Dojczland
nośnik: druk
liczba stron: 112
Ocena klientów:
wszystkie recenzje (3)
Październik 2007 - "Osnowa fabularna tej książeczki - śmiesznej, a zarazem melancholijnej - jest prosta: od kilkunastu lat Andrzej Stasiuk jako pisarz odbywa tury objazdowe po krajach niemieckojęzycznych. Czyta, odpowiada na pytania, wraca do hotelu, rano wsiada w pociąg, idzie na spotkanie, czyta, odpowiada na...
Pełny opis produktu...
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

zamknij
-
-
Bieguni
- Olga Tokarczuk
-
cena:
36,99
zł
-
-
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Dojczland
Średnia ocena z 3 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Andrzej Stasiuk
- Wydawnictwo:
-
Czarne
, Październik 2007
- ISBN:
- 978-83-7536-005-9
- Liczba stron:
- 112
- Wymiary:
- 125 x 195 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Andrzej Stasiuk
"Osnowa fabularna tej książeczki - śmiesznej, a zarazem melancholijnej - jest prosta: od kilkunastu lat Andrzej Stasiuk jako pisarz odbywa tury objazdowe po krajach niemieckojęzycznych. Czyta, odpowiada na pytania, wraca do hotelu, rano wsiada w pociąg, idzie na spotkanie, czyta, odpowiada na pytania, wraca do hotelu ..."
Przemysław Czapliński
"Jest to opowieść o niełatwym losie literackiego gastarbajtera. Pełna jest celnych obserwacji, błyskotliwych refleksji oraz niewyszukanego humoru."
Autor
- Dojczland
- Autor:
-
Andrzej Stasiuk
Stasiuk - profesor stosunków środkowoeuropejskich
(2008-06-02)
Jerzy
Lengauer
Więcej o recenzencie
Książka także o nas, Polakach. Nauczyciel europejskich stosunków – Andrzej Stasiuk przywołuje nas do tablicy, do odpowiedzi. Kpi z zaściankowych poglądów? Karci? Z tyłu okładki autor pisze, że „jest to opowieść o niełatwym losie literackiego gastarbajtera”. Ejże! Bez żartów i krygowania! Bezpłatne hotele, jedzenie, alkohol, bilety, niemieccy czytelnicy. Można było się ubrać w garnitur i zabrać walizkę zamiast plecaka! Zamiast jima beana na kolację i papierosa na śniadanie mogły być kulturalne posiłki w hotelowych restauracjach. Ale czy wtedy dałoby się napisać taki esej? Pisarz przechadza się po Niemczech nieznanych, siada nocą na ławkach, przemierza kraj pociągami i samochodami jako kierowca i autostopowicz. Czasami rzeczywistość zasnuwa mgła kaca lub pijaństwa, chociaż… Chociaż obserwacje są tak wnikliwe, iż śmiem wątpić w owe wypite przez pisarza litry piwa i whisky. A może należy się ukłonić przed tak mocną głową, bądź znajomością granicy dla wypitego alkoholu? A może to cały urok tych podróży? Może, gdyby nie te dwa piwa, czy pół butelki jima beana, to trzeźwej głowie nie wpadłoby na myśl wyjść z hotelu? A trzeźwe nogi nie zaprowadziłyby pisarza do autobusu jadącego na peryferie, na podkościelną ławkę w środku nocy? Przez książkę przewijają się nazwy miast, ulic, dzielnic przemysłowych, fabryk, rzek. Wśród nich różnorodność postaci, ale nie tylko mieszkańców Niemiec. I wszędzie, dosłowne wszędzie – jakieś skojarzenia autora z innymi czasami, ze sztuką, innymi krajami, innymi narodami. Na każdej prawie ze stron podejmuje nowy temat. Czasami czytelnik gubi się w mnogości opisywanych zdarzeń i skojarzeń. Stasiuka kompletnie nie interesuje wycieczkowe zwiedzanie. Wprawdzie ma w plecaku przewodnik Pascala, ale czy z niego dowiemy się, że: „Na ulicach stoi blada, skacowana żulia we fryzurach z lat siedemdziesiątych: z przodu krótko, a z tyłu plereza sięgająca ramion. Nigdzie się już tego nie widuje, tylko przy frankfurckim dworcu”. Tych niezwykle interesujących postaci jest mnóstwo. Przed czytelnikiem przewija się film dokumentujący środkowoeuropejskie społeczeństwo od cekinowatych nowobogackich, przez garnitury bossów i urzędników, po cuchnących tanim winem mieszkańców byłych pegeerów. Tak wiele informacji w tej krótkiej, około stustronicowej opowieści. Z wielką swadą, prosto z mostu Stasiuk rozprawia się ze środkowoeuropejskimi czy też polsko-niemieckimi mitami. Jakby chciał pokazać, żebyśmy się w końcu przestali przejmować, stroszyć, nadymać, denerwować. Trochę żartobliwych odniesień do historii ma nam osłodzić stęchłe przesądy. Kompleksy, kompleksy – zatem i nie dało się uniknąć polityki. Wzbudza chichot taki oto fragment: „Niby tacy sprytni i odważni, ale jak mieli do Niemiec pojechać, to jeden dostał sraczki ze strachu. Zdaje się, że prezydent”. Czyli, co? Od Dojczlandu i Szwabów po „dolegliwości gastryczne”? A bywa jeszcze śmieszniej: „Albo pytano: ‹Kiedy w końcu przestaniecie kraść nasze samochody?›. Odpowiadałem zgodnie z własnym przekonaniem: ‹Raczej nieprędko. Przecież nie będziemy kradli białoruskich›”. Książka bardzo dobra. Osładzająca nam żenadę naszej polityki zagranicznej. Dająca wiarę, że to społeczeństwa, narody powinny tworzyć stosunki sąsiedzkie. Zachęcająca do podróży, do poczucia się Środkowo-Europejczykiem. A zatem: trzydzieści osiem niemieckich miast, pięćdziesiąt pięć niemieckich dworców…
(3 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Rumunia über alles...
(2008-01-17)
Patrycja
Laskowska
Więcej o recenzencie
Nie ukrywam, że zaczynałam czytać "Dojczland" z nieufnością i dystansem. Zastanowiła mnie wielka czcionka i niewielka stosunkowo liczba stron.
Jednakże rychło było mi dane się przekonać, że i nie w tym przypadku litery należy ważyć. Czuję wprawdzie niedosyt, ale i miłe zaskoczenie.
Bo Niemcy. Bo trafnie niejednokrotnie. Bo egzotycznie. Bo płycej.
To książka o Niemczech widzianych oczyma gastarbeitera, jak siebie samego pan autor nazywa. Gastarbeiter w drodze i w hotelach. Na dworcach, w nieustannym niemalże upojeniu alkoholowym. Samotny.
W którymś momencie czytamy: "Jeśli chcesz przeżyć prawdziwą samotność, powinieneś pojechać do Niemiec". I w zasadzie wszystkie opowieści, rozważania i wspomnienia wokół tej niemieckiej samotności krążą.
"Gdy się bez przerwy jedzie to człowiek jest dość samotny i ma tylko to, co spotkało go wczoraj albo przed godziną" - kolejna myśl, którą autor raczył się z nami podzielić. A czytelnik może to przyjąć bądź odrzucić...
Pan Stasiuk twierdzi, że melancholia i nostalgia to jedyny sposób, aby w Niemczech nie zwariować.
Hmm.
Dziwnym trafem czytałam to wszystko podczas niedługiej podróży. A później, w Niemczech, myślałam o tej książce niemało.
Nie umiem się z nią zidentyfikować, a szalenie ją lubię. Może nawet wrócę do niej kiedyś podczas do Niemiec podróży...
(6 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji