pierwszy, miałem wrażenie, że Moby powrócił z jakiegoś bardzo dalekiego miejsca, a to przecież on tylko wrócił do tego, co umie najlepiej. Po wycieczce w bardziej rockowe obszary zajął się znowu komponowaniem po prostu przyjemnych melodii osadzonych w jego ambientowych korzeniach. Opis ten pasuje do mnóstwa utworów z "Destroyed", począwszy od otwierającego krążek "The Broken Places". W "Be the One", swoistej elektronicznej mantrze, słychać nawet Moby'ego śpiewającego przez wokoder, który był standardowym wyposażeniem twórców muzyki elektronicznej w latach 80. Wokoder jest też zresztą słyszalny w wielu innych fragmentach. Przeciwnicy takiej muzyki powiedzą: "muzyczna tapeta, on gra w kółko to samo", ale to można w zasadzie odnieść nawet do twórczości największych asów ambientu, że nie wspomnę o innych gatunkach muzycznych. Cóż w tym zresztą złego, że "Sevastopol", "The Low Hum", czy "Lie Down in Darkness" dobrze się sprawdzają jako muzyka towarzysząca pracy czy podróży. Absolutnym punktem kulminacyjnym "Destroyed" jest według mnie "Victoria Lucas", wokalizowany utwór o hipnotycznym rytmie, po którym następuje kilka fragmentów niemal mu dorównujących. Wyjąwszy może "Stellę Maris" trwa to praktycznie do końca płyty, a nawet dłużej, biorąc pod uwagę, że jeśli komuś uda się zdobyć wersję japońską, otrzyma w ramach premii dwa kolejne świetne utwory: "Sandpaper", nieco podobny do "Victorii", oraz bardziej ambientowy "Slow". Na "Destroyed" Moby nie przysporzył muzyce elektronicznej żadnych nowych odkryć, ale z pewnością wzbogacił ją o wiele pięknych dźwięków.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji